- Sprawę uważam, z mojego punktu widzenia, za zamkniętą - podsumował we wtorek, podczas spotkania z dziennikarzami w Paryżu, szef polskiego rządu. Jak oświadczył Donald Tusk, podjął decyzję, że prace nad przepisami o Państwowej Inspekcji Pracy nie będą kontynuowane.
Nowe uprawnienia dla inspektorów pracy
Na początku grudnia Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekt reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Regulacja zakładała między innymi umożliwienie okręgowym inspektorom zmiany umowy o dzieło, umowy zlecenia czy B2B na umowy o pracę.
Szef Państwowej Inspekcji Pracy w grudniowym wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej przekonywał, że zmiany wynikające z reformy są potrzebne i długo oczekiwane. Jak stwierdził, możliwość umów da inspekcji skuteczne narzędzie do walki z patologiami.
- Ciągle podkreślam, że my nie chcemy likwidować polskiej przedsiębiorczości, nie chcemy likwidować umów cywilnoprawnych, chcemy walczyć z nadużyciami - powiedział główny inspektor pracy Marcin Stanecki.
Reforma, a szczególnie punkt dotyczący możliwości przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę, wzbudziła kontrowersje. Przeciwko tej zmianie opowiedzieli się przedsiębiorcy, a broniły jej związki zawodowe.
"Awantura" na posiedzeniu rządu
Pod koniec roku w związku z tą propozycją miało dojść do awantury. Ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk przesłała wcześniej do kancelarii premiera ponaglenie, żeby projekt ustawy dotyczącej PIP jak najszybciej trafił na posiedzenie rządu. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej zgłosiło projekt ustawy o PIP jako jeden z kamieni milowych do kolejnej transzy pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy.
Premier Donald Tusk, jak wynika z informacji autorów "Podcastu politycznego" w TVN24+, miał poczuć się oszukany. Premier miał oczekiwać wyjaśnień, dlaczego coś, na co rząd nie wyraził zgody, znalazło się w projekcie i trafiło do kamieni milowych. Awantura miała trwać ponad godzinę.
CZYTAJ WIĘCEJ: Awantura na "ponad godzinę". "Waldemarze, ja cię błagam"
Tusk odniósł się do tych doniesień we wtorek w rozmowie z dziennikarzami. - Ja uważam (...), że jakby przesadna władza dla urzędników, którzy będą decydowali o tym, jak się kto zatrudnia, byłaby bardzo destrukcyjna dla bardzo wielu firm i mogłaby także oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi. Tak wynika z mojej analizy. I dlatego w sposób bardzo twardy i z uzasadnionymi emocjami o tym mówiłem i tłumaczyłem paniom i panom ministrom, dlaczego widzę ryzyka z tym związane i podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą - opisał.
Autorka/Autor: fil/lulu
Źródło: PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: PAP/Radek Pietruszka