Naczepa ciężarowego mercedesa zmieniła się w platformę, na której zainstalowane zostały podświetlane renifery i sanie Świętego Mikołaja. Cały pojazd został opleciony kolorowymi lampkami. Przygotowania do mikołajkowego przejazdu były relacjonowane w mediach społecznościowych. Atrakcje zaplanowano od zmroku do 21. W tym czasie kawalkada ozdobionych pojazdów miała kursować po Grajewie i rozdawać cukierki. Bogato zdobiona ciężarówka miała być główną atrakcją.
Kontrola i surowa kara
Jak informują organizatorzy, kontrola ciężarówki i kara dla mężczyzny, który siedział za kierownicą, popsuły imprezę. "Niestety, w wyniku 'życzliwego' zawiadomienia WITD (Wojewódzki Inspektorat Transportu Drogowego) czekał na nas już na starcie, przygotowany do kontroli. Wszystko wskazywało na to, że ktoś chciał, aby nasza akcja się nie odbyła" - czytamy we wpisie w mediach społecznościowych.
Kontrola okazała się brzemienna w skutkach dla kierowcy. "Otrzymał mandat ponad 7 000 zł, a dodatkowo stracił prawo jazdy na 3 miesiące, co pozbawiło go możliwości wykonywania zawodu i środków do życia” - dodają organizatorzy. Kara została nałożona za to, że kierowca jechał bez włączonego tachografu, czyli urządzenia rejestrującego czas pracy kierowcy i jego przerwy.
Całe zdarzenie zostało mocno skrytykowane przez internautów, którzy podkreślali, że służby świadomie chciały "zrujnować imprezę zrobioną z dobrego serca".
Druga perspektywa
O sprawę zapytaliśmy Dariusza Carewicza, naczelnika wydziału inspekcji z Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego w Białymstoku. Przyznał, że faktycznie ITD otrzymało zawiadomienie, że podczas imprezy po Grajewie będzie jeździło auto ciężarowe, którego kierowca nie używa tachografu.
- Nie możemy ignorować zgłoszeń, musimy reagować na wszystkie sygnały o nieprawidłowościach. Pojawiliśmy się w Grajewie długo przed rozpoczęciem imprezy. Dla wszystkich miejscowych musiał to być jasny sygnał, że należy spodziewać się kontroli i łamanie przepisów może być bardzo złym pomysłem - zaznacza Carewicz.
Mimo to, jak opowiada, w pobliżu patrolu pojawiła się świątecznie ozdobiona ciężarówka.
Lawina problemów
- Inspektorzy zapytali kierowcę, czy rejestruje czas jazdy za pomocą tachografu, a on odpowiedział, że nie - mówi Dariusz Carewicz. I to był tylko początek tarapatów kierowcy.
- Okazało się, że to kolejny raz, kiedy ignoruje ten obowiązek. Wcześniej - jak ustaliliśmy podczas kontroli - co najmniej trzy razy jeździł zawodowo i nie wkładał karty kierowcy do tachografu. Jakby tego było mało, z danych jasno wynikało, że mężczyzna ignorował maksymalny czas pracy kierowcy i jeździł ponad 10 godzin bez przerwy - wylicza rozmówca tvn24.pl.
Na koniec okazało się, że naczepa, na której ułożono pieczołowicie wszystkie ozdoby, nie ma ważnego badania technicznego.
- Wiem, że jesteśmy teraz przedstawiani jako ci źli, którzy zniszczyli imprezę świąteczną. Ale to nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z kierowcą, który już wcześniej stwarzał zagrożenie - dodaje Dariusz Carewicz.
****
Poprosiliśmy o rozmowę z ukaranym kierowcą. Na razie jeszcze nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Autorka/Autor: Bartosz Żurawicz
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Facebook/Banda z Grajewa