Zmiażdżona lokomotywa leżąca na dachu, wagony powyginane, ale nikt nie zginął. "Od dziś wierzę w cuda"

Autor:
FC/gp
Źródło:
TVN 24 Poznań
Katastrofa kolejowa w Miałach (2004 r.)
Katastrofa kolejowa w Miałach (2004 r.)Fakty TVN
wideo 2/18
Fakty TVNKatastrofa kolejowa w Miałach (2004 r.)

Bosy mężczyzna wołał o pomoc, ranny mówił o cudzie. 17 lat temu pod Miałami (woj. wielkopolskie) pospieszny pociąg pasażerski uderzył w wykolejony wagon towarowy.

Była mroźna noc z 3 na 4 stycznia 2004 roku. Pociąg towarowy jechał z Poznania do Szczecina. W pewnym momencie 13 wagonów ze środka składu wykoleiło się. Jeden z wagonów wpadł na przeciwległy tor.

Kilka minut później najechał na niego rozpędzony pociąg pospieszny relacji Szczecin - Terespol. Maszynista nie był w stanie wyhamować składu. Lokomotywa z impetem uderzyła w wykolejony wagon i wypadła z torów. A za nią - wagony pasażerskie.

Katastrofa wydarzyła się w nocyarchiwum TVN24

CZYTAJ TAKŻE: ZGINĘŁO 67 OSÓB, A 64 ZOSTAŁY RANNE. TO BYŁA NAJWIĘKSZA KATASTROFA KOLEJOWA W HISTORII POLSKI

"Byłam pewna, że to zamach"

Był mniej więcej kwadrans po godzinie 1. - Kiedy zobaczyłam przez okno szczątki pociągu, byłam pewna, że był to zamach terrorystyczny – mówiła portalowi poznan.naszemiasto.pl pani Jolanta z Warszawy, pasażerka pociągu Szczecin - Terespol.

Dziennikarz tego samego portalu rozmawiał z maszynistą pociągu towarowego: - Chwilę po uderzeniu wpadł do mojej kabiny mężczyzna z wyrwaną łydką. Był bosy, krzyczał, prosząc o pomoc. Chyba dlatego przybiegł do mnie, bo tu widział światło (...) Jak wyszedłem, to było słychać płacz wśród pasażerów – mówił wówczas.

Kilka minut później o katastrofie powiadomione zostały służby ratunkowe. Pierwsze na miejsce dojechały policja i