Serhij T. skazany za zabicie żony i dwóch córek. "Dopuścił się każdej z przypisanych mu zbrodni"
Serhij T. brutalnie zabił swoją żonę, a potem dwie małe córki. 42-latek chciał uciec, ale ostatecznie sam oddał się w ręce policji. Miał problemy z hazardem i długi, a żona miała o to pretensje. Jak to określił w śledztwie, zabił, bo "chciał pozbyć się problemu".
Podczas procesu Serhij T. nie podtrzymał jednak swoich wcześniejszych zeznań. Na sali sądowej odtworzono filmy z eksperymentu procesowego z udziałem oskarżonego. Na nagraniach widać, jak T. pokazywał, jak wyglądał dzień, w którym miał zabić żonę oraz dzieci. Potem wszystkiego się wyparł.
- Fakty mieszały się z pewnymi zdarzeniami nieprawdziwymi, czyli przebieg dnia mógł być prawdziwy, ale sam sposób zabójstwa on opisywał w sposób diametralnie różny od tego, co ustalili biegli. To też pokazuje, że on wiedzy na temat tego, jak przebiegało zabójstwo, nie miał. Mógł się domyślać, jak to wygląda. Nie wiem, jak było naprawdę - przekonywał mecenas Jacek Bigajczyk, obrońca.
"Mniej więcej rozumiałem, jak zachowywał się sprawca"
W mowach końcowych Serhij T. potwierdził, że początkowo się przyznał do zabójstwa. - Powiedziałem, że to zrobiłem ja, bo nie widziałem sensu, by dalej żyć - tłumaczył.
Jak dodał, po roku w areszcie zmienił swoje zeznania i - jak podkreślał - dopiero wtedy powiedział prawdę. - Kiedy moje dziewczyny były zabite, kilka razy wchodziłem do góry zobaczyć, jak leżą. Mniej więcej rozumiałem, jak zachowywał się sprawca, co zrobił, jak mógł wejść i wyjść. Pracowałem jako szef kuchni, mam wyobraźnię i mogłem odtworzyć sobie, jak to wszystko mogło wyglądać - przekonywał. Jednocześnie wskazał jako zabójcę inną osobę i dziwił się, że nie pobrano od niego DNA.
Jego obrońca wnosił o uniewinnienie. Prokuratura domagała się kary dożywotniego więzienia za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem.
"Kategoryczne ustalenie sprawstwa oskarżonego"
Decyzją sądu oskarżony został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Może ubiegać się o zwolnienie nie wcześniej niż po 35 latach. Wyrok nie jest prawomocny. W uzasadnieniu sędzia podkreślił, że sąd ma kategoryczne przekonanie, iż to oskarżony jest sprawcą zabójstwa.
Uzasadniając orzeczenie, sędzia Tomasz Borowczak podkreślił, że "dowody, które zostały zgromadzone w tej sprawie, pozwoliły na kategoryczne ustalenie sprawstwa oskarżonego. I nie jest tak, że to tylko i wyłącznie wyjaśnienia oskarżonego są tym dowodem".
- Należy przypomnieć jednak, że oskarżony zarówno na etapie śledztwa, przez cały czas, również przed sądem (…) konsekwentnie przyznawał się do popełnienia wszystkich trzech zarzuconych mu zbrodni zabójstwa i szczegółowo wówczas (…) opisywał okoliczności, w jakich doszło do zabójstwa w szczególności podczas eksperymentu procesowego. Demonstrował to zachowanie, targały w nim wówczas pewne wspomnienia. I faktem jest, że prawie w sposób zgodny z ustaleniami sądu poczynionymi również na podstawie innych dowodów oskarżony opisał, w jaki sposób dokonał zabójstwa żony i dwóch córek - mówił sędzia.
Przypomniał równocześnie, że "na ostatnim terminie rozprawy przy pierwszym rozpoznaniu sprawy, oskarżony nagle zmienił swoje wyjaśnienia i zaczął budować swego rodzaju spiskową teorię, w jaki sposób został wmanewrowany w zarzuty mu postawione. Ta zmiana wyjaśnień w ocenie sądu jest skrajnie nielogiczna".
- Nikt, kto nie był sprawcą, na poszczególnych etapach składania wyjaśnień nie mógł wiedzieć o takich szczegółach zdarzenia, o takich szczegółach metod spowodowania śmierci każdej z osób pokrzywdzonych, na tamtym etapie postępowania mógł to wiedzieć tylko sprawca i w tym wypadku musiał być to oskarżony - zaznaczył sędzia.
Odnosząc się do wymiaru kary, sędzia wskazał, że w tej sprawie występuje szereg okoliczności obciążających. Jak zaznaczył, "oskarżony działał pod wpływem alkoholu, dopuścił się każdej z przypisanych mu zbrodni, wobec członków swojej najbliższej rodziny; wobec żony, dwojga małoletnich dzieci, wobec których miał szczególny obowiązek ich chronienia, a nie wyrządzania im krzywdy".
