Premium

Mafia is not dead. Chłopcy z ferajny wciąż tu są

Zdjęcie: Thomas Monaster/NY Daily News Archive via Getty Images

"Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, istniało coś, co zwało się mafią*. Dawno, dawno temu…" - mówił w sądzie obrońca człowieka, podejrzanego o kierowanie jedną z pięciu największych przestępczych rodzin w Nowym Jorku. Wbrew temu, co próbował wmówić Amerykanom, współczesna mafia to nie bajka. Cosa Nostra wciąż tu jest. I ma się dobrze. Tylko zmądrzała, wróciła do korzeni i zaszyła się w cieniu. O jej istnieniu niespodziewanie przypomniało zabójstwo na nowojorskiej wyspie Staten Island. Jak się okazuje, dziś, tak jak dawniej, wszystkie mafijne drogi w Ameryce prowadzą do "miasta, które nigdy nie śpi".

*W Ameryce słowo "mafia" nie oznacza po prostu zorganizowanej przestępczości. Odnosi się stricte do włoskich środowisk przestępczych. Określenie to pochodzi z języka włoskiego, choć jego etymologia nie jest do końca znana. 

"Franky Boy" był dyskretny. Potężny, ale niewidzialny. 

Miał dwie rodziny: Gambino w Ameryce i Inzerillo na Sycylii. Miejscowi gangsterzy na wyspie mawiali o nim: "jest wszystkim, co mamy tam" - w Nowym Jorku. Palermo było jego drugim domem.

Jedną z największych mafii w Stanach Zjednoczonych kierował bez rozgłosu, z ukrycia. Do czasu, gdy ciszę na nowojorskiej wyspie Staten Island przerwało dziesięć strzałów. Zupełnie niespodziewanie twarz i nazwisko domniemanego ojca chrzestnego Cosa Nostry trafiły na pierwsze strony gazet.

Śmierć przyniosła mu sławę, której nigdy nie pragnął.

Osieroceni

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo