Wrocławskie MPK odsunęło od pracy motorniczego, który w środę wjechał w tył innego składu. W wypadku ucierpiało ponad 30 osób. - Odsunęliśmy go od prowadzenia, ale nie jest to zawieszenie. Wróci, jak tylko wyjaśnimy przyczyny wypadku - informuje MPK.
– Chodzi o komfort psychiczny motorniczego jak i pasażerów MPK - tłumaczy powody odsunięcia od pracy mężczyzny, który w środę prowadził jeden z tramwajów Agnieszka Korzeniowska, rzeczniczka Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. To właśnie jego pojazd nie wyhamował i ze sporą siłą uderzył w inny tramwaj, czekający na światłach w centrum Wrocławia.
To nie kara dla motorniczego
Jak tłumaczy Korzeniowska, nie jest to żadna forma zawieszenia w obowiązkach, ani wyciągnięcie kary wobec kierującego.
- Dopóki trwają czynności wyjaśniające i nie ma ostatecznego werdyktu co do przyczyn wypadku, nie będziemy wyciągać żadnych pochopnych wniosków i konsekwencji wobec naszego pracownika. Formalnie motorniczy jest pracownikiem MPK. Po prostu do wyjaśnienia sprawy nie będzie prowadził tramwajów - mówi Korzeniowska.
Sprawę wyjaśnią biegli
Wyjaśnieniem sprawy zajmuje się policja i specjalnie powołani biegli. Dyrektor wrocławskiego przewoźnika Władysław Smyk, zapewnił w środę, że tramwaj był sprawny technicznie, bo w sierpniu pomyślnie przeszedł przegląd. - Również torowisko było suche i nieuszkodzone, a trakcja sprawna. Czarna skrzynka tramwaju zarejestrowała też hamowanie tuż przed zderzeniem - informował.
Mapy dostarcza Targeo.pl
Autor: pp,bieru/par / Źródło: TVN24 Wrocław
Źródło zdjęcia głównego: TVN24 Wrocław