|

"Darmowa ci**a" na prestiżowym uniwersytecie. "Wszystkie jesteśmy Jane Doe"

Protest na Uniwersytecie Cornell w stanie Nowy Jork
Protest na Uniwersytecie Cornell w stanie Nowy Jork
Źródło zdj. gł.: OLGA FEDOROVA/PAP/EPA
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Co byś zrobił, gdybyś w środku nocy dostał od kolegi zaproszenie na "darmową ci**ę", czyli odurzoną dziewczynę w jego łóżku? Taka propozycja pojawiła się na grupowym czacie studentów amerykańskiego uniwersytetu Cornell. Wiadomość trafiła do kilkudziesięciu osób. Nikt nie powiadomił służb. Były za to wulgarne żarty i zachęty do dołączenia. Dlaczego ta historia wywołała w USA tak ogromne emocje? I co mówi o odpowiedzialności tych, którzy są świadkami przemocy?Artykuł dostępny w subskrypcji

Była sobota, 19 października 2024 roku. 20-letnia studentka Cornell University w stanie Nowy Jork spędzała wieczór w domu żeńskiego stowarzyszenia Tri Delta. W ruch poszła wódka. Około godziny 20.30 dziewczyna ruszyła na miasto, a później wraz z koleżankami bawiła się w dwóch barach w Ithace.

Około godziny 23, już mocno pijana, odłączyła się od grupy i sama udała się do domu Chi Phi - jednego z męskich bractw studenckich działających przy uczelni, by odwiedzić znajomego, Matthew Ingallsa.

Na miejscu dostała od niego piwo. Tańczyli. Później Ingalls zaproponował jej seks z udziałem drugiego studenta, Jonathana Newella. Mężczyźni mieli też nakłonić ją do zażycia ketaminy - silnego środka znieczulającego, który zaburza postrzeganie rzeczywistości.

Pozostało 91% artykułu
Z tego artykułu dowiesz się:
Jak przebiegała noc, która stała się początkiem głośnej sprawy na Uniwersytecie Cornell.
Jakie mechanizmy psychologiczne wpływają na bierną postawę świadków przemocy.
Jakie były reakcje uczelni, organów ścigania i społeczności akademickiej na ujawnione wydarzenia.
Jakie konsekwencje i działania podjęto po wznowieniu śledztwa w tej sprawie.
Czytaj także: