O rzekomym ukraińskim ataku na rezydencję Władimira Putina pod koniec grudnia informowało rosyjskie MSZ. Rosyjskim twierdzeniom od razu zaprzeczyły władze Ukrainy. O tamte rosyjskie doniesienia w niedzielę pytany był Donald Trump.
- Nie wierzę, że ten atak miał miejsce - powiedział dziennikarzom na pokładzie Air Force One, gdy wracał z Florydy do Waszyngtonu. - Coś się wydarzyło w pobliżu, ale nie miało to nic wspólnego z tą sprawą - dodał amerykański przywódca.
Dopytywany, dlaczego początkowo uwierzył, gdy o rzekomym ataku poinformował go w rozmowie telefonicznej Władimir Putin, Trump odparł: - Ponieważ wtedy nikt o tym nie wiedział. To była pierwsza informacja, jaką otrzymałem.
- (Putin - red.) powiedział, że jego dom został zaatakowany. Nie wierzymy, że do tego doszło, bo teraz udało nam się to zweryfikować. Ale wtedy był pierwszy raz, gdy o tym usłyszeliśmy - powiedział.
Atak na rezydencję Putina
Rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych 29 grudnia stwierdziło, że Ukraina przeprowadziła nalot dronowy na rezydencję Putina w obwodzie nowogrodzkim. Władze w Kijowie kategorycznie zaprzeczyły tym informacjom, rosyjskie doniesienia odrzucił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oraz szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha.
- Ukraina nie przeprowadziła ataku na rezydencję Władimira Putina, a przedstawione przez Moskwę nagrania, mające udowodnić rzekomy nalot, są śmieszne - komentował 31 grudnia rzecznik MSZ w Kijowie Heorhij Tychyj w rozmowie z agencją Reutera.
W dniu, gdy Rosja poinformowała o rzekomym ataku, Trump powiedział, że Putin poinformował go o nim,. Prezydent USA dodał, że był z powodu tego zdarzenia "bardzo zły", już wtedy przyznał jednak, że możliwe, iż do nalotu w ogóle nie doszło. Na platformie Truth Social udostępnił później także artykuł "New York Post" zatytułowany "Bzdury Putina o 'ataku' pokazują, że to Rosja blokuje pokój" i zacytował go.
Autorka/Autor: wac//mm
Źródło: Reuters, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/AARON SCHWARTZ / POOL