Zaczęło się od tego, że 47-latek podczas porannego spaceru brzegiem stawu na Osiedlu Bema znalazł zardzewiały przedmiot, który zaciekawił go do tego stopnia, że postanowił go zabrać do domu.
Podczas czyszczenia zorientował się, że znalezisko wyglądem przypomina pocisk. Utwierdził się w tym przekonaniu, gdy sprawdził to w internecie. Zamiast natychmiast wezwać służby, przyniósł późnym popołudniem znalezisko na komendę policji.
Policjanci nie dowierzali własnym oczom
- Pocisk w każdej chwili mógł wybuchnąć. Policjanci nie dowierzali własnym oczom, gdy zobaczyli, co ten mężczyzna przyniósł na komendę. Pytałam policjanta o sytuacje, w których ludzie przynoszą różne przedmioty. Mówił, że zdarza się, że przynoszą znaleziony telefon czy portfel, ale z takim znaleziskiem nie mieli jeszcze do czynienia - powiedziała na antenie TVN24 nasza reporterka Joanna Wyrwas.
Zaskoczeni funkcjonariusze szybko wezwali policyjnych pirotechników, którzy zabezpieczyli, jak się okazało, zapalnik artyleryjski, pochodzący najprawdopodobniej z czasów II wojny światowej.
Dostał pouczenie
- Gdy zauważymy przedmiot przypominający pocisk, nie dotykajmy go, nie podchodźmy, najlepiej zabezpieczmy to miejsce, żeby osoby postronne tam nie podchodziły, zadzwońmy pod numer alarmowy i poinformujmy policjantów - apelował przed kamerą TVN24 młodszy aspirant Jakub Żukowski z Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku.
47-latek w momencie, gdy pojawił się na komendzie, był nietrzeźwy. Dostał pouczenie. Pocisk został już zdetonowany na poligonie.