Rzecznik prasowy lubelskiej prokuratury Marcin Kozak poinformował wcześniej w sobotę, że szczegółowa, laboratoryjna analiza elementów odnalezionych podczas czwartkowych oględzin miejsca upadku rakiety wykazała konieczność wznowienia prac. Śledczych wspierał specjalistyczny sprzęt do głębokiego skanowania. Teren zabezpieczała Żandarmeria Wojskowa.
Prokurator zaznaczył, że poszukiwany element nie stanowi zagrożenia dla życia i zdrowia, a jego znalezienie nie jest kluczowe z punktu widzenia prowadzonego śledztwa.
Kozak przekazał po południu, że powtórne oględziny okolic miejscowości Tarnawa-Kolonia zostały zakończone. - Poszukiwany obiekt odnaleziono i zabezpieczono na potrzeby prowadzonego śledztwa - dodał.
Rosyjska rakieta w Polsce. Co wiadomo
Śledztwo Wydziału do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie prowadzone jest w kierunku naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej i sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym.
W czwartek - gdy trwał zmasowany rosyjski atak na zachodnią Ukrainę - o godzinie 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt. Dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. O godzinie 3.46 obiekt zanikł. Miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia.
Prokuratura ustaliła, że w Tarnawie-Kolonii spadła rakieta Ch-101, która została wyprodukowana w drugim kwartale 2026 roku, w jednym z zakładów na terytorium Rosji w obwodzie moskiewskim. W czwartek przekazywano, że rakieta o oznaczeniach Ch-101 zawierała materiał wybuchowy "w znacznej ilości".
Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał w czwartek, że jeden pocisk wtargnął w polską przestrzeń powietrzną, a drugi był tego bliski, ale zawrócił przed granicą. Tego samego dnia premier Donald Tusk poinformował, że rakieta była uzbrojona w dużą ilość ładunków wybuchowych i "z dużym prawdopodobieństwem rosyjska".
Przedstawiciele rządu zapewniają, że gdyby rakieta stanowiła zagrożenie dla terenów zamieszkanych, zostałaby zestrzelona.