Premium

Polka wyszła na ulicę. Koszalina, Grójca, Chocianowa

Zdjęcie: Łukasz Bednorz

17-letnia Ola z Mińska Mazowieckiego rodzicom powiedziała, że idzie do sklepu z koleżankami. Ale wcześniej na kartonie narysowała kobiece ciało z napisem "my choice" (ang. mój wybór). Monika spod Ostrzeszowa ma córkę w wieku Oli i zabrała ją na protest, by pokazać, że ma prawo walczyć o siebie. Anna opowiada, że we Wrześni na pierwszym czarnym proteście było 60 osób, a w tę niedzielę manifestowało ich kilka tysięcy. O tym, jak to się stało, że kobiety z mniejszych miast tak licznie wyszły na ulice, rozmawiamy z ich mieszkankami.

Najczęściej mówią, że "poszły na spacer". Jedne szykowały się kilka dni, inne spontanicznie wstawały od obiadu, by pójść na główny plac miasta, w okolicę kościoła albo pod biuro lokalnych polityków PiS. Niektóre ostatni raz protestowały przeciwko czemuś kilkanaście lat temu. Inne nigdy wcześniej nie wyszły manifestować na ulice swojego rodzinnego miasta. Na aborcję mają poglądy bardzo różne, podobnie jak na wiarę. Ale niemal wszystkie mówią: "coś w nas pękło", "czara się przelała".

W piątek, 23 października, zdominowany przez sędziów powołanych przez Prawo i Sprawiedliwość Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z Konstytucją prawa do aborcji w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu. Orzeczenie zapadło większością głosów, zdania odrębne złożyło dwóch sędziów.

Ten wyrok wyprowadził na ulice miast tysiące kobiet w całym kraju, w tym w mniejszych miastach i miejscowościach.

Socjolożka: kobiety z małych miejscowości uczyły się protestować w 2016 roku
Socjolożka: kobiety z małych miejscowości uczyły się protestować w 2016 rokuTVN24

By zwiększyć zasięg ich działań, popularny twórca internetowy Krzysztof Gonciarz zaczął publikować filmy i zdjęcia z różnych zakątków Polski na swoim Instagramie. Swoją akcję zorganizowała tam także statystyczka Janina Bąk, znana w sieci jako Janina Daily. Relacje na Facebooku zbiera i tak oddaje głos kobietom z mniejszych ośrodków pisarka oraz rysowniczka Małgorzata Halber. Można u nich wszystkich zobaczyć m.in. kaszubskie Banino, lubuską Witnicę, Trzemeszno, Płońsk, Długołękę. Relacje z kolejnych protestujących miejscowości pojawiają się co kilka, kilkanaście minut. Ten ruch nie kończy się na Warszawie.

Dlaczego Polki tak tłumnie wyszły na ulice? Pytamy, a one opowiadają.

Chocianów, 8 tysięcy mieszkańców. Jedna zasada: "mówcie"

Kiedy Amelia zastanawia się, jak to się stało, że nagle tyle osób w Chocianowie zaprotestowało, cofa się w czasie do kwietnia 2018 roku. Pamięta ten dzień dość dobrze. To była niedziela i msza święta dla dzieci przygotowujących się do Pierwszej Komunii Świętej. Kiedy wyszła z córkami z kościoła, po mszy czekały na nie zdjęcia zakrwawionych płodów. Wystawę zrobił lokalny radny, obecnie popierający postulaty Konfederacji.

- Matki się wściekły i zostało złożone doniesienie na policję. Radny pod naciskiem kobiet wystawę usunął. Chyba wtedy poczułyśmy, że razem mamy siłę - wspomina Amelia.

I zapowiada, że będzie ją widać w tym tygodniu na "spacerze" po rynku w dolnośląskim Chocianowie. To właśnie na jego środku stoi kościół. Mówi, że walczy o swoje prawa, o wolność wyboru dla niej, dla swoich córek, dla dziewczyn i kobiet - w każdej dziedzinie życia. - Nikt tu mi nie będzie groził paluszkiem, że taka wolność wyboru jest niemoralna - zastrzega. I dodaje: - Ani rządzący, ani księża niech nie mówią mi, co jest dla mnie najlepsze. Bo to są moje wybory i ja będę ponosiła ich konsekwencje i te dobre, i jak trzeba będzie, to też te złe.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo