Premium

Dopadły ją koszty, pandemia i ambicje rodziców. "To jakiś horror"

Zdjęcie: Maciej Kulczyński/PAP

Wolę świętować po maturze z najbliższymi niż teraz z ludźmi, których nawet nie znam - mówi maturzystka. Uczniowie, którzy za kilka miesięcy skończą szkołę średnią, przetrwali pandemię, naukę zdalną i powrót do klas. I wcale nie mają ochoty na zabawę. Jedną z przyczyn są koszty - wejście na studniówkę to nieraz już nawet tysiąc złotych.

- To jakiś horror - denerwuje się Karolina, mama maturzystki Marianny z Warszawy. - Te ceny, u nas już ponad 800 złotych za osobę. Odpały rodziców: wybieranie pomiędzy salą w Hiltonie czy Marriotcie, specjalne menu, fotobudka, pokaz sztucznych ogni. W szkole od dawna nie rozmawia się o maturze. Jedyny temat to studniówka. Do tego odwołane lekcje z powodu nauki poloneza - opowiada.

Choć do tegorocznej matury zostało już trochę mniej czasu niż zwyczajowe sto dni, to sezon na studniówki jeszcze się nie skończył.

- To ważna chwila w życiu młodego człowieka, symboliczne domknięcie pewnego etapu - mówi Lucyna Kicińska, suicydolożka i pedagożka szkolna. - Ostatni moment na zabawę, na spędzenie czasu z koleżankami i kolegami. Pożegnanie ze szkołą.

Tylko że nie wszyscy zamierzają się żegnać w taki sposób. - Marianna zrezygnowała, nie przekonał jej argument, że to jedyna w życiu okazja. Z jednej strony jest mi przykro, że nie będzie miała takiego doświadczenia, z drugiej ją rozumiem. Nie czuje się szczególnie związana ze swoją klasą - mówi Karolina. I nie jest jedyna. W klasie Marianny zrezygnowała ze studniówki jedna trzecia uczniów.

Czytaj dalej po zalogowaniu

premium

Uzyskaj dostęp do treści premium za darmo i bez reklam