Nie jedzą, śpią w szpitalu i pracują. Kolejne osoby dołączają do protestu

Grzegorz Pasztyła od czwartku bierze udział w proteście głodowym w sanockim szpitalu
Małgorzata Sawicka, przewodnicząca ZZPiP w szpitalu w Sanoku: napięcie w załodze jest ogromne
Źródło wideo: Martyna Sokołowska/tvn24.pl
Źródło zdj. gł.: Martyna Sokołowska/tvn24.pl
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Strasznie piszczy mi w uszach, kręci mi się w głowie - mówi Grzegorz Pasztyła, jeden z uczestników protestu głodowego w szpitalu w Sanoku. Od czwartku nic nie je. W sobotę protestujący zaostrzyli formę protestu: odstawili kawę i soki, piją tylko wodę. Do głodujących dołączają kolejne osoby. W sobotę jest ich 15, w niedzielę ma być więcej.

Protest rozpoczął się w czwartek o godzinie 16.30. Początkowo uczestniczyły w nim cztery osoby. W sobotę rano głodówkę prowadziło już 15 pracowników szpitala. Wcześniej protestujący pili nie tylko wodę, ale także słodzoną kawę oraz soki owocowe i warzywne. W sobotę zdecydowali się jednak na zaostrzenie protestu.

- Dotychczasowa bierność zarządzających sprawiły, że postanowiliśmy zaostrzyć protest. To jest już krzyk rozpaczy. Rządzący, jeżeli nie rozumieją, jak poważny jest problem, a do tego kompletnie chowają głowę w piasek, co najmniej lekceważą nasze zdrowie i życie - mówi Małgorzata Sawicka, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych działającego w sanockim szpitalu.

Jak przekazuje przewodnicząca związku, do protestu każdego dnia dołączają kolejne osoby. W sobotę głoduje już 15 osób. Spodziewa się, że ich liczba jeszcze wzrośnie.

- Będzie nas więcej, bo są już osoby, które deklarują, że dołączą jutro. To ci, którzy będą schodzili z nocnej zmiany i dopiero jutro będą mogli do nas dołączyć. Najwięcej osób deklaruje przystąpienie do protestu w niedzielę po południu. Chcą zostać z nami - mówi Sawicka.

Do protestu głodowego w sanockim szpitalu dołączają kolejne osoby
Do protestu głodowego w sanockim szpitalu dołączają kolejne osoby
Źródło zdjęcia: Martyna Sokołowska/tvn24.pl

W proteście od samego początku uczestniczy pielęgniarz i pracownik techniczny Grzegorz Pasztyła, przewodniczący Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Pracowników Technicznych Obsługi Zdrowia.

- Od czwartku, od śniadania, nic nie jem. Nie wiem już, szczerze mówiąc, która to jest godzina głodówki - mówi tvn24.pl.

Protestujący śpią na materacach w szpitalu, ale nie rezygnują z wykonywania obowiązków zawodowych. Grzegorz Pasztyła po nocy spędzonej na materacu z czwartku na piątek już o godz. 7 rano stawił się na dyżurze. Do fartucha przypiął plakietkę z napisem: "Prowadzę protest głodowy i pracuję".

Uczestnicy protestu pracują z takimi plakietkami przypiętymi do fartuchów
Uczestnicy protestu pracują z takimi plakietkami przypiętymi do fartuchów
Źródło zdjęcia: Martyna Sokołowska/tvn24.pl

- Jak pacjenci na to reagują? - pytam.

- Ze zrozumieniem. Wspierają nas - odpowiada Grzegorz Pasztyła.

On też od dzisiaj pije tylko wodę.

W rozmowie z tvn24.pl opisał również dolegliwości, które zaczęły mu towarzyszyć podczas głodówki.

- Strasznie piszczy mi w uszach, kręci mi się w głowie. Wiem, pamiętam, że to są już objawy spadku elektrolitów, dlatego zaczynam dosalać sobie wodę - relacjonował.

Grzegorz Pasztyła od czwartku bierze udział w proteście głodowym w sanockim szpitalu
Grzegorz Pasztyła od czwartku bierze udział w proteście głodowym w sanockim szpitalu
Źródło zdjęcia: Martyna Sokołowska/tvn24.pl

Mimo trudności, protestujący nie zamierzają rezygnować. Jak mówi Pasztyła, wspierają ich kolejni pracownicy szpitala.

- Atmosfera u nas jest w miarę. Przychodzą pracownicy, pytają, czy czegoś nam trzeba, dołączają do nas kolejni ludzie. Walczymy, walczymy o to, żeby szpital przetrwał. Walczymy o siebie, walczymy o was, walczymy o wspólne dobro - podkreśla.

Starosta zaprosił związki na poniedziałek

Małgorzata Sawicka przekazała, że żaden radny, ani żadna radna powiatu sanockiego nie skontaktowali się z protestującymi, nie odwiedzili ich. W piątek w szpitalu pojawił się na krótko starosta sanocki Robert Pieszczoch. Zaprosił przedstawicieli związków zawodowych na poniedziałkowe posiedzenie zarządu powiatu, podczas którego ma być omawiana sytuacja szpitala.

Protestujący domagają się od zarządu powiatu sanockiego odwołania dyrektorki szpitala Wioletty Kacperskiej, która kieruje placówką od 25 sierpnia.

Związkowcy zarzucają jej m.in. brak doświadczenia w zarządzaniu placówką ochrony zdrowia, błędne decyzje menedżerskie, naruszanie praw pracowniczych oraz prowadzenie polityki kadrowej bez dialogu ze stroną związkową. Kacperska z wykształcenia jest prawniczką. Przez ostatnie osiem lat kierowała SPA w Hotelu Arłamów.

Dyrektorka odpiera zarzuty. Przekonuje, że jest otwarta na dialog, ale - w jej ocenie - to związki zawodowe unikają rozmów. Zapewnia również, że redukcja zatrudnienia jest prowadzona w porozumieniu z kierownikami poszczególnych oddziałów. Twierdzi, że przedstawiła zarządowi powiatu plan naprawczy, który ma pozwolić wyprowadzić sanocki szpital z kryzysu do końca 2027 roku.

Klatka kluczowa-720109
Dyrektorka SP ZOZ w Sanoku: "Sytuacja jest bardzo ciężka, dlatego robimy reorganizację"

Sytuacja finansowa placówki jest bardzo trudna. Zadłużenie szpitala przekracza 220 milionów złotych. W 2025 roku lecznica odnotowała najwyższą w swojej historii stratę - ponad 45 milionów złotych. Po pierwszym półroczu tego roku wynosiła ona już ponad 22,5 miliona złotych. Szpital ma zobowiązania m.in. wobec ZUS, instytucji finansowych i dostawców.

Problemy z płynnością finansową odbijają się również na pracownikach. Od sierpnia wypłaty wynagrodzeń ograniczono do 70 procent należnych kwot. Zmiany nie objęły osób otrzymujących minimalne wynagrodzenie.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: