Po raz pierwszy wyprzedzamy Niemcy. Polska w unijnej czołówce wydatków

pap_20250925_1UW
Kosiniak-Kamysz: wszystkie państwa obecne tutaj zwiększyły wydatki na zbrojenia
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Paweł Supernak/PAP
W relacji do PKB wydatki publiczne Polski są tak duże, że plasują nas w unijnej czołówce - przekazała "Rzeczpospolita". Po raz pierwszy wyprzedziliśmy w tym rankingu Niemcy oraz Szwecję.

Wydatki publiczne Polski przekroczyły połowę wartości PKB i w minionym roku wyniosły 50,9 proc. PKB. W 2024 było to 49,2 proc., a dekadę temu 41 proc. - przekazał dziennik.

Trudny stan finansów państwa

Według szacunków Eurostatu przed nami jest tylko pięć krajów UE: Finlandia, Francja, Austria, Belgia oraz Włochy. Natomiast za nami - oprócz wszystkich krajów regionu - po raz pierwszy uplasowały się Niemcy i Szwecja.

"Czy to powód do dumy, czy raczej sygnał ostrzegawczy dla rządu?" - pyta dziennik. Zdaniem ekonomistów, z którymi rozmawiała "Rz", stan finansów publicznych powinien wskazywać raczej na to drugie.

- Dane za miniony rok jasno wskazują, że problem ogromnego deficytu i rosnącego długu państwa staje się w Polsce coraz poważniejszy - mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

W efekcie deficyt sektora finansów publicznych w 2025 r. wyniósł 7,3 proc. PKB - znacznie powyżej oczekiwań i o 0,9 pkt proc. więcej niż w 2024. Wyższy deficyt miała zanotować jedynie Rumunia (7,9 proc. PKB).

Polska na tle Europy

Dziennik zaznacza, że nierównowaga w finansach państwa to nie tylko polski problem. Średnio w całej Unii dług publiczny przekracza 80 proc. PKB, a w strefie euro nawet 90 proc. PKB. Mamy mieć również około dwa razy mniejszy dług w relacji do PKB niż Grecja czy Włochy.

Równocześnie większość państw UE weszła w ubiegłym roku na ścieżkę redukcji długu. W tym samym momencie Polska odnotowuje istotny wzrost.

Zadłużenie państwa (liczone według metodologii UE) wystrzeliło w zeszłym roku - do 59,7 proc. PKB wobec 54,8 proc. w 2024 r. oraz 49,5 proc. w 2023 r. W kwotach nominalnych dług sięga już 2,33 biliona złotych; rok wcześniej było to 2 biliony, a dwa lata temu - 1,7 bln zł - wylicza dziennik.

"Czy nadal powinniśmy iść tą ścieżką?"

Z prognoz Ministerstwa Finansów wynika, że jeśli nie podejmiemy działań konsolidacyjnych, dług państwa wzrośnie do ponad 70 proc. PKB. Natomiast dług liczony według polskiej metodologii przekroczy konstytucyjny limit 60 proc. PKB. Komisja Europejska prognozuje zaś, że bez reform i ograniczenia wydatków nasze zadłużenie w ciągu dekady może sięgnąć nawet 107 proc. PKB.

- Polska jest w specyficznej sytuacji. Z jednej strony następuje pewna konwergencja w relacji do państw znanych z silnego modelu socjalnego, a wydatki na transfery społeczne mocno rosną. Z drugiej strony jednak musimy i ponosimy ogromne nakłady na obronność - największe w regionie i wyższe w relacji do PKB niż w krajach zachodnich - komentuje w rozmowie z "Rz" Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

- I tu rodzi się pytanie do polityków i społeczeństwa: czy nadal powinniśmy iść tą ścieżką? Czy powinniśmy akceptować pogarszającą się kondycję finansów publicznych, czy też trzeba pomyśleć o powstrzymaniu wzrostu wydatków? A jeśli nie chcemy ich ograniczać, to może trzeba iść w stronę poprawy dochodów publicznych? - dodał.

Ta nierównowaga finansów publicznych zwiększa ryzyko kryzysu fiskalnego.

- Nie mówię, że w tym roku czy w przyszłym. Ale jakiekolwiek zawirowania na rynkach, kolejny kryzys czy szok gospodarczy mogą spowodować, że Polska odczuje to bardzo mocno - powiedział w rozmowie z dziennikiem główny ekonomista Fundacji FOR Marcin Zieliński.

Zdaniem ekonomistów winien jest "socjal"

- Tak naprawdę od 2022 r. głównym powodem pogorszenia się stanu budżetu jest wzrost wydatków socjalnych. Gdyby te transfery utrzymywały się w relacji do PKB na poziomie z 2022 r., deficyt sektora wynosiłby 1-2 proc. PKB, a nie ponad 7 proc. - dodał.

Według Eurostatu w Polsce łączne wydatki na transfery i programy socjalne wyniosły aż 19,7 proc. PKB. To o 0,6 pkt. proc. więcej niż w 2024 r. i niemal 3 pkt. proc. więcej niż w 2022 r.

Jak szacują ekonomiści, do wzrostu tej kategorii przyczyniły się wyższe świadczenia emerytalno-rentowe (np. w efekcie waloryzacji), jak i podwyżka świadczenia na dzieci z 500 zł do 800 zł czy nowe programy jak renta wdowia.

Jednak dla porównania Niemcy, Belgia czy Francja wydają już po 26 proc. PKB na świadczenia.

Źródło: "Rzeczpospolita"
Zobacz także: