- Nowelizacja przewiduje uproszczenie procedur refundacyjnych.
- Pacjenci będą mogli kupować leki produkowane w Polsce nawet o 30 procent taniej, a firmy inwestujące w lokalną produkcję otrzymają dodatkowe zachęty cenowe.
- Kontrowersje wzbudziła propozycja wprowadzenia katalogu terapii równoważnych. Co to oznacza?
- Więcej o tematyce zdrowotnej znajdziesz tutaj. Warto też posłuchać "Wywiadu medycznego" w TVN24+.
Ustawa, nad którą pochylili się posłowie, zakłada gruntowną reformę refundacji oraz wprowadzenie nowych rozwiązań zwiększających dostępność terapii dla pacjentów.
Nowelizacja ustawy refundacyjnej. Co się zmieni dla pacjentów?
O projekcie pisaliśmy w tvn24.pl pod koniec października, po tym jak przyjęła go Rada Ministrów.
- Pacjenci zyskają szybszy dostęp do potrzebnych leków dzięki uproszczonym procedurom refundacyjnym. Zmiany obejmą między innymi zakup leków stosowanych w chorobach rzadkich, sprowadzanie leków z zagranicy, udział przedstawicieli pacjentów w procesie refundacji oraz zasady finansowania terapii ze środków publicznych - informował wówczas rzecznik rządu Adam Szłapka.
- Głównym celem projektu jest wzmocnienie bezpieczeństwa lekowego Polski. W obliczu obecnych wyzwań geopolitycznych proponowane rozwiązania, w tym wsparcie dla krajowej produkcji farmaceutycznej, wpisują się bezpośrednio w priorytety państwa oraz w nowe kierunki działań na forum Unii Europejskiej - powiedziała podczas czwartkowego posiedzenia komisji zdrowia wiceszefowa Ministerstwa Zdrowia (MZ) Katarzyna Kacperczyk.
Leki produkowane w Polsce będą tańsze nawet o jedną trzecią
Jedną z kluczowych zmian zaproponowanych w projekcie będzie możliwość zakupu leków produkowanych w Polsce nawet o 30 proc. taniej oraz wprowadzenie Krajowej Listy Leków Krytycznych, obejmującej substancje czynne o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa lekowego państwa.
- W naszym mniemaniu pełne bezpieczeństwo w zakresie dostępności do produktu stanowi wyprodukowanie całkowite leku, czyli również substancji czynnej. Zamierzamy wspierać transfer technologiczny w zakresie przenoszenia produkcji do Polski w perspektywie trzyletniej. Działałoby to tak, że firma ma trzy lata na przeniesienie produkcji - zapowiadał w kwietniu w Sejmie Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia.
W zamian za inwestycję w lokalną produkcję firma mogłaby liczyć na cenową zachętę dla wykupujących leki pacjentów - mieliby oni płacić za te farmaceutyki mniej przy okienku. Taki mechanizm już funkcjonuje, ale zachęta jest o połowę niższa. Jeśli zarówno substancja czynna, jak i ostateczna postać leku powstają w Polsce bonifikata, czyli w praktyce korzyść dla pacjenta, wynosi 15 proc.
To ważne również w kontekście bezpieczeństwa lekowego kraju, bo uzależnienie Polski i Europy od Azji w kwestii dostaw substancji czynnych, niezbędnych do produkcji leków, sięga aż 70-80 procent.
Szybszy dostęp do terapii i cyfryzacja importu leków
Katarzyna Kacperczyk mówiła w czwartek w Sejmie, że nowelizacja ma też na celu zapewnienie pacjentom szybszego dostępu do potrzebnych terapii poprzez uproszczenie procedur refundacyjnych, ograniczenie obciążeń administracyjnych i usprawnienie funkcjonowania całego systemu.
Projekt przewiduje wyłączenie z refundacji leków wydawanych bez recepty (OTC), przyznanie przedstawicielom pacjentów prawa obecności na negocjacjach cenowych i posiedzeniach zespołów koordynacyjnych oraz zmian korzystnych z punktu widzenia pacjentów z chorobami rzadkimi. Chodzi o wprowadzenie definicji leku sierocego (stosowanego w chorobie rzadkiej) oraz stosowania wyceny opartej na wielokryterialnej analizie dla chorób rzadkich.