- Oskarżony każdej z tych zbrodni dopuścił się w zamiarze bezpośrednim, co wskazuje oczywiście na wyższy stopień zawinienia niż w przypadku czynu, który byłby zdziałany w zamiarze ewentualnym. Na dodatek (działał), w sposób niezmiernie wyrachowany, bo zaatakował śpiące przecież pokrzywdzone, poczynając od swojej żony, następnie w trakcie jej duszenia zaatakował 1,5-roczną Marię i w dalszej kolejności 4,5-letnią Darię. W odniesieniu do 1,5-rocznej Marii sąd musiał wziąć pod uwagę również tę kwalifikację prawną, która została przyjęta, czyli szczególnie brutalny i okrutny sposób dokonania zabójstwa. Co do tej kwalifikacji prawnej, w sytuacji roztrzaskania głowy 1,5-rocznego dziecka o ścianę, sąd nie ma już żadnych wątpliwości - dodał sędzia.
Skazany na dożywocie
Do zbrodni doszło w listopadzie 2023 roku. Wówczas w jednym z domów w Puszczykowie śledczy znaleźli zwłoki kobiety oraz dwóch dziewczynek w wieku 4,5 lat i 1,5 roku. Dzieci pozbawiono życia ze szczególnym okrucieństwem. Po kilku dniach od śmierci kobiety i dzieci 42-letni wtedy Serhij T. sam zgłosił się do pracownika ochrony centrum handlowego w Poznaniu i oświadczył, że zabił swą żonę i dwie córki. Zatrzymała go policja.
Po zatrzymaniu Serhij T. opisał przebieg zdarzenia. Jak zeznawał, w dniu zabójstwa był pijany. Wcześniej pokłócił się z żoną, doszło do przepychanki. Ona poszła kąpać dzieci. Gdy żona i córki zasnęły, po godzinie, dwóch, poszedł na górę i udusił żonę i córki. Potem zszedł na dół. - Kiedy zobaczyłem to, co zrobiłem, zacząłem płakać - mówił. W momencie zbrodni w domu był jeszcze nastoletni syn kobiety z poprzedniego związku. Spał w swoim pokoju, na parterze. Oskarżony miał mu powiedzieć, że jego matka i siostry są w szpitalu. Po kilku dniach mężczyzna zadecydował, że odda się w ręce policji.
W pierwszej instancji proces również ruszył przed poznańskim sądem okręgowym. Było to 21 maja 2024 r. W marcu 2025 Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał Serhija T. na dożywocie. Apelacje od tego wyroku skierowała prokuratura, a także obrońca, który wskazał m.in. na udział w składzie sądu I instancji tzw. neosędziego. Wyrok wydał sędzia Daniel Jurkiewicz, były prezes Sądu Okręgowego w Poznaniu i "neosędzia".
Pod koniec października 2025 r. sprawę rozpoznał Sąd Apelacyjny w Poznaniu i ograniczył rozpoznanie wyłącznie do tzw. bezwzględnej przesłanki odwoławczej, czyli udziału w składzie sędziego Jurkiewicza. Po naradzie sąd uchylił wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.
Sąd nie chciał, ale musiał, bo zarzut był "w pełni trafny"
Uzasadniając wyrok sądu apelacyjnego, przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Henryk Komisarski podkreślił, że zarzut dotyczący nieodpowiedniej obsady sądu "jest w pełni trafny". Zaznaczył jednak, że sąd "z wielkim ubolewaniem i żalem stwierdza, że w tak poważnej sprawie, gdzie doszło do zabójstwa trzech osób, sąd apelacyjny jest zmuszony uchylić zaskarżony wyrok, czego nie chciałby absolutnie czynić". - Mamy jednak do czynienia z bezwzględną przyczyną odwoławczą, nienależytym składem sądu i sąd apelacyjny nie miał wyboru, musiał taką decyzję podjąć, niestety. Rzecz w tym, że sędzia Daniel Jurkiewicz uzyskał nominację do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Okręgowego w Poznaniu na wniosek KRS, która w przekonaniu sądu apelacyjnego ukształtowana jest, w części tak zwanej sędziowskiej, niezgodnie z konstytucją - podkreślił sędzia.
Dodał, że oczywiście "nie każdy sędzia powołany przez prezydenta RP do pełnienia urzędu sędziowskiego w różnych sądach na wniosek KRS ukształtowanej w taki sposób od 8 grudnia 2017 roku jest sędzią, którego udział w danym składzie skutkuje uznaniem nienależnej obsady i bezwzględnej przyczyny odwoławczej - tak nie jest". Po tym rozstrzygnięciu sędzia Komisarski stał się obiektem ataku niektórych mediów i obraźliwych wypowiedzi niektórych polityków.