"Wyprowadzili sześciu mężczyzn, zabrali ich na drugi koniec wioski i zastrzelili"

Autor:
FC/gp
Źródło:
Human Rights Watch, tvn24.pl
Prof. Agnieszka Legucka o rosyjskich zbrodniach na Ukrainie
Prof. Agnieszka Legucka o rosyjskich zbrodniach na UkrainieTVN 24
wideo 2/23
TVN 24Prof. Agnieszka Legucka o rosyjskich zbrodniach na Ukrainie

Human Rights Watch, pozarządowa organizacja zajmująca się ochroną praw człowieka, przedstawiła dowody na przestępstw, które należy traktować jako zbrodnie wojenne, a jakich dopuścili się żołnierze rosyjscy podczas inwazji na Ukrainę. - Udokumentowane przez nas przypadki stanowią niewyobrażalne, celowe okrucieństwo i przemoc wobec ukraińskich cywilów – powiedział Hugh Williamson, dyrektor Human Rights Watch na Europę i Azję Środkową.

Z raportu Human Rights Watch wynika, że rosyjskie siły zbrojne dopuszczały się łamania praw obowiązujących podczas wojny wobec ludności cywilnej na okupowanych obszarach w regionach Czernihowa, Charkowa i Kijowa na Ukrainie. W raporcie znalazły się przypadek wielokrotnego gwałtu, dwa przypadki egzekucji: pierwszy dotyczący sześciu mężczyzn, drugi - jednego oraz inne przypadki bezprawnej przemocy i gróźb wobec ludności cywilnej. Raport obejmuje okres między 27 lutego a 14 marca 2022 r.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Spalone domy, ciała cywilów pod Kijowem. "To okrutne zbrodnie wojenne, za które odpowiedzialny jest Putin"

- Udokumentowane przez nas przypadki stanowią niewyobrażalne, celowe okrucieństwo i przemoc wobec ukraińskich cywilów. Gwałty, morderstwa i inne akty przemocy wobec osób znajdujących się w rękach wojsk rosyjskich powinny być badane jako zbrodnie wojenne – powiedział Hugh Williamson, dyrektor Human Rights Watch na Europę i Azję Środkową.

Human Rights Watch przeprowadziło - osobiście lub telefonicznie - wywiady z 10 osobami, w tym świadkami, ofiarami i lokalnymi mieszkańcami terytoriów okupowanych przez Rosję. Niektórzy z nich, dla swojego bezpieczeństwa, prosili o ukrycie nazwisk, bądź występowali pod pseudonimami.

Relacja tvn24.pl: Atak Rosji na Ukrainę >>>

Zgwałcona kobieta pod Charkowem

13 marca rosyjski żołnierz w wiosce Mała Rogań w obwodzie charkowskim kontrolowanej w tym czasie przez siły rosyjskie, miał pobić i wielokrotnie zgwałcić 31-letnią Olgę (imię zmienione).

R​osyjscy żołnierze mieli wejść do wioski drugiego dnia wojny, 25 lutego. Około 40 mieszkańców wsi, głównie kobiet i dziewcząt, ukrywało się przed okupantem w podziemiach miejscowej szkoły. Olga była tam z pięcioletnią córką, matką, 13-letnią siostrą i 24-letnim bratem.

Około północy 13 marca rosyjski żołnierz miał siłą wejść do szkoły. - Wybił szyby przy wejściu do szkoły i walił w drzwi – opowiadała Olga. Gdy strażnik otworzył mu drzwi, żołnierz z karabinem szturmowym i pistoletem zszedł do piwnicy i kazał wszystkim ustawić się w szeregu. Kobieta stała, trzymając śpiącą córkę. Kazał jej oddać dziecko, ale odmówiła. Jej bratu kazał podejść i reszcie grupy uklęknąć, bo inaczej wszystkich pozabija. Jej bratu kazał iść z nim i znaleźć jedzenie. Wrócili po około godzinie-dwóch. - Ludzie zaczęli pytać, czy mogą pójść do łazienki. On pozwolił im iść w grupach po dwie-trzy osoby - powiedziała Olga. 

ZOBACZ TAKŻE: Zniszczenia w ukraińskich miastach. Cywile "byli poddawani arbitralnym egzekucjom".

Gdy zbliżała się noc, żołnierz kazał Oldze pójść za nim. Zabrał ją do klasy na drugim piętrze, tam wymierzył do niej bronią i kazał się rozebrać, a następnie zmusił do seksu oralnego. - Cały czas trzymał pistolet przy mojej skroni lub przykładał mi go do twarzy – mówiła. Dwukrotnie miał strzelił w sufit, mówiąc, że to ma dać jej więcej "motywacji". Następnie miał ją zgwałcić, a potem kazał jej usiąść na krześle. Gdy powiedziała, że ​​bardzo jej zimno i zapytała czy może się ubrać, żołnierz miał powiedzieć jej, że może założyć tylko górę, a nie spodnie czy bieliznę.  - Kiedy ubierałam się, żołnierz powiedział mi, że jest Rosjaninem, że ma na imię (zatajone) i że ma 20 lat. Powiedział, że przypominam mu dziewczynę, z którą chodził do szkoły – powiedziała Olga.

Żołnierz kazał jej zejść do piwnicy, zabrać swoje rzeczy i wrócić do klasy, w której ją zgwałcił. Kobieta odmówiła. - Wiedziałam, że moja córka będzie płakać, jeśli mnie zobaczy - powiedziała. Wtedy żołnierz miał grozić jej nożem, że ma to zrobić, jeśli chce jeszcze zobaczyć swoje dziecko. Potem miał ponownie ją zgwałcić, po czym przyłożyć jej nóż do gardła, rozcinając jej skórę na szyi. Do tego miał ranić ją nożem w policzek, odciąć część włosów oraz uderzyć ją w twarz książką i wielokrotnie spoliczkować. Na zdjęciach z 19 i 20 marca, które pokazała Human Rights Watch, widać ślady ran i siniaki na jej szyi i twarzy.

Kolejnego dnia około godziny 7 rano żołnierz miał kazać jej znaleźć dla niego paczkę papierosów. Zeszli razem na dół i poprosiła o nie strażnika. Gdy żołnierz dostał papierosy, wyszedł z budynku.

Tego samego dnia Olga wraz z rodziną pojechała po pomoc medyczną do Charkowa. Po jej udzieleniu, ukrywali się w schronie. - Mam szczęście, że żyję – powiedziała. Jak dodała, przygotowuje wraz z miejscowymi władzami skargę, którą planują złożyć w prokuraturze Ukrainy.

Jak informuje Human Rights Watch, trafiły do nich jeszcze trzy inne zgłoszenia dotyczące przemocy seksualnej ze strony rosyjskich żołnierzy w innych wioskach w regionie Czernihowa i w Mariupolu, ale nie byli w stanie ich zweryfikować.

Jak pomóc Ukrainie? Lista zbiórek i akcji charytatywnych >>>

Zbiorowa egzekucja w Starym Bykowie

27 lutego Rosjanie zatrzymali i zabili sześciu mężczyzn we wsi Stary Byków w obwodzie czernihowskim. Tatiana z Nowego Bykowa znajdującego się po drugiej stronie rzeki Supij, rozmawiała z krewnymi czterech zamordowanych mężczyzn. Jak mówiła Human Rights Watch, 27 lutego Rosjanie wysadzili most między miejscowościami i siły rosyjskie ostrzelały obie wsie. Następnie do Starego Bykowa wjechała kolumna rosyjskich pojazdów pancernych.

- Większość ludzi ukrywała się w piwnicach z powodu ostrzału, a żołnierze chodzili od drzwi do drzwi – mówiła kobieta. Z jej relacji wynika, że żołnierze mieli wyciągnąć z domów sześciu mężczyzn z trzech różnych rodzin. - Jednej matce zabrano (i rozstrzelano - red.) obu synów. Inny młody mężczyzna miał niewiele ponad 20 lat, nazywał się Bohdan. Dobrze znam jego matkę, powiedziała mi, że żołnierze kazali jej czekać w pobliżu jej domu, podczas gdy zabiorą jej syna… by go przesłuchać. To samo powiedzieli innym rodzinom. Zamiast tego wyprowadzili tych sześciu mężczyzn, zabrali ich na drugi koniec wioski i zastrzelili - relacjonowała.

Human Rights Watch rozmawiało z Wiktorią, matką Bohdana. - Zabrali mojego syna Bohdana (29 lat – dop. red.) i mojego szwagra Saszę (Aleksander, 39 lat – dop. red.). Byliśmy w piwnicy (z powodu ostrzału), więc tego nie widzieliśmy. Wyszli zapalić. Potem podbiegł nasz sąsiad i powiedział, że widział, jak zabierali Bohdana i Saszę oraz kilku innych facetów – mówiła.

Pod Czernihowem zginął mąż ukraińskiej deputowanej:

Bohdan Stefanyszyn zginął pod Czernihowem
Bohdan Stefanyszyn zginął pod Czernihowem TVN24

Kobieta wybiegła na ulicę, by zapytać rosyjskich żołnierzy na punkcie kontrolnym, co się stało. - Powiedzieli nam, żebyśmy się nie martwili, że (żołnierze – dop. red.) trochę ich postraszą, a potem pozwolą im odejść – powiedziała. - Odeszliśmy około 50 metrów… i usłyszeliśmy strzały. Było około 18:20 - dodała.

Następnego dnia poszła z siostrą na łąkę i zobaczyła leżące tam ciała. - Trzech było po jednej stronie budynku, ale nie mój syn i szwagier. Przeszliśmy na drugą stronę i zobaczyliśmy (Bohdana i Saszę i jeszcze jednego – dop. red.). Leżeli tam. Strzelali im w głowy. Ręce mieli związane za plecami. Spojrzałam na ciało mojego syna, jego kieszenie były puste, nie miał telefonu, kluczy ani dokumentów - powiedziała.

Poprosiła żołnierzy na punkcie kontrolnym o pozwolenie na zabranie ciał, ale jej odmówili. Ciężki ostrzał trwał przez kolejne dni.

7 marca ponownie poprosili żołnierzy o zgodę na zabranie ciał. - Na posterunku kazali nam iść na cmentarz, żeby nam przywieźli ciała… Wszyscy (sąsiedzi – dop. red.) przyszli, jakieś 75 osób... Wszystkich (zabitych -red.) pochowaliśmy tego samego dnia w osobnych grobach – relacjonowała kobieta.

Pozostali zabici to 40-letni Wołodymyr, kolejny 40-letni Oleksander i dwóch braci 31-letni Igor i 33-letni Oleg.

Tatiana dodała, że ​rosyjscy ​żołnierze zabrali też całe drewno z wioski.

Bucza. Strzelili w tył głowy klęczącego mężczyzny

4 marca Rosjanie w Buczy, 30 kilometrów na północny zachód od Kijowa, mieli zabić mężczyznę i grozić egzekucją czterech innych – wynika z relacji nauczycielki, która była świadkiem zdarzenia.

Masowy grób, ciała na ulicach. Bucza wyzwolona, ale "w powietrzu odór śmierci" >>>

Kobieta około godziny 7 nad ranem usłyszała strzelaninę i widziała trzy rosyjskie pojazdy opancerzone oraz cztery ciężarówki marki Kamaz jadące jej ulicą. Ukryła się ze swoimi dwoma psami w piwnicy. Nagle usłyszała odgłos wybijanej szyby, a następnie wyważenia drzwi. Ktoś z zewnątrz po rosyjsku krzyknął: "Wyłaźcie natychmiast na zewnątrz albo rzucimy granat". Kobieta odpowiedziała, że ​​jest sama w piwnicy i wyszła z podniesionymi rękami. - Na zewnątrz było trzech mężczyzn, dwóch (rosyjskich – dop. red.) żołnierzy i dowódca. Zabrali mi telefon i sprawdzili go, a następnie kazali zabrać dokumenty i pojechać z nimi – mówiła.

Bucza pod Kijowem. Spalone domy, ciała cywilów, masowy grób (nagranie archiwalne z 2.04.2022)
Bucza pod Kijowem. Spalone domy, ciała cywilów, masowy grób (zdjęcia z 2.04.2022)Reuters TV

Gdy szła ulicą z żołnierzami, zobaczyła, że ​​tak samo postępują z jej sąsiadami. - Zawieźli nas tam, gdzie kiedyś mieściło się biuro AgroButpostach. Tuż obok budynku znajduje się parking i niewielki skwer. Zgromadzili na tym placu ludzi, głównie kobiety, ale wśród nas było też kilku mężczyzn po pięćdziesiątce – mówiła.

Z jej relacji wynika, że było tam około trzydziestu rosyjskich wojskowych. Ich dowódca miał na mundurze logo rosyjskich spadochroniarzy i mówił z akcentem wskazującym, że pochodzi z zachodniej lub środkowozachodniej Rosji. Żołnierze mieli wyglądać na wychudzonych i wyczerpanych. Mieli przyprowadzić na plac około 40 osób, zabrać wszystkim telefony, sprawdzić dokumenty i wypytać, kto z nich jest w obronie terytorialnej albo jednostkach samoobrony. Na placu stali w zimnie godzinami. - W pewnym momencie przyprowadzili młodego mężczyznę, a potem czterech kolejnych. Kazali im zdjąć buty i kurtki, po czym uklęknąć na poboczu drogi. Rosyjscy żołnierze ściągali koszulki od tyłu i przez głowy. Jednemu strzelili w tył głowy. Upadł. Kobiety krzyczały. (…) Komendant powiedział do ludzi na placu: "Nie martwcie się, wy jesteście normalni, a to był brud. Jesteśmy tutaj, aby oczyścić was z brudu" – relacjonowała kobieta.

Po kilku godzinach żołnierze zabrali ludzi z powrotem do domów. Gdy odchodzili, pozostali czterej mężczyźni nadal klęczeli.

9 marca, gdy kobieta opuszczała miasto, ciało zabitego mężczyzny wciąż leżało tam, gdzie został zastrzelony.

Zniszczenia w ukraińskich miastach. Cywile "byli poddawani arbitralnym egzekucjom" >>>

Uciekał w białym prześcieradle, opowiedział jak zabili 14-latka

40-letni Dmitro opowiedział Human Rights Watch o tym, jak z rodziną uciekali 7 marca z silnie ostrzeliwanej Buczy. Nie było bezpiecznych dróg ewakuacyjnych, więc szli zawinięci w białe prześcieradła i machając w powietrzu białymi prześcieradłami do oddalonej o około pięciu kilometrów wsi Worzel. Tam spędzili dwie noce w piwnicy dwupiętrowego budynku z grupą okolicznych mieszkańców. Była z nimi kobieta, która miała rany klatki piersiowej i nóg. Ludzie przebywający w piwnicy powiedzieli mu, że została postrzelona dzień wcześniej, kiedy rosyjscy żołnierze wtargnęli do tej samej piwnicy i wrzucili do niej granat dymny. Kilka osób miało wpaść w panikę i wybiegło na zewnątrz, gdzie strzelali do nich rosyjscy żołnierze. Kobieta została ranna, a ludzie w piwnicy powiedzieli mu, że 14-letnie dziecko zostało postrzelone w głowę i zabite. 

Dmitro powiedział, że kobieta zmarła następnego dnia, 8 marca. Wraz z kilkoma innymi okolicznymi mieszkańcami pochował ją przed schronem.

Znaleźli u niego strzelbę, dowódca kazał ich rozstrzelać

4 marca w Zabuczczy koło Irpienia Rosjanie mieli grozić zabiciem mężczyzny i jego syna. Z relacji mieszkańca tej wioski oraz jego córki wynika, że tego dnia wojska rosyjskie wkroczyły do ​​wsi. Ukrywali się z dziesięcioma innymi osobami, w tym rodziną w piwnicy swojego domu. Do ich domu weszło 13 żołnierzy, aby go przeszukać.

Apokaliptyczna pustynia. Tak wygląda Irpień >>>

Ekipa telewizji 1+1 zarejestrowała strzały w czasie ewakuacji mieszkańców Irpienia
Ekipa telewizji 1+1 zarejestrowała strzały w czasie ewakuacji mieszkańców Irpienia 1+1

- Żołnierze pytali o mojego 34-letniego syna, który jest w obronie terytorialnej. Wyszedł do nich. Pytali, kto jest w domu, a potem przeszukali dom i wywrócili go do góry nogami… Na podwórku znaleźli moją strzelbę myśliwską, butelkę benzyny i się wściekli. Dowódca, który wydawał rozkazy innym, powiedział: "Zabierz ich pod drzewo na zewnątrz i zastrzel ich". Wyprowadzili nas na zewnątrz. Jeden z żołnierzy sprzeciwił się. Zabrali nas z powrotem do środka i kazali mojemu synowi rozebrać się do naga, mówiąc, że szukają tatuaży nacjonalistycznych – mówił.

Jak mówił mężczyzna, Rosjanie wchodzili też do domów na ich ulicy, w tym do domu sędzi i zastępcy rady lokalnej. Dom sędzi był zamknięty, więc wybili okno, by dostać się do środka. - Widzieliśmy, jak wyciągali torby i torby z rzeczami z domu sędziego. Potem wyjechali… Zabrałem rodzinę oraz wszystkich, którzy byli w naszej piwnicy, i uciekliśmy dwoma samochodami. Moja żona, syn i 80-letnia matka są w domu córki w Chodosiwce – opowiadał.

Atak Rosji na Ukrainę - oglądaj w TVN24:

Zaślepka materiału TVN24GO
TVN24 na żywo - oglądaj w TVN24 GO
Materiał jest częścią serwisu TVN24 GO

Autor:FC/gp

Źródło: Human Rights Watch, tvn24.pl

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości