|

"Wleczesz nas do piekła". Cichy sprzeciw Rosjan

"Nie dla wojny". Napis na murze w Moskwie (data nieznana)
"Nie dla wojny". Napis na murze w Moskwie (data nieznana)
Źródło: Aleksandra Archipowa
Są anonimowi. Piszą na murach, przyklejają kartki na przystankach. Wiele ryzykują. - To cichy protest Rosjan przeciwko wojnie - mówi nam Aleksandra Archipowa, rosyjska antropolożka, która zaczęła badać to zjawisko po wybuchu agresji zbrojnej na Ukrainę. Artykuł dostępny w subskrypcji

W marcu 2022 roku Aleksandra Archipowa poprosiła czytelników swojego kanału na Telegramie, aby przysyłali jej zdjęcia dokumentujące anonimowe, nietypowe protesty Rosjan przeciwko inwazji na Ukrainę. W ciągu półtora roku otrzymała prawie pół tysiąca prac, pochodzących z kilkudziesięciu miast Rosji. Najwięcej było z Petersburga, rodzinnego miasta Władimira Putina.

Do Archipowej wciąż docierają nowe świadectwa protestów przeciwko wojnie. Jest ich jednak mniej niż na początku inwazji. - Ludzie zaczynają się bać, bo władze robią wszystko, aby autorzy takich przekazów trafiali do więzień. Są identyfikowani, na przykład przy pomocy kamer ulicznych - mówi TVN24+ antropolożka.

Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jak Rosjanie protestują przeciwko wojnie?
  • Do kogo kierują swój przekaz?
  • Zobacz zdjęcia nietypowych protestów

Ale tam, gdzie kamer nie ma, cichy i anonimowy protest trwa.

Kim są

"Partyzanci semiotyczni" - tak Archipowa nazywa tych, którzy wyrażają swój sprzeciw, pisząc na murach. Prawdziwi partyzanci - mówi - wysadzają pociągi. Ci "semiotyczni", na swój mały sposób, walczą z blokadą informacyjną i podważają przekaz oficjalnej propagandy. Pozbawieni możliwości publicznego zabrania głosu, tworzą anonimowe komunikaty w przestrzeni miejskiej: na ścianach, ogrodzeniach, słupach, przystankach, a nawet na asfalcie.

- Te przesłania mogą być bardzo krótkie. To na przykład zwykłe napisy "Nie dla wojny", co jest najczęściej spotykane. Albo dłuższe, w formie wierszy czy apeli - tłumaczy antropolożka.

Czytaj także: