"Widziałeś, jak twoi rodzice upadli?". Tragedia na stadionie, 11-latek osierocony

Autor:
akw//now
Źródło:
The New York Times, tvn24.pl
Prezydent Indonezji zaapelował o dokładne zbadanie przyczyn tragedii na stadionie piłkarskim
Prezydent Indonezji zaapelował o dokładne zbadanie przyczyn tragedii na stadionie piłkarskim
Prezydent Indonezji zaapelował o dokładne zbadanie przyczyn tragedii na stadionie piłkarskim

1 października Muhammad Yulianto i Devi Ratna Sari zabrali swojego 11-letniego syna na jego pierwszy mecz piłki nożnej. Para znalazła się wśród 125 osób, które zginęły tego dnia w zajściach na indonezyjskim stadionie. Dramatem chłopca i tragedią rodziny wstrząśnięta jest lokalna społeczność.

Historię małżeństwa zrelacjonowała Muktita Suhartono, mieszkająca w Bangkoku dziennikarka pracująca dla "New York Timesa". Jak napisała, "byli zwyczajną parą próbującą związać koniec z końcem. Mieszkali w mieście Malang ze swoim jedynym dzieckiem, 11-letnim chłopcem".

Muhammad Yulianto był zagorzałym fanem grającego w pierwszej lidze indonezyjskiej klubu Arema. Kochał ptaki. Devi z kolei była świetną kucharką, która lubowała się w aerobiku i rozmowach z sąsiadami. Oboje postanowili pójść całą rodziną w sobotę na stadion Kanjuruhan. Chcieli, by ich syn Muhammad Alfiansyah, zwany przez rodziców Alfi, po raz pierwszy zobaczył z trybun mecz piłki nożnej.

Arema tego dnia przegrała z drużyną Persebaya Surabaya 2:3. Fani Aremy byli wściekli, starli się z policją, co skłoniło służby bezpieczeństwa do użycia gazu łzawiącego na trybunach. Tysiące ludzi rzuciło się w ucieczce do wyjść, krztusząc się oparami i tratując się nawzajem.

Zginęło 125 osób, a 180 zostało rannych. Życie stracili także rodzice 11-letniego Alfiego.

"Alfi przekonał rodziców, żeby go zabrali"

W Malang, spokojnym mieście we wschodniej Jawie, społeczność licząca ponad 880 tysięcy osób jest rozbita, ma się wrażenie, że niemal każdy zna kogoś, kto tamtego dnia stracił życie na stadionie - pisze "New York Times". Wyczuwalne jest poczucie niedowierzania, złość mieszkańców skupiona jest na funkcjonariuszach policji - relacjonuje amerykański dziennik.

Muhammad Yulianto był zatrudniony w szpitalu, gdzie zajmował się gospodarką odpadami, jego żona była sprzątaczką. Anton i Evi - jak nazywali małżeństwo bliscy i przyjaciele pary - mieszkali w dzielnicy Bareng. Ich dom znajdował się wąskiej uliczce, służył nierzadko jako miejsce spotkań sąsiadów. Był pełen śmiechu, a dla gości zawsze przygotowana była kawa i ciasto - napisał w artykule "New York Times".

"Gdy mój przyjaciel, po przeczytaniu wiadomości, powiedział mi, że Anton i Evi odeszli, poczułem się surrealistycznie" - przyznał Rianto, 50-letni sąsiad pary. "Nigdy się nie spodziewaliśmy, że tak się stanie" - dodał.

"Nie mogli się doczekać meczu. Alfi przekonał rodziców, żeby go zabrali" - relacjonował "NYT". Rodzina wybrała się na mecz w grupie dziesięciu osób, z rodziną i przyjaciółmi. Po rozgrywce zauważyli tłum kierujący się wyjść i zdecydowali się poczekać ze względu na dzieci. Niedługo potem wybuchły zamieszki, a policja użyła gazu łzawiącego.

"Widziałeś, jak twoi rodzice upadli?"

"Wtedy wszyscy się rozproszyliśmy. Myślałem tylko o dzieciach" - opowiadał Doni Alamsi, szwagier Muhammada Yulianto. Mężczyźnie udało się dotrzeć do wyjścia razem z żoną i 10-letnim synem. Tam czekał kwadrans na swoich bliskich. Kiedy stał i ich wypatrywał, poczuł, że ktoś szturchnął go w udo. Był to Alfi. Chłopiec był sam.

"Widziałeś, jak twoi rodzice upadli?" - zapytał 11-latka. Chłopiec skinął głową. Gdy Doni Alamsi wrócił na stadion, zobaczył grupę wynoszonych ludzi. Wśród nich dostrzegł matkę Alfiego. Wkrótce potem wyniesiono także i jej męża.

Śmierć pary nie została od razu potwierdzona. Gdy najtragiczniejszy scenariusz się potwierdził, ciała Antona i Evi zostały zabrane na szpitalny parking, a w środku nocy przetransportowane do domu, gdzie zebrali się bliscy i znajomi pary. Jedna osoba zajęła się umyciem ciał, inna postarała się o trumnę, bo w sąsiedztwie była tylko jedna. Żaden ich sąsiad nie zasnął tej nocy.

11-letni Alfi ze zdjęciami swoich rodzicówGetty Images

W Indonezji powołano już niezależny zespół do zbadania sprawy. FIFA, która nazwała ją "mrocznym dniem dla wszystkich zaangażowanych w piłkę nożną i niepojętą tragedią", poprosiła indonezyjskie władze piłkarskie o raport w sprawie tego wydarzenia.

Zaślepka materiału TVN24GO
TVN24 na żywo - oglądaj w TVN24 GO
Materiał jest częścią serwisu TVN24 GO

Autor:akw//now

Źródło: The New York Times, tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Getty Images

Pozostałe wiadomości