Premium

"Nadchodzą nowe czasy". Jak Olga Tokarczuk przewidywała przyszłość i co się z tego sprawdziło

Mądre głowy przewidywały różne scenariusze: katastrofę zdrowotną, globalną recesję, koniec świata, jaki znamy. Ale też... zmianę paradygmatu. Zmiana na lepsze? Prognozy sprzed roku to zajmująca lektura. Zwłaszcza gdy poczyta się nie tylko przewidywania analityków, ale i naszą noblistkę.

W marcu ubiegłego roku, u progu pandemii, Olga Tokarczuk napisała felieton dla "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Postawiła w nim ważne pytania o najbliższą przyszłość. Dzisiaj "Okno", bo taki miał tytuł, można odczytywać jako świadectwo dziwnego momentu w historii, gdy świat stanął w obliczu nieznanego zagrożenia. Ale można też wrócić do pytań, sugestii i przewidywań uczynionych wówczas przez noblistkę i sprawdzić, co tak naprawdę wydarzyło się w ciągu ostatniego roku i jak rzeczywistość ma się do tamtych lęków i nadziei.

Wczytajmy się więc w słowa pisarki.

Globalny krach

Nie mam więc "traumy odosobnienia" i nie cierpię z tego powodu, że nie spotykam się z ludźmi. Nie żałuję, że zamknęli kina, jest mi obojętne, że nieczynne są galerie handlowe. Martwię się tylko, kiedy pomyślę o tych wszystkich, którzy stracili pracę.

W słowach noblistki, wyrażających troskę o "tych, którzy stracili pracę", słychać echa medialnego zgiełku sprzed roku – w marcu 2020 roku zapowiadano totalny i globalny krach, który miał pogrążyć gospodarkę na całym świecie i spowodować, że nasze życie zmieni się już na zawsze.

Najbardziej pesymistyczne scenariusze mówiły o tysiącach bezrobotnych na ulicach, powszechnych niepokojach, wszechobecnej biedzie. Globalna gospodarka miała runąć jak domek z kart. Część z nas wiosną ubiegłego roku czyniła zapasy najpotrzebniejszych produktów, wypłacała większe kwoty z bankomatów. Ci zamożni szukali inwestycji poza systemem bankowym, na przykład kupując nieruchomości lub złoto. Media społecznościowe nakręcały spiralę niepokoju.

Ale pojawiały się również głosy bardziej wyważone.

Dr Arkadiusz Sieroń, ekonomista z Uniwersytetu Wrocławskiego, napisał wówczas: "Wzrost gospodarczy w Polsce spadnie w tym roku poniżej 3 proc. - i to zapewne znacznie".

Czas zweryfikował te słowa. Recesja stała się faktem. Nikogo już nie dziwi widok zamkniętych na głucho restauracji, siłowni czy pensjonatów. Warto jednak – na chłodno przyjrzeć się, jak wyglądają tamte prognozy w świetle obecnych wskaźników ekonomicznych.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo