"SOS" w śniegu. Wytrwał trzy tygodnie na potwornym mrozie Alaski

Świat


Amerykańskie służby uratowały 30-letniego mężczyznę, który w skrajnie trudnych warunkach przetrwał na Alasce trzy tygodnie.

Stanowi funkcjonariusze z Alaski w USA uratowali 30-letniego Tysona Steela, który po pożarze drewnianej chaty zmuszony był przez trzy tygodnie mieszkać w namiocie w czasie ostrych mrozów. Mężczyzna żywił się jedzeniem z puszek, które ocalały z pożaru.

Służby ratunkowe zaczęły poszukiwania mężczyzny po informacjach od członków jego rodziny zaniepokojonych brakiem wieści z jego strony. W poszukiwaniach użyto śmigłowca. To dzięki jego załodze udało się odnaleźć mężczyznę.

Tyson Steele wyrył w śniegu olbrzymi napis "SOS" w miejscu, w którym wcześniej znajdował się jego dom.

Mężczyzna kupił chatę zbudowaną z brezentu i desek od weterana wojny w Wietnamie. Znajdowała się ona w dolinie Sustina, położonej na północny zachód od Anchorage i około 30 kilometrów od miejscowości Skwentna.

"Wszystko zaczęło się od błędu"

30-latek nie pamięta, kiedy dokładnie doszło do pożaru chaty. Mieszkał w niej samotnie od września. Przypuszcza, że jego domek mógł się spalić 17 lub 18 grudnia, gdy do kominka wrzucił duży karton.

- Wszystko zaczęło się od błędu. Miałem do czynienia z piecykami przez całe moje życie i wiedziałem, że się tego nie robi – opowiada. Tyson Steele zakłada, że żar z piecyka wyleciał przez komin i spadł na dach.

30-latek obudził się rano, gdy "palący się plastik" zaczął spadać na niego z dachu. Wybiegł z domku, mając na sobie tylko buty, kalesony i sweter. Widząc, co się dzieje, wbiegł z powrotem, żeby zabrać koce, strzelbę i psa.

W zadymionym pomieszczeniu nie udało mu się znaleźć labradora. Początkowo myślał, że jego czworonożny przyjaciel sam uciekł z domku, ale gdy cała chatka się zajęła, usłyszał wycie swojego pupila. - Byłem rozhisteryzowany. Brak mi słów by wyrazić, jaki smutek wtedy odczuwałem. Krzyczałem – wspomina.

W pewnym momencie ogień dotarł też do miejsca, w którym mężczyzna przechowywał amunicję i zbiorniki z propanem, co z kolei - jak powiedział - zmieniło okolicę domku w "strefę wojenną".

"Nie jestem specjalnie wytrenowany"

Steele mówi, że godzinami próbował gasić domek śniegiem, ale drewniana chata spłonęła w całości. Ze zgliszczy wydobył część jedzenia zgromadzonego w puszkach – wiele z nich pod wpływem ciepła się pootwierało. Mężczyzna opowiada, że to, co pozostało z jedzenia, w smaku przypominało pieczony plastik.

Tyson Steele przez pierwsze dwie noce spędził w lodowej jaskini. Z czasem zbudował namiot z resztek brezentu i drewna. W śniegu wydrążył wielki napis "SOS" i przetarł ścieżkę do pobliskiego jeziora, z którego - jak uznał - służbom, jeżeli będą próbowały do niego dotrzeć, najłatwiej będzie go uratować.

- Nie jestem specjalnie wytrenowany, ale często przebywałem na powietrzu. Oglądałem wiele materiałów wideo w internecie – mówi 30-latek. Zapowiada, że po swoim ciężkim doświadczeniu odwiedzi rodzinę, którą ma w stanie Utah.

– Mają psa. To byłby jakiś sposób na terapię – mówi po swojej stracie.

Alaska jest największym stanem USAGoogle Maps

Autor: asty/adso / Źródło: BBC News