Fala protestów, aresztowania, bojkoty. Czy w Turcji kiedyś "wszystko będzie wspaniale"?
Recep Tayyip Erdoğan osiągnął jako polityk wiele, ale jedno mu się nie udało: sukcesja. I dopóki nie znajdzie dla siebie godnego następcy, władzy tak łatwo nie odda.
- Zatrzymali nas na kilkanaście godzin, nagrali nasze oświadczenia, przesłuchali. Ostatecznie tym razem wypuścili na wolność, ale z informacją, że już nigdy nie dostaniemy pracy w sektorze publicznym - opowiadają aktywiści, którzy pod koniec marca zgromadzili się na stambulskim placu Maltepe na proteście w obronie Ekrema İmamoğlu. Nie chcą podawać publicznie swoich danych, bo pamiętają, czym może się to dla nich skończyć - część z nich w tureckim areszcie spędziła już kiedyś całe tygodnie. Za krytykę władzy byli oskarżani o związki z organizacjami terrorystycznymi, izolowani od swoich rodzin, niektórzy za popieranie opozycji tracili pracę.
Mimo to teraz znowu stanęli w tłumie kilku milionów ludzi niezadowolonych z zatrzymania Ekrema İmamoğlu - polityka opozycji, który właśnie został kandydatem na prezydenta Turcji z ramienia Republikańskiej Partii Ludowej (CHP), choć wybory planowane są dopiero na 2028 rok. A jednak Turcy wyszli teraz na ulice wszystkich dużych miast: byli w Stambule, Ankarze, Izmirze, Bursie, Adanie, Antalyi. To centra biznesowe, ośrodki akademickie, ważne turystyczne punkty na mapie kraju.
Ludzie mieli na transparentach hasła nawołujące do wypuszczenia Ekrema İmamoğlu, apele o powrót prawdziwej demokracji i przymiotnikowych wyborów: prawdziwie powszechnych i przede wszystkim równych, w których opozycja ma choćby równy z rządzącymi dostęp do państwowych mediów. Niektórzy aktywiści byli przebrani: światowe media obiegło zdjęcie z Antalyi, na którym widać zakutego w kajdanki Pikachu, a na usta wielu obserwatorów cisnęło się pytanie: "gotta catch 'em all"?, czyli: "czy masz już wszystkie?".
Bo naprzeciw protestującym wyszła policja i nie miała oporów, żeby masowo tłumić zgromadzenia, a kolejnych uczestników łapać i odsyłać do aresztów. Międzynarodowa Federacja Dziennikarska opisała to, co widać na zdjęciach relacjonujących wydarzenia:
pokojowe protesty spotkały się z nieuzasadnionym i niezgodnym z prawem użyciem siły przez policję, osoby były bite pałkami i kopane, gdy leżały na ziemi. Funkcjonariusze organów ścigania bez rozróżnienia używali gazu pieprzowego, gazu łzawiącego, plastikowych kul i armatek wodnych przeciwko protestującym, powodując liczne obrażenia.
Co takiego dzieje się dziś w Turcji i dlaczego akurat teraz? Czy ostatnie wydarzenia będą krokiem w stronę demokratyzacji kraju, czy jednak rządów autorytarnych?
Zakaz transmisji
Na razie tysiące protestujących trafiło za kraty. Wśród nich co najmniej pięciuset studentów, jak donosi agencja AFP, chociaż liczby te mogą być dużo większe. Jakie dokładnie? Bazowanie na oficjalnych rządowych danych może być niewystarczające, żeby pokazać obraz sytuacji, a dziennikarze, którzy mogliby przekazać precyzyjne dane, są uciszani.
Czytaj dalej po zalogowaniu

Uzyskaj dostęp do treści premium za darmo i bez reklam