Rządzący planują utworzyć nową kategorię dostępności dla leków nieonkologicznych w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. W praktyce ma to polegać na przeniesieniu części leków dostępnych obecnie w programach lekowych do stosowania w przychodniach. To duże ułatwienie dla pacjentów, którzy obecnie muszą dojeżdżać często po kilkaset kilometrów do szpitala prowadzącego leczenie ich choroby.
W szerokiej nowelizacji ustawy refundacyjnej chodzi również między innymi o pełną cyfryzację importu docelowego, w ramach której wnioski będą składane przez Internetowe Konto Pacjenta. Import docelowy to procedura umożliwiająca ściągnięcie do kraju leku, który nie jest dopuszczony do obrotu w Polsce, ale potrzebnego do ratowania życia lub zdrowia pacjenta.
Najtańsze leki w szpitalach. Kontrowersje wokół terapii równoważnych
Najwięcej emocji wzbudziła propozycja utworzenia przez ministra zdrowia katalogu tzw. terapii równoważnych, w którym premiowane finansowo przez Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) miałyby być szpitale stosujące najtańsze leki. O tym rozwiązaniu mówił w rozmowie z tvn24.pl we wrześniu Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia.
- Chodzi o ustawienie konkretnych terapii. Mamy takie obszary jak reumatologia, gastroenterologia czy alergologia, w których leki biologiczne takiej liniowości nie mają, bo nigdy nie została stworzona. Kraje europejskie robią natomiast gradację w zakresie tego, kiedy jaki produkt zastosować i ma tu znaczenie aspekt cenowy. W pierwszej kolejności stosuje się leki najtańsze, a potem, jeśli jest nieskuteczność, sięga się po te droższe - wyjaśnia Mateusz Oczkowski.
Zdaniem Michała Byliniaka z INFARMY (Związek Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych) oraz Ireny Rej z Izby Gospodarczej Farmacja Polska, rozwiązanie to doprowadzi do wywierania presji ekonomicznej na lekarzy i zmusi placówki do kupowania najtańszych zamienników.
Eksperci skrytykowali również wprowadzenie obligatoryjnych limitów wydatków (CAP-ów) dla leków bez refundowanego odpowiednika, co w ocenie mec. Katarzyny Czyżewskiej z Kancelarii Adwokackiej Czyżewscy oraz INFARMY uniemożliwi leczenie rosnącej liczbie pacjentów z chorobami przewlekłymi i przerzuci całe ryzyko finansowe na producentów.
Ministerstwo Zdrowia odpowiada na zarzuty branży farmaceutycznej
Do tych zarzutów w mocnych słowach odniósł się na wczorajszym posiedzeniu Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w MZ. - Nie można powiedzieć, że sobie wybieramy to, co nam pasuje i nie uwzględniamy postulatów. Nie uwzględniamy, bo być może uderzają zbyt mocno w bezpieczeństwo i kontynuację leczenia pacjentów - ripostował.
Jak tłumaczył, tzw. receptariusze, czyli terapie równoważne obowiązują w większości krajów nordyckich, a także Hiszpanii, Czechach, Holandii czy Austrii.
- Zarzut, że stymulacja finansowa co do wyboru terapii zamknie rynek, to hipokryzja ze strony firm. Widzieliście państwo artykuły o tym, ile branża zapłaciła lekarzom za stymulowanie wyboru terapii poprzez konferencje, szkolenia czy raporty. Może powinniśmy zrobić challenge, sprawdzić, jak w szpitalu dane terapie są stosowane ze względu na firmę farmaceutyczną i czy to jest zgodne z raportami przejrzystości. Być może się okaże, że odkryją państwo, co rządzi wyborem terapii w danym szpitalu. To rozwiązanie jest po to, żeby przeciwdziałać takiemu "marketingowi porefundacyjnemu" - powiedział.
Wyjaśnijmy, Oczkowski nawiązał w tej sposób do publikacji Rzeczpospolitej z 29 października, dotyczącej zapisów dotyczących rejestru współpracy firm farmaceutycznych m.in. z lekarzami, jakie mogą się znaleźć w nowej polityce lekowej państwa na lata 2027-2032.
W artykule czytamy, że w 2025 r. świadczenia przekazane na rzecz przedstawicieli zawodów medycznych przez firmy należące do związku INFARMA opiewały na 161 mln zł, z czego 87 mln zł to koszty z tytułu świadczonych usług, a 75 mln zł to wydatki poniesione w związku z wydarzeniami. Średnia wartość wynagrodzenia dla medyka wyniosła 4178,90 zł.