Do katastrofy kolejowej doszło w niedzielę w hiszpańskiej Andaluzji. Wykolejeniu uległy dwa pociągi - przewoźników Iryo i Renfe. Co najmniej 39 osób zginęło, a 152 jest rannych. Przyczyna wypadku jest dopiero badana.
W poniedziałek gościem na antenie TVN24 był Marcin Furdyna, korespondent Polskiej Agencji Prasowej w Hiszpanii. - [Minister transportu Hiszpanii - red.] mówi o dziwnym zdarzeniu (...) bo (wypadek) zdarzył się na prostym, względnie niedawno wyremontowanym torze. Co więcej, wagony pociągu, który się wykoleił i który spadł na drugi tor, po którym przejeżdżał inny pociąg, przeszły kontrolę kilka dni temu, więc o przyczynach jeszcze na dobrą sprawę nic nie wiemy - przynajmniej nic pewnego - opisał dziennikarz.
Prezes Renfe: najgorsze co możemy robić, to spekulować
Prezes Renfe Álvaro Fernández Heredia zaprzeczył, jakoby przyczyną wypadku miała być zbyt wysoka prędkość lub stan trakcji. Jak opisał portal "El Pais", na wyremontowanym w 2025 roku szlaku kolejowym funkcjonuje ograniczenie do 250 kilometrów na godzinę, a wykolejone pociągi jechały tam z prędkościami 205 i 210 kilometrów na godzinę. Według prezesa tory "powinny być w optymalnym stanie", a przyczyną mogła być "awaria taboru lub infrastruktury".
Heredia zwrócił też uwagę na system bezpieczeństwa zamontowany na torach. - Gdy na torach znajduje się przeszkoda, blokuje on tor i uniemożliwia ruch oraz wymusza wykonanie hamowania awaryjnego - wytłumaczył. Mówił, że odstęp czasowy między pociągami jadącymi w przeciwnych kierunkach wyniósł 20 sekund, co mogło spowodować, że system bezpieczeństwa nie zadziałał.
Prezes zaznaczył, że wypadek "wydarzył się w dziwnych okolicznościach" i "najgorsze, co możemy teraz zrobić, to spekulować". Apelował o pozostawienie sprawy Komisji ds. Badania Wypadków Kolejowych (CIAF).
Autorka/Autor: aaw/lulu
Źródło: TVN24, El Pais
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/GUARDIA CIVIL HANDOUT