"Strajku można jeszcze uniknąć. Piłka jest po stronie rządu"

TVN24

Joanna Kluzik-Rostkowska w "Faktach po Faktach"tvn24
wideo 2/3

PiS powinien się zachować inaczej niż do tej pory. Powinien jutro rano usiąść do rozmów z nauczycielami - powiedziała w "Faktach po Faktach" posłanka Platformy Obywatelskiej, była minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska. Odniosła się do możliwego strajku nauczycieli 8 kwietnia.

Związek Nauczycielstwa Polskiego domaga się 1000 zł podwyżki dla nauczycieli i pracowników oświaty. Prezes zarządu ZNP Sławomir Broniarz poinformował w poniedziałek, że ZNP czeka na wyniki referendum w sprawie rozpoczęcia strajku w oświacie. Jeżeli głosujący się za nim opowiedzą, rozpocznie się on w poniedziałek 8 kwietnia i będzie trwał do odwołania.

Była minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska oceniła w "Faktach po Faktach", że strajku ciągle jeszcze można uniknąć.

- Tylko że PiS powinien się zachować inaczej, niż zachował się do tej pory. Powinien jutro rano usiąść do rozmów z nauczycielami, bo strajk jest zapowiedziany na 8 kwietnia, ma być bezterminowy (...) a w dniach 10-12 kwietnia są egzaminy (gimnazjalne) - podkreśliła.

- Wszystko jeszcze jest możliwe, ale piłka jest po stronie rządu. Jeżeli rząd się nie zachowa odpowiedzialnie, to odpowiedzialność też będzie rządu - dodała.

"Czerwone lampki powinny były się zapalić"

Posłanka PO zauważyła, że nauczyciele nie są grupą, która "łatwo ucieka się do różnych radykalnych form protestu". Zaznaczyła, że od wielu miesięcy "nauczyciele proszą, żeby rząd, ministerstwo edukacji potratowało ich poważnie. To nie nastąpiło".

- Był taki moment, kiedy już naprawdę wszystkie czerwone lampki powinny były się zapalić rządowi. To było na przełomie roku, wtedy kiedy do strajku ostrzegawczego przystąpili nie ci nauczyciele, którzy są zrzeszeni w związkach zawodowych, ale też ci, którzy są poza nim - podkreśliła Kluzik-Rostkowska.

- To już świadczy o naprawdę wielkiej determinacji. Trzeba było kilku lat takiego lekceważenia zawodu, lekceważenia głosu nauczycieli, żeby doprowadzić do dzisiejszej sytuacji - dodała.

"Nie było mowy o podwyżkach. PiS mówił: nie ma"

Przypomniała, że ostatnie duże podwyżki dla nauczycieli były w latach 2008-2012. - To był taki czas, kiedy pensja minimalna w 2008 roku wynosiła tysiąc złotych, a przeciętna płaca wynosiła trochę ponad dwa tysiące. Wtedy nauczyciele dostali podwyżki przeciętnie o 50 procent, największe 73 procentowe dostali ci nauczyciele, którzy wchodzą do zawodu - tłumaczyła.

- W ciągu 11 lat okazało się, że pensja minimalna z tysiąca złotych skoczyła do ponad dwóch (tysięcy), a średnia płaca z dwóch tysięcy skoczył do prawie pięciu. (Nauczyciele) są teraz w dokładnie takiej samej sytuacji, jak byli w roku 2008 i to żądanie tysiąca złotych też nie jest nowe - podkreśliła.

Zauważyła, że Sejm w tym roku pracował nad budżetem bardzo późno. - W tym roku głosowaliśmy go pod koniec stycznia. Nie było mowy o podwyżkach. PiS mówił: nie ma, nie ma. Minęły dwa tygodnie i nagle okazało się, że jest 40 miliardów złotych (na nowe obietnice PiS-red.) (...), ale oczywiście o nauczycielach nie pomyślano - zaznaczyła.

- Myślę, że PiS sobie wykalkulował, że nauczyciele to nie jest ta grupa, na którą może liczyć w czasie zbliżających się wyborów, ale - tutaj się trochę uśmiechnę, chociaż jest to gorzki śmiech - jeśli nawet któryś z nauczycieli jeszcze pomyślał sobie: no dobrze, ja mimo wszystko będę za PiS-em, to myślę, że jak usłyszał słowa ministra Szczerskiego, to mu przeszło - oceniła. Odniosła się w ten sposób do wypowiedzi szefa gabinetu prezydenta, która padła w sobotę w radiowej Trójce. Szczerski komentując planowany strajk nauczycieli powiedział: "nauczyciele nie mają obowiązku życia w celibacie, w związku z powyższym także transfery, które są dzisiaj dokonywane dla polskich rodzin, na przykład 500 plus, też dotyczą nauczycieli".

Kluzik-Rostkowska na uwagę, że w latach 2012-2015, kiedy władzę sprawował jeszcze rząd PO-PSL, kolejnych podwyżek dla nauczycieli nie było, odpowiedziała: - Powiedzieliśmy to uczciwie na samym początku: jeżeli będziemy mieć jakieś pieniądze, które możemy dedykować edukacji, to przeznaczymy je na szkolnictwo wyższe. I tak było.

ZOBACZ CAŁY PROGRAM

Autor: js//kg / Źródło: tvn24