Samolot linii flydubai leciał na trasie z Dubaju do Tel Awiwu. Najpierw nadano ogólny sygnał alarmowy (7700), a kilka minut później kolejny sygnał (7500) wskazujący na możliwą bezprawną ingerencję na pokładzie.
Wysoki rangą izraelski urzędnik, którego cytuje The Times of Israel, poinformował, że "zapobiegnięto katastrofie o ogromnych rozmiarach". Wyjaśnił, że pojawiają się przesłanki, iż drugi z pilotów próbował przejąć kontrolę nad maszyną i rozbić ją. Z relacji świadków wynika, że jeden pilot miał zaatakować drugiego scyzorykiem. Został jednak obezwładniony przez pasażerów i załogę. Samolot wylądował w Arabii Saudyjskiej, z którą Izrael nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych.
Linie flydubai potwierdziły "incydent" i zapewniły, że wszyscy pasażerowie "bezpiecznie" wylądowali.
Incydent w samolocie na trasie do Tel Awiwu
- Do takiej sytuacji w ogóle nie powinno dojść - ocenił publicysta lotniczy Tomasz Białoszewski. Jego zdaniem jest ona wynikiem "zlekceważenia tego, w jaki sposób mimo wszystko powinny być dobierane załogi w samolotach pasażerskich".
>>> "Ogromny stres. Wszyscy myśleli, że się rozbiją". Jej córka była na pokładzie
Stwierdził, że powinny być one dobierane z uwagą na sytuację międzynarodową i ewentualne konflikty między państwami, z których pochodzą załogi lotów. Zaznaczył jednak, że wciąż nie wiadomo, co zaszło w kokpicie oraz jakie były motywacje napastnika.
- Jest to bardzo poważny incydent i nie należy go lekceważyć - ocenił. Dodał, że konieczna jest dogłębna analiza tego zdarzenia, która wyjaśni, co było jego przyczyną.
Kluczowa decyzja pilota
- Na szczęście udało się zapobiec tragedii. Załoga i pasażerowie stanęli na wysokości zadania - ocenił publicysta Michał Setlak, gość TVN24. Dodał, że bardzo istotna była decyzja jednego z pilotów o otwarciu drzwi do kokpitu. Umożliwiło to pomoc pasażerów i reszty załogi w obezwładnieniu napastnika.
Jego zdaniem, gdyby atak miał podłoże polityczne i miał stanowić cios wymierzony w Izrael, wówczas "napastnik starałby się raczej przeprowadzić tę operacje w końcowej fazie lotu, już na terenie Izraela". Jego zdaniem motywy napastnika miały raczej naturę psychologiczną.
Setlak wyjaśnił, że przed wejściem do kokpitu sprawdzany jest ogólny stan zdrowia i trzeźwość pilotów. Badania psychologiczne przeprowadza się natomiast w ramach badań okresowych. - Myślę, że dzisiejsza sytuacja bardzo poważnie wpłynie na funkcjonowanie linii lotniczych, na sprawdzanie personelu lotniczego właśnie pod względem psychologicznym - ocenił.
Jak pilot wniósł na pokład scyzoryk?
Ekspert do spraw bezpieczeństwa Piotr Niemczyk, zapytany przez PAP o to, jak pilot mógł wnieść na pokład samolotu ostre narzędzie, powiedział, że zwykle jest tak, że pracownicy linii lotniczej czy pracownicy lotniska "przechodzą mniej skrupulatną kontrolę niż zwykli pasażerowie".
- Dzieje się tak trochę dlatego, że latają regularnie, znają się ze strażnikami, a strażnicy wiedzą, że są członkami załóg, a nie jakimiś niepewnymi pasażerami - ocenił.
Dodał, że nawet gdyby pilotowi nie udało się wnieść scyzoryka samemu, to mógł - już po przejściu kontroli - odebrać go od innego z pracowników, który mógł go wnieść przy jakiejś innej okazji.
- Ze swojego doświadczenia wiem, że w państwach arabskich kontrola bezpieczeństwa jest dużo mniej skrupulatna niż np. na lotniskach europejskich. Jeżeli ktoś regularnie się jej przypatruje, a przecież pilot, który lata na regularnych liniach, wielokrotnie tę kontrolę przechodzi, to może znaleźć sposób, żeby ją obejść - powiedział Niemczyk.