Po rozpoczęciu w sobotę ataku izraelsko-amerykańskiego na cele w Iranie i wystrzeleniu przez Teheran rakiet w kierunku Izraela i baz USA w regionie Bliskiego Wschodu, między innymi w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich rozległy się wybuchy.
W sobotę do eksplozji doszło m.in. w pięciogwiazdkowym dubajskim hotelu Fairmont The Palm. Cztery osoby zostały ranne. Hotel jest położony w popularnej wśród turystów dzielnicy - to sztuczna wyspa w kształcie palmy, jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w regionie.
W niedzielę również jest niespokojnie. Nad ranem słychać było nowe eksplozje - przekazała agencja AFP.
Słychać wybuchy, a "na niebie widać smugi"
Dziennikarz Michał Samulski, który przyjechał wraz z rodziną do Dubaju na turniej tenisowy, relacjonował w niedzielę rano na antenie TVN24, co dzieje się na miejscu.
- Mieliśmy wracać wczoraj lotem do Warszawy. To był ten samolot, który leciał z Warszawy do Dubaju i został zawrócony. Lotnisko jest w tej chwili zamknięte. Mamy informację, iż kolejny lot powinien się odbyć w poniedziałek o 4.45. Natomiast biorąc pod uwagę to, jak wygląda sytuacja, ciężko w tej chwili sobie wyobrazić, żebyśmy rzeczywiście wylecieli. Z tego co wiem, samo lotnisko też zostało uszkodzone - powiedział.
Mężczyzna przekazał, że znajduje się w hotelu turniejowym blisko lotniska. - W tej chwili jest w miarę spokojnie. W nocy było zdecydowanie dużo bardziej nerwowo. Dostaliśmy informację, aby udać się do schronu. Zjechaliśmy na dolny parking hotelu i tam przeczekaliśmy - wspominał.
Jak dodał, "cały czas słychać wybuchy". - Zakładam, że są powiązane z tym, iż tutejszy system obrony Emiratów Arabskich zestrzeliwuje drony, rakiety i najprawdopodobniej też jeden samolot - mówił.
Przyznał, że "samego uderzenia rakiety w drona nie widział", ale "na niebie widać smugi, które pojawiają się po takich wydarzeniach".
"To była kanonada"
Na Kontakt24 napisał do nas dzień wcześniej, w sobotę, także pan Tomasz, który od 11 lat mieszka w Dubaju. Zamieszkuje dzielnicę Jebel Ali.
- Pierwszy atak rakietowy był około godziny 14 naszego czasu (około 11 czasu polskiego - red.). Nikt jeszcze nie wiedział, o co chodzi. Godzinę temu miał miejsce kolejny atak. Trzy rakiety zestrzelono nad naszym osiedlem. Znajduje się ono siedem kilometrów w linii prostej od bazy USA w Jebel Ali. To była kanonada, wszystko się zatrzęsło. Moja żona pracuje w centrum w wieżowcu, niedaleko Burj Khalifa. Mówi, że z daleka widziała dym nad naszym osiedlem - relacjonował pan Tomasz.
Mężczyzna dodał, że na osiedlu nie ma schronów, a wielu mieszkańców zostało w domach.
Dym i huki w Dubaju
W sobotę w dzielnicy Palm Jumeirah w Dubaju pojawiły się po południu kłęby dymu i ogień. Było tam słychać głośne huki, podobnie jak w innych częściach miasta - informowała Polska Agencja Prasowa.
Palm Jumeirah to zarówno dzielnica mieszkaniowa, jak i obszar z licznymi hotelami. Jest popularna wśród turystów. To sztucznie usypana wyspa w kształcie palmy, jedna z najbardziej rozpoznawalnych inwestycji Dubaju.
Rozbłyski i dym widać też na nagraniu agencji Reuters:
Irańska agencja Fars przekazała, że Iran atakuje kilka baz USA w Kuwejcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze i Bahrajnie. CNN informował wcześniej o wybuchach słyszanych w Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie również znajdują się amerykańskie bazy. Więcej na temat tych ataków >>>
Opracowali Filip Czerwiński, ak/lulu, akr
Źródło: Kontakt24, PAP, Reuters, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Reuters