Premium

Pruszków kontra Wołomin, czyli co się stało z naszą mafią

Zdjęcie: TVN24/ŻW/tvn24.pl

Gdy w Warszawie i okolicach wybuchały kolejne bomby i rozlegały się serie z karabinów automatycznych, a trup na ulicach słał się coraz gęściej, komendant pruszkowskiej policji wyznał dziennikarzowi: - Mafia to siedzi w rządzie.

Na polu za miastem znaleziono dwa trupy. Ludzie mówią, że to były jakieś ruskie porachunki. Nieprawda, wiem to na pewno. Widziałem dokładnie, jak to wszystko się stało.

Lipiec 1999 roku. Od upadku komunizmu minęła równo dekada. Polska od czterech miesięcy cieszy się z przynależnością do NATO, ale na wejście do Unii Europejskiej musi jeszcze zaczekać kolejnych pięć lat. W Warszawie i okolicach w najlepsze trwa wojna gangów. Pruszków kontra Wołomin, tak się wówczas pisało i mówiło, choć rzeczywistość była trochę bardziej złożona.

Ledwie pół roku wcześniej rząd przeprowadził reformę administracyjną, która podzieliła Polskę na 16 zamiast dotychczasowych 49 województw. Zupełnie przy okazji ktoś wpadł na pomysł, żeby na Mazowszu siedziba komendy wojewódzkiej policji znalazła się w Radomiu, zaś Warszawa miała swoją niezależną komendę, trochę wojewódzką, a trochę powiatową.

Mundurowi z sąsiadującego z Warszawą powiatu pruszkowskiego (i kilku innych wokół stolicy) raportowali więc do odległego o blisko 100 kilometrów Radomia. Bałagan, który wówczas zapanował w podwarszawskich komendach, trzeba było sprzątać jeszcze długo po wycofaniu się z tych zmian w organizacji służby.

Tymczasem w podwarszawskim Komorowie, willowej miejscowości przyklejonej do Pruszkowa, ktoś podpalał lokale i podkładał bomby. Wiele wskazywało na to, że to zemsta za odmowę płacenia haraczy. Policja nie potrafiła sobie poradzić z problemem. Przerażeni mieszkańcy szukali pomocy w mediach.

Była niedziela. Po eksplozji przy ulicy Ceglanej w Komorowie Igor Ryciak, dziennikarz "Gazety Wyborczej", zadzwonił do szefa pruszkowskiej policji Zbigniewa Czerwińskiego. Poprosił o komentarz i o radę dla zastraszonych przedsiębiorców. - Niech idą do ORMO [Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej - red.] - powiedział komendant. - Ale ORMO już nie ma - usłyszał w odpowiedzi. Potem komendant dorzucił jeszcze: - Mafia to siedzi w rządzie, a tu działają gówniarze. Jak się ich pogoni, to uciekają.

Kilka dni później komendant przestał być komendantem. Przełożeni uznali jego wypowiedź za skandaliczną.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo