We wstępie analitycy BBN zauważają, że propaganda historyczna, której nie należy mylić z polityką historyczną, służy bieżącym interesom Rosji i jest w oczywisty sposób sterowana, bezpośrednio i pośrednio, z Kremla.
"Rosyjskiej propagandy historycznej nie należy zatem traktować wyłącznie jako tematu badań naukowych", pisze BBN, ale jako "element nowej oceny zagrożenia w NATO i w jej państwach członkowskich - w szczególności tych w Europie Środkowej".
Kreml bierze aktywny udział
Stanowiska Rosji w kwestiach historycznych bowiem, argumentuje BBN, nie można rozpatrywać w oderwaniu od działań Kremla. Analitycy podają tutaj wyjście Rosji z Traktatu o Siłach Konwencjonalnych w 2007 r., agresję na Gruzję rok później czy kryzys gazowy z Ukrainą na początku roku.
W każdym z tych przypadków "współczesna rosyjska propaganda historyczna mobilizuje poparcie społeczne i tworzy klimat przyzwolenia na agresywne wobec otoczenia zachowanie państwa".
Dodatkowo skutkiem "zamierzonym lub nie" skutkiem propagandy jest poparcie Rosjan dla niedemokratycznych form rządu i jednoczesny sprzeciw wobec zachodnich wartości.
Nadrabianie po erze Jelcyna
BBN genezy propagandy historycznej szuka "w okresie głębokiego kryzysu politycznego i gospodarczego państwa za czasów prezydentury Borysa Jelcyna" i początku prezydentury Władimira Putina, który zjednoczyć kraj "wokół idei mocarstwowej".
Jako instrumentów do jej prowadzenia Kreml używa technik dezinformacyjnych "przy szerokim wykorzystaniu rosyjskich (i wybranych – zachodnich) środków masowego przekazu, w tym internetu".
W propagandzie aktywnie uczestniczą też, podkreśla BBN, przedstawiciele administracji państwowej, który instytucjonalizują propagandę historyczną. Jako przykłady takiej instytucjonalizacji BBN podaje m.in. ustanowienie Dnia Jedności Narodowej, propozycje zmian podręcznikowych i powołanie prezydenckiej Komisji ds. fałszowania historii.
BBN ostrzega też przed zmianami w prawie, które "mogą̨ skutkować stworzeniem instrumentu represji wobec historyków i publicystów, których prace są sprzeczne z oficjalną wykładnią̨ historii".
Film w służbie propagandy
Oddzielne miejsce analitycy poświęcają kulturze, jako instrumentowi propagandy. W tym wypadku szczególne miejsce przypada kinematografii.
"'1612', 'Taras Bulba', 'Smiersz' i 'Szczęście wywiadowcy' budują jednowymiarowy obraz przeszłości, oparty na manipulacji faktami historycznymi lub na fikcji. Tego rodzaju produkcje filmowe mają uzupełniać wiedzę̨ historyczną, a w praktyce mogą mieć największy wpływ na świadomość obywateli Rosji".
Dwa okresy propagandy
Analizując rosyjską propagandę historyczną, analitycy dzielą jej aktywność na dwa okresy. W pierwszym, w latach 2004-2005, "celem rosyjskiej kampanii historycznej było odrzucenie prób podważenia wyzwoleńczego charakteru ofensywy Armii Czerwonej 1944 r., obarczenia ZSRR współodpowiedzialnością za wybuch II wojny światowej, relatywizacja winy NKWD za masakr polskich oficerów w 1940 r. oraz pomniejszenie rangi polskiego czynu zbrojnego 1939 r."
Ukraińska Pomarańczowa Rewolucja dodała nowy wątek "w postaci tematu braterstwa wschodniosłowiańskiego, przeciwstawianego imperialnej tradycji Polski na Wschodzie".
BBN odnotowuje, że w kampanii tej, zainspirowanej przez służby specjalne, aktywny udział brały władze z Putinem na czele.
Kampania wymierzona w Polskę
Drugi okres aktywności propagandowej zaczął się w 2009 r. i jego głównym celem jest Polska. "Ofensywa propagandowa była częściowo reakcją̨ na postawę̨ Warszawy wobec inwazji Rosji na Gruzję̨ w sierpniu 2008 r. oraz na postęp w realizacji strategii dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych do Polski".
Zasadnicze znaczenie miała jednak, podkreśla BBN, 70. rocznica wybuchu II wojny światowej w i "dążenie Rosji do uprzedzenia międzynarodowej dyskusji o sojuszu ZSRR i III Rzeszy".
Stąd wzięły się wszystkie oskarżenia Polski o sojusz z Hitlerem, wypominanie Monachium i relatywizowanie paktu Ribbentrop-Mołotow jako aktu obrony Stalina przed agresywnym Hitlerem. "W kampanii 2009 r. – podobnie jak pięć lat wcześniej – aktywnie uczestniczyli przedstawiciele państwa rosyjskiego", podsumowuje Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.
Prezydent czytał. Czy się inspirował?
- To są wyniki analizy, którą zaczęliśmy na wiosnę - tłumaczył w TVN24 szef BBN Aleksander Szczygło, podkreślając, że raport powstawał trzy miesiące i trafił na biurko prezydenta Lecha Kaczyńskiego 27 sierpnia.
Szef BBN nie potrafił powiedzieć czy prezydent posiłkował się raportem, tworząc swoje przemówienia podczas obchodów 1 września. Na pewno zaś raportu nie czytał premier Donald Tusk, gdyż raporty BBN do niego nie trafiają.
Szef BBN: wszystko jest prawdziwe
Jak tłumaczył Szczygło treść raportu jest przeglądem zdarzeń od 2004 r. - Ten raport ma raczej pokazać nieprzypadkowość zdarzeń od pięciu lat - tłumaczył szef BBN. Czy nie obawia się, że raport przyczyni się do ochłodzenia stosunków z Rosją? - Raport powstawał ok. trzech miesięcy i jest analizą zdarzeń, które mają miejsce w Rosji - odpowiedział Szczygło.
Podkreślił też, że "wszystko, co tam jest napisane, można sprawdzić". - Wszystko jest prawdziwe - mówił w TVN24 szef BBN, dodając, że "te zdarzenia niestety miały miejsce".
Źródło: tvn24.pl