We wtorek rzeczniczka Prokuratury Krajowej prokurator Anna Adamiak poinformowała, że sytuacja zwierząt w zoo w Łącznej oraz prowadzone w tej sprawie postępowanie Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu pozostają w zainteresowaniu prokuratora generalnego Waldemara Żurka.
"W ramach przysługujących mu uprawnień prokurator generalny za pośrednictwem właściwych komórek organizacyjnych Prokuratury Krajowej podejmuje działania zmierzające do zapoznania się z przebiegiem postępowania oraz oceny prawidłowości podejmowanych w nim czynności" - przekazała prok. Adamiak.
Dodała, że prokuratura rozważa również przekazanie sprawy do dalszego prowadzenia jednostce prokuratury szczebla okręgowego.
"Wobec trwającej analizy sprawy i braku ostatecznych ustaleń, na obecnym etapie nie jest możliwe przedstawienie stanowiska prokuratora generalnego co do prawidłowości dotychczasowych działań prokuratury, w tym dotyczących sposobu zabezpieczenia zwierząt oraz dalszego postępowania z nimi" - dodała prokurator.
Przedstawicielka zoo: brakuje 39 zwierząt
- Według dokumentacji ogrodu, 12 października przed rozpoczęciem czynności prokuratury znajdowało się 777 osobników. Po zakończeniu tych czynności, gdy pracownicy weszli ponownie na teren i sprawdzili stan zwierząt - odnotowano 738 osobników, w tym dwa martwe. Oznacza to różnicę 39 zwierząt, której pełne wyjaśnienie pozostaje dla nas priorytetem - poinformowała w trakcie wtorkowej konferencji Marta Zając-Ossowska, tymczasowo zarządzająca ogrodem w Łącznej.
Pracownikom zoo nie udało się jeszcze w pełni ustalić, co stało się ze wszystkimi zwierzętami.
- Na bazie ogólnodostępnych informacji wiemy, że 21 zwierząt, w tym jeden tygrys bengalski, trzy kangury rude, jedna walabia Bennetta, dwa tukany toko, cztery sajmiri wiewiórcze, sześć surykatek, jedna ararauna i trzy czubacze zmienne wyjechały do Holandii - przekazała Marta Zając-Ossowska.
Poinformowała także, że inne placówki mają pod opieką samicę serwala z młodymi (łącznie pięć zwierząt), jednego żółwia pustynnego, dwa pancerniki włochate oraz dwie kury silki. Według przekazanych informacji padły natomiast arasari czarnoszyi oraz majna złotolica.
- Brakuje też bażanta diamentowego w liczbie dwóch sztuk, daniela zwyczajnego - dwóch sztuk, jednego muflona, dwóch pigmejek i jednego pawia złotego - wylicza Zając-Ossowska.
Dwa serwale zostały zwrócone do zoo. Zwierzęta trafiły pod opiekę lekarza weterynarii i są diagnozowane. W sprawie ich przyjęcia sporządzono notatkę, która została przekazana prokuraturze.
Zoo na razie pozostanie zamknięte
Jak podkreśla Marta Zając-Ossowska, tymczasowo zarządzająca zoo, ogród na razie nie płaci faktur ani rachunków. Pełnomocnicy są w trakcie przejmowania spraw finansowych ogrodu. Do końca tygodnia ma zostać przygotowany dla burmistrza kosztorys utrzymania zoo.
- Na ten moment nie mogę sobie pozwolić na otwarcie ogrodu zoologicznego, ponieważ nie wiem, na czym stoję. Jeszcze nie mam wszystkich kosztów. Nie chcę też, żeby później ktoś postawił nas w sytuacji: właściwie otworzyliście zoo, możecie zarabiać z biletów, to teraz sobie radźcie. Nie możemy do tego dopuścić. To jest za duża odpowiedzialność dla nas wszystkich - wyjaśnia Marta Zając-Ossowska.
