- Zostaliśmy odcięci od internetu, nie działa poczta elektroniczna, ani telefony stacjonarne. Zabarykadowaliśmy się w środku i nie wpuszczamy ich do budynku - powiedziała Łysowa, dzwoniąc do PAP z telefonu komórkowego.
SBU zaprzecza, że doszło do akcji w kijowskiej siedzibie opozycyjnego Bloku Julii Tymoszenko (BJuT). Zupełnie co innego twierdzi była premier Ukrainy. - Pierwszy atak został odparty. Zadziałała fala informacyjna. [Funkcjonariusze SBU - red.] dostali telefon i uciekli. SBU jeszcze nigdy tak szybko nie dementowała doniesień o swoich działaniach - czytamy we wpisie Tymoszenko na Twitterze.
Politycy z Bloku Julii Tymoszenko twierdzą, że mają świadków, którzy widzieli legitymacje służbowe funkcjonariuszy, którzy starali dostać się do ośrodka BJuT. - SBU może zaprzeczać, ale my mamy świadków i to nie jednego człowieka, lecz 20 osób, które widziały legitymacje SBU - oświadczył dziennikarzom deputowany BJuT, Andrij Szkil.
Współpracownicy Tymoszenko za kratami
Ukraińska opozycja oraz przedstawiciele instytucji międzynarodowych, w tym UE, krytykują w ostatnim czasie władze w Kijowie za odchodzenie od demokratycznych standardów. Zaniepokojenie stanem demokracji na Ukrainie wyrazili m.in. przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, OBWE i amerykańska organizacja pozarządowa Freedom House.
Krytyka pod adresem Kijowa wywołana jest m.in. śledztwami prokuratury wobec Tymoszenko, oraz aresztowaniami jej współpracowników, w tym byłego ministra spraw wewnętrznych, Jurija Łucenki. Inny były minister w rządzie Tymoszenko Bohdan Danyłyszyn otrzymał azyl polityczny w Czechach.
Źródło: PAP