Masz subskrypcję?
"Okręt-tułacz", "niepożądany gość", któremu towarzyszyła "atmosfera tajemniczości i sensacji" zawinął do portu w Gdyni na początku maja 1932 roku. Pojawienie się statku Chaco na europejskich wodach zaniepokoiło wielu. Wszystko dlatego, że wraz z nim do Europy z Argentyny płynęła fala pogłosek oraz "nieoczekiwani i przez nikogo niepożądani pasażerowie". "Kryminaliści", wśród których mieli być między innymi handlarze ludźmi. Ci, których wydalono z południowoamerykańskiego kraju.
W Barcelonie okręt, jego załoga i pasażerowie musieli czekać w porcie 18 dni, bo tyle zajęły pertraktacje i formalności z służbami migracyjnymi.
Zła sława ich wyprzedzała. Brytyjski "Daily Herald" w kwietniu informował, że statku, płynącego od portu do portu, wypatruje - po liście od jednego z pasażerów do matki - straż przybrzeżna.
"Niepożądany gość" w gdyńskim porcie
"Okręt skazańców" - jak ochrzciła go prasa - już wcześniej pojawił się u polskiego wybrzeża, ale wtedy, pod koniec marca, nie został wpuszczony do portu. I tym razem jego dyrekcja chciała odmówić "niepożądanemu gościowi".
Interweniował jednak konsul generalny Argentyny w Gdańsku.
Pod ostrzałem spojrzeń ciekawskich statek zacumował przy Nabrzeżu Francuskim. Czekali na niego nie tylko gapie, ale też policjanci, władze portu, urzędnicy i dziennikarze, zarówno polscy, jak i zagraniczni.
Miał być bunt i zaraza
Dlaczego budził tyle zainteresowania?