Jak zaznacza, najważniejsze jest obecnie zapewnienie środków zarówno na utrzymanie zwierząt, jak i pracowników.
- Pracownicy zostali przywróceni do pracy. Jesteśmy w trakcie ustalania organizacji finansowego zabezpieczenia ich wynagrodzeń, co jest obecnie jednym z moich priorytetów, zaraz po dobrostanie zwierząt - przekazała Marta Zając-Ossowska. - Ja odpowiadam za zwierzęta, za nakarmienie ich i za to, żeby pracownicy mieli dobre warunki pracy pod względem BHP, ale również pod względem podstawowych potrzeb, czyli chociażby ich wynagrodzeń - dodaje pełnomocniczka.
Prokuratura wszczęła kolejne śledztwo
Tymczasem 20 października Prokuratura Okręgowa w Świdnicy poinformowała o wszczęciu nowego śledztwa związanego ze sprawą zoo w Łącznej.
Dotyczy ono podejrzenia utrudniania postępowania karnego poprzez "przekazanie informacji o planowanych czynnościach związanych z zabezpieczeniem i relokacją zwierząt, a tym samym udzielenie podejrzewanym o sprawstwo przestępstwa pomocy w uniknięciu odpowiedzialności karnej".
"Ponadto śledztwo jest prowadzone w sprawie utrudniania tego samego postępowania karnego poprzez celowe uszkadzanie ogrodzeń siatek zabezpieczających zwierzęta i innych bezprawnych działaniach osób utrudniających relokację zwierząt i realizację prowadzonych czynności procesowych" - poinformował Mariusz Pindera, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.
Postępowanie prowadzone jest w kierunku art. 239 par. 1 Kodeksu karnego i dotyczy przestępstwa poplecznictwa, czyli utrudniania lub udaremniania postępowania karnego.
Pełnomocnik ogrodu, pytany przez dziennikarzy, czy wcześniejsze informowanie przez właściciela zoo Marcina Nowaczyka o planowanych czynnościach może być dla niego okolicznością obciążającą, zdecydowanie temu zaprzeczył.
- To nie jest żadna okoliczność obciążająca. Jesteśmy zdumieni, że prokurator formułuje tego typu tezy. Chciałbym państwu uzmysłowić, że zarzut poplecznictwa polega na utrudnianiu postępowania karnego, na zacieraniu śladów, ukrywaniu osób i dowodów. W tej sytuacji nic takiego nie miało miejsca - mówił adwokat Łukasz Opaliński, pełnomocnik zoo.
Pełnomocnicy ogrodu zapowiedzieli także złożenie zażalenia na zatrzymanie pracowników zoo.
Prokuratura: złe warunki w zoo
W poniedziałek prokuratura przedstawiła wstępne opinie biegłych na temat warunków, w których przetrzymywane były zwierzęta w zoo w Łącznej. Biegli wskazali między innymi, że ptaki przetrzymywane były w nieodpowiednich warunkach, w za niskiej temperaturze i bez dostępu do wody pitnej. Śledczy poinformowali o wnioskach ekspertów w poniedziałek.
W innej opinii wskazano, że pozostałym zwierzętom też nie zapewniono stałego dostępu do wody.
- W momencie rozpoczęcia oględzin liczne grupy zwierząt nie miały w ogóle dostępu do wody. Inne mogły korzystać jedynie z wody stojącej w rowach lub sadzawkach. Stwierdzono też brak odpowiedniej karmy dostosowanej do potrzeb konkretnych gatunków oraz brak zapasu karmy - mówił podczas konferencji prasowej Prokurator Okręgowy w Świdnicy Marek Rusin.
Według biegłych zwierzęta były utrzymywane w ciasnych pomieszczeniach, a drapieżniki miały wybiegi obok swoich potencjalnych ofiar. Zwrócono też uwagę na łamanie przepisów BHP oraz prowizoryczny charakter ogrodzeń poszczególnych wybiegów.