Świat

Był gotowy na policję. Kamery w korytarzu, ranny strażnik i dziury w drzwiach

Świat


Masakrę w Las Vegas mógł zatrzymać anonimowy ochroniarz hotelowy. Jak wynika z informacji podawanych przez amerykańskie media, znaleziono go poważnie rannego pod drzwiami apartamentu wynajmowanego przez napastnika. Prawdopodobnie został przez niego postrzelony. Jak poinformowała policja, znaleziono kamery, które sprawca masakry rozmieścił, by obserwować hotelowy korytarz.

Jedna z nich była ukryta w drzwiach w miejsce wizjera, a druga na stojącym obok wózku służącym do przewożenia jedzenia przez obsługę hotelową. Obie umożliwiały sprawcy masakry obserwowanie tego, co dzieje się na korytarzu. - Zakładam, że wypatrywał kogoś, kto przyjdzie próbować go zatrzymać - stwierdził szef policji hrabstwa Clark (na którego obszarze leży Las Vegas), Joseph Lombardo. Jak poinformował policjant, kolejne kamery były zainstalowane w samym apartamencie i nagrywały to, co robił sprawca masakry. Wszystkie zostały przejęte przez FBI. Śledczy analizują ich zapis. Policja nie wie, czy zamachowiec przesyłał gdzieś nagrania. - Nie mamy wiedzy o żadnych transferach - stwierdził Lombardo.

Plan apartamentu zamachowca | tvn24.pl

Akcja w hotelu

Z informacji podawanych przez amerykańskie media, między innymi portal tygodnika "Newsweek", wynika, że kamery na korytarzu mogły się przydać 64-letniemu sprawcy masakry.

Takie wnioski można wysnuć z podsłuchanej łączności policji Las Vegas, funkcjonariusze w okolicy hotelu Mandalay Bay poinformowali centralę o usłyszeniu pierwszych strzałów o godzinie 22:08 czasu lokalnego. Kilka minut później do budynku wbiegł zespół czterech funkcjonariuszy i ruszył szukać pokoju, z którego prowadzono ogień. O godzinie 22:14 jeden z policjantów donosił, że jest na 31. piętrze hotelu i słyszy "serie strzałów jedno piętro wyżej". Siedem minut później informował przez radio, że jest na 32. piętrze i potrzebuje natychmiast pomocy medycznej: "Postrzały w klatkę piersiową i głowę!".

Po kolejnych pięciu minutach inny funkcjonariusz sprecyzował, że znaleźli rannego strażnika hotelowego. "Strzelał na korytarz i trafił strażnika hotelowego!" - słychać w radiu według "Newsweeka" głos policjanta. Chwile wcześniej funkcjonariusze informowali, że są pod pokojem 135 na 32. piętrze hotelu i potrzebują wsparcia zespołu antyterrorystycznego SWAT. Ci pojawili się w budynku kilkanaście minut później, o 22:37.

Jednak w międzyczasie strzały z pokoju ustały. Ostatni raz donoszono o nich około godziny 22:21 - 13 minut po pierwszej serii i niemal dokładnie w momencie, kiedy policjanci znaleźli się pod drzwiami, widząc rannego ochroniarza.

Antyterroryści ostatecznie wdarli się do pokoju o godzinie 23:21, ponad godzinę po pierwszych doniesieniach o strzałach. O 23:28 nadszedł ostateczny komunikat o znalezieniu jednego zabitego podejrzanego i dużej ilości broni. Cały apartament został przeszukany i nie znaleziono nikogo innego. Cała akcja zajęła więc godzinę i 20 minut.

22:08 - Pierwsze doniesienia o strzałach przekazane przez policyjne radio 22:14 - Policjant donosi, że jest na 31. piętrze hotelu i słyszy strzały piętro wyżej 22:21 - Policjant wzywa pomoc medyczną do osoby rannej w głowę i klatkę piersiową 22:26 - Policjant precyzuje, że znaleziono rannego ochroniarza hotelowego leżącego przed drzwiami apartamentu strzelca. Prosi o wsparcie 22:37 - Do hotelu wkracza zespół antyterrorystów SWAT 22:38 - Policjant informuje, że od ponad dziesięciu minut nie słyszał żadnych strzałów 23:21 - Antyterroryści forsują drzwi do apartamentu 23:28 - Policjanci donoszą, że pokój został przeszukany i znaleziono martwego sprawcę oraz znaczne ilości broni wydarzenia w hotelu Mandalay Bay według portalu Newsweek.com

Postrzelił ochroniarza i popełnił samobójstwo?

Zdjęcia drzwi do apartamentu, z którego prowadzono ogień do tłumu kilkaset metrów dalej, pokazują wyraźnie widoczne w nich dziury po pociskach. Ich kształt pozwala domniemywać, że wystrzelono je ze środka na zewnątrz. Policja nie wypowiedziała się oficjalnie na ten temat, jednak według amerykańskich mediów historia składa się w logiczną całość. Pierwszy pod drzwiami apartamentu zamachowca najprawdopodobniej znalazł się hotelowy ochroniarz. Sprawca masakry mógł go wyraźnie widzieć dzięki swoim kamerom i otworzył do niego ogień. To mogły być strzały, które policjanci słyszeli "piętro wyżej". Chwilę później dotarli na miejsce i znaleźli rannego ochroniarza, który potrzebował pilnej pomocy medycznej. Mniej więcej w tym samym czasie strzały z pokoju w kierunku tłumu na zewnątrz ustały. Jest możliwe, że po postrzeleniu ochroniarza i zobaczeniu przez kamerki policjantów, sprawca popełnił samobójstwo. Dlatego po kilkunastu minutach masakry zapadła cisza. Z tego powodu funkcjonariusze mogli szykować się do wejścia do pokoju ponad pół godziny. Słysząc, że strzały ustały, mogli nie chcieć ryzykować własnym życiem szturmując miejsce, w którym mógł się na nich czaić w zasadzce uzbrojony zamachowiec.

Las Vegas. Hotel, z którego strzelał napastnikGoogle Earth

Motywy nieznane

Oficjalnie nie wiadomo nic na temat rannego ochroniarza. Policja nie ujawniła o nim żadnych informacji. Potwierdziła natomiast, że zdjęcia apartamentu zamachowca i drzwi, które wyciekły do prasy, są autentyczne. Trwa oddzielne śledztwo mające ustalić, w jaki sposób zostały ujawnione. Nie ma też na razie żadnych informacji na temat potencjalnej motywacji sprawcy masakry, w której zginęło 58 osób (59. ofiarą jest zabójca), a ponad 500 zostało rannych. Policja nie ujawniła, czy sprawca zostawił jakiś list lub wskazówki. Jego rodzina też nie potrafiła powiedzieć, co się stało. 64-letni mężczyzna miał być zamożnym entuzjastą hazardu i broni, kiedyś pracującym jako księgowy. Nie miał problemów z prawem, nie miał zdiagnozowanych chorób psychicznych ani żadnych innych. W hotelu Mandalay Bay miał co jakiś czas wynajmować pokoje nawet na kilka miesięcy. Ten, z którego strzelał do tłumu, był dużym apartamentem, kosztującym około pół tysiąca dolarów za noc. Dodatkowo wynajmował przyległy mniejszy pokój, połączony wewnętrznymi drzwiami. W obu wybił szybę, aby móc strzelać do odległego o około 300 metrów tłumu ludzi bawiących się na festiwalu muzyki country. W apartamencie znaleziono łącznie 23 sztuk broni, w tym wiele długiej. Kilkanaście sztuk było tak zmodyfikowanych, aby móc prowadzić z nich ogień niemal automatyczny. Znaleziono też znaczne ilości amunicji, liczonej w tysiącach sztuk. Wiele było załadowanych do specjalnych dużych magazynków, mieszczących nawet po sto naboi, umożliwiających strzelanie długimi seriami. Sprawca miał też kilka karabinków przystosowanych do precyzyjnego strzelania na większe dystanse, z zamontowanymi przyrządami optycznymi i dwójnogami. Przy pomocy takiego sprzętu strzelanie do tłumu ludzi na dystansie 300 metrów nie stanowiło najmniejszego problemu.

Autor: mk/adso / Źródło: Newsweek.com, cbsnews.com, Fox News, ammoland.com, tvn24.pl

Raporty: