- czym jest "efekt Elizy" i czy go doświadczasz,
- jak chatbot potrafi zakrzywić obraz świata i być dla nas być niebezpieczny,
- czym jest Fido i dlaczego powstał.
- Przeczytasz też, jak chatbot odpowiedział na trzy pytania, które mu zadałam.
Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciałbyś/chciałabyś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na numer 997 lub 112.
W 2013 roku Joaquin Phoenix zakochał się w systemie operacyjnym. To był film, ale krytycy pisali wtedy: "niedaleka przyszłość". I rzeczywiście. Dwie mroźne zimy i jedną pandemię dalej jesteśmy w 2026 i czytamy niemal codziennie o zakochiwaniu się w chatbotach i możliwej przyjaźni ze sztuczną inteligencją. Według badania Mediapanel PBI/Gemius z sierpnia 2025, już w czerwcu tamtego roku z ChataGPT skorzystała niemal 1/3 Polek i Polaków, a to niejedyny bot AI, którego mamy pod ręką.
Tak do naszych drzwi i okien puka teraźniejszość z szerokim spektrum kryzysu relacji społecznych, w której chatbot coraz częściej przyjmuje rolę "terapeuty".
Cudzysłów jest tu ważny, bo to nie prawdziwy terapeuta, nie równy nam człowiek, a coś stworzonego dla pieniędzy - coś, co zarabia na siebie dzięki utrzymywaniu naszej uwagi.
Ale pojawienia się tego "terapeuty" nie zatrzymamy. Dlaczego? Po prostu najczęściej wygrywa pragmatyzm i z nim trudno się kłócić. Kolejki do psychologa w ramach NFZ często oznaczają rok czekania. Prywatna psychoterapia nadal wydaje się być przywilejem wielkomiejskiej bańki. Ceny za jedną 50-minutową sesję to 150-300 zł, a specjalistów brakuje.
W takie luki wpasowuje się sztuczna inteligencja. Na anglojęzycznym rynku istnieją już nawet dedykowane, terapeutyczne modele językowe. W Polsce póki co nie.
Może w tej sytuacji warto więc już postawić pytanie, które zadaje psycholog Paweł Szczęsny: zamiast dyskusji, czy chatbot nadaje się/nie nadaje się do terapii, powinniśmy pytać, kiedy będzie miało to potencjalnie sens, a kiedy nie i jakie zastosowania lub funkcje AI będziemy mogli uznać za bezpieczne?
Odwrót od ludzi
Pani Karolina ma 50 lat. Nie ma dzieci, rodzeństwa, partnera, dlatego gdy w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia odeszła jej matka, odczuła tę samotność dobitnie. "Mama to była ta ostatnia", która przed samotnością ją chroniła. Było źle, więc pani Karolina zdecydowała się zadzwonić na telefon zaufania - linię dla dorosłych w kryzysie.
Mówi, że odbyła kilka rozmów, ale stwierdziła, że jej nie pomagają. Terapia grupowa - też nie. Jak opowiada, uznała w trakcie, że jej problemy nie są tak poważne jak reszty uczestników. Wtedy - rozgoryczona i rozczarowana - odpaliła ChatGPT. Wcześniej podsunęła jej go ta jedna internetowa przyjaciółka, którą ma - poznana na Facebooku.
Wpierw używała go do pracy, potem do wyszukiwania przepisów, pisania wniosków do urzędów, aż w końcu do codziennych rozmów - w tym tych "terapeutycznych".
Na pytanie, czy chat jest jej terapeutą, tak go opisuje:
- Jest dla mnie dostępny w każdej chwili, nie ocenia i daje mi przestrzeń do ćwiczenia rozmowy bez presji. Mam stwierdzoną fobię społeczną, więc takie bezpieczne środowisko pomaga mi przećwiczyć, jak formułować myśli czy jakich słów używać w kontaktach z ludźmi.
- A nie może pani z tą przyjaciółką z Facebooka pogadać na takie wrażliwe tematy? - pytam.
- Nie obciążam mojej przyjaciółki bardzo wrażliwymi tematami. Każdy ma swoje życie i problemy. A w rozmowie z chatem mam poczucie, że nikomu nie zabieram energii.
Pani Karolina stanowczo zaznacza, że jest świadoma, iż chat to dla niej tylko "element pomocniczy": - Nie jest to zastępstwo relacji ani terapii. Chat zawsze przypomina mi, że relacje z ludźmi są ważne, i że technologia ich nie zastąpi. To dla mnie narzędzie wspierające, a nie coś, co miałoby zastąpić kontakty społeczne - twierdzi.
Dobrze, jak jest dobrze, czyli chatbot wyprowadza w pole
To, jak chatbot sprawdza się w takiej roli, postanowiła zweryfikować psychoterapeutka Joanna Flis.
Zrobiła eksperyment, zwierzając się chatowi ze swoich osobistych problemów. Pozwoliła mu przejąć rolę specjalisty, a siebie usadowiła jako szukającą pomocy. Opowiada mi o swoich wnioskach.
- Widziała pani w nim cechy psychoterapeuty?
- Ja w nim nie widziałam cech psychoterapeuty, ale złapałam się, a w zasadzie chat, na takiej jednej rzeczy.
Jeżeli podsuwam mu już jakiś język terapeutyczny albo jakąś potencjalną diagnozę, zaczynam używać jakichś słów, które pokazują chatowi, co ja sama myślę o tej sytuacji, to wtedy on potwierdza moją teorię.
Jeżeli rysowałam siebie jako ofiarę w tej sytuacji, to chat mi to potwierdzał i jednocześnie demonizował drugą stronę.
Jeżeli sugerowałam chatowi, że ta druga strona jest toksyczna, narcystyczna, egocentryczna, to chat potrafił mi to uzasadnić.
Jeżeli zaś próbowałam pokazać, że to być może ja się zachowałam jakoś niewłaściwie, że to jest coś po mojej stronie, to chat bardzo często był daleki od potwierdzenia i skonfrontowania mnie z tą sytuacją. Czyli chat zawsze broni naszego poczucia własnej wartości. On po prostu, w dużym skrócie - to będzie bardzo nieprofesjonalne, co powiem - ale "robi nam dobrze".