Anna Przedpełska-Trzeciakowska walczyła w Powstaniu. Dziś mówi: mnie strasznie boli ta sprawa ukraińska
1 sierpnia przypada 82. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. W "Faktach po Faktach" w TVN24 wspomnieniami z tego dnia podzieliła się jego uczestniczka Anna Przedpełska-Trzeciakowska, pseudonim Grodzka. W Powstaniu działała jako sanitariuszka Armii Krajowej. Jak wyjaśniła, "każde z nas miało przydział i nie pytaliśmy się rodziców, czy nam wolno, bo rodzice od razu wiedzieli, że trzeba".
Pierwszy dzień Powstania Warszawskiego. "Dziś o piątej"
Przedpełska-Trzeciakowska wspominała, że 1 sierpnia z pięcioosobową grupą sanitariuszek czekała w mieszkaniu na wiadomość z centrali. W drugim pokoju był jej brat, Jędrek, wraz z grupą podchorążych. Mieszkanie znajdowało się na parterze. Nagle usłyszała pukanie do okna i słowa: "Dziś o piątej".
"Grodzka" przyniosła do studia "Faktów po Faktach" zdjęcie swego ukochanego brata oraz miejsca, w którym zginął. - Mój brat zginął na tej barykadzie, dostał kulę w skroń. Z tym że ja byłam przy nim do końca - opisała Przedpełska-Trzeciakowska. Swojego brata wspomina jako "mądrego, wspaniałego, przewodnika po życiu".
Jak mówiła, w chwili śmierci byli przy nim również matka i ojciec.
Byliśmy razem. To brzmi dramatycznie, ale myśmy razem umierali po prostu. Jędrek był tym cudownym dzieckiem, tym moim wspaniałym bratem. Tym bardzo dobrym strzelcem
- mówiła Przedpełska-Trzeciakowska. Opisała też sam moment pochówku:
Wie pani, że nie było trumien? Trzeba było (go) jakoś pochować. To wcale nie jest mała rzecz. Zawinęliśmy Jędrka w sztandar. To była jedyna rzecz. Nie wiem, czy to wolno, bo zasadniczo sztandar nie powinien iść do ziemi, ale myśmy to zrobili i tak się skończył naprawdę największy, najsilniejszy, najmocniejszy związek na tej ziemi.
Powstańczyni: mnie strasznie boli ta sprawa ukraińska
Przedpełska-Trzeciakowska była również pytana o to, jak patrzy na trwającą w Ukrainie wojnę oraz przypadki ataków na Ukraińców w Polsce. Jak przyznała, jest "to straszne". - Myśmy celowali tak wysoko, tak wysoko stawialiśmy sobie cele, a teraz byle cham potrafi uderzyć kobietę, dlatego że jest Ukrainką - powiedziała.
- To jest najbardziej bolesne (...) żeśmy do tego doszli, wywalczyli - bo w końcu to nie była tylko pierwsza rzecz, żeby wywalczyć wolność od Niemców, ale potem, żeby się pozbyć komunizmu i wszystkiego innego - i teoretycznie mamy wolność wyboru - mówiła powstańczyni. Jak dodała, "wydawało się, że ta demokracja z przyzwoitością ma coś wspólnego", ale według niej nie ma.
Pytana, jakie zadanie wyznacza nam w obecnej sytuacji i jak się zachowywać, odpowiedziała krótko: - Przede wszystkim przyzwoicie.
Mnie strasznie boli ta sprawa ukraińska. Boli tak dojmująco, dlatego że łamie się moja wiara i zaufanie do tego, że dla tego społeczeństwa warto wiele poświęcić
- przyznała Przedpełska-Trzeciakowska.