Premium

157 wywiadów z gangsterami. "Nie ma już pani dosyć?"

Zdjęcie: Shutterstock

Miałam wśród rozmówców takiego pana, który kierował rosyjskojęzyczną grupą przestępczą i wpadł na pomysł, że zabije wszystkich członków swojej grupy, żeby nie było żadnych świadków jego działalności, a następnie wyjedzie do Stanów Zjednoczonych - opowiada Monika Kotowska, kryminolożka, która w więzieniach rozmawiała ze skazanymi za udział w gangu.

Z dr hab. Moniką Kotowską, kryminolożką z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, autorką książki "Kariery kryminalne członków zorganizowanych grup przestępczych", rozmawia Tomasz Słomczyński.

Mam 45 lat, wyższe wykształcenie i chciałbym rozpocząć karierę w zorganizowanej grupie przestępczej. Mam jeszcze jakieś szanse?

Ma pan szanse. Członkowie zorganizowanych grup przestępczych zazwyczaj są dojrzałymi mężczyznami. Poza tym przydatne jest wyższe wykształcenie. Często są to ludzie inteligentni, z dużą wiedzą życiową, potrafią dostosować się do określonych sytuacji. Ale też musiałby pan mieć odpowiednie cechy charakteru.

Jakie?

Brak wyrzutów sumienia przede wszystkim. Brak empatii. Skłonność do manipulowania ludźmi, bezwzględność w dążeniu do celu. Z jednej strony racjonalność, ale też skłonność do ryzyka. Nie mógłby pan przywiązywać się do ludzi, musiałby pan innych ludzi traktować instrumentalne. Dodajmy do tego tendencję do obwiniania innych za własne niepowodzenia. To cechy socjopatów czy psychopatów. Więc jeśli je pan ma, to ze swoim wyższym wykształceniem na pewno byłby pan przydatny w zorganizowanej grupie przestępczej.

Zrobiła pani w sumie 157 wywiadów z osadzonymi w więzieniu członkami zorganizowanych grup przestępczych.

Tak. Badałam też akta penitencjarne. W ten sposób dowiadywałam się, za co ktoś został skazany, jak funkcjonował w grupie przestępczej, jak funkcjonowała ta grupa. Przed rozpoczęciem wywiadu wiedziałam, gdzie mieszkał, z jakiej rodziny pochodził, czy miał żonę, dzieci, znałam również opinie sądowo-psychiatryczne, notatki z rozmów skazanych z psychologami, z wychowawcami. Te akta dawały mi większą pewność, że ktoś - mówiąc kolokwialnie - nie wciska mi kitu.

O co ich pani pytała? 

Nie interesowały mnie szczegóły popełnianych przestępstw, ile na tym zarobili i z kim konkretnie współpracowali, bo to miałam najczęściej w aktach. Skupiałam się na tym, skąd ta przestępczość się w nich wzięła, czy zmieniała się na przestrzeni życia, jak ją odbierają. Ale nie tylko o to. Pytałam również o dzieciństwo, wspomnienia, o dojrzewanie, relacje rodzinne, miłosne.

Jak przekonała ich pani do rozmowy?

Prawomocnie skazani nie mają już wiele do stracenia. To są osoby z długimi wyrokami, niektórzy dożywotnimi, część z nich spędzało w celi dwadzieścia trzy godziny na dobę, w towarzystwie tych samych mężczyzn. Nudzili się i byli ciekawi. Obecność kogoś z zewnątrz przełamywała ich rutynę. 

Chodziło tylko o przerwanie monotonii?

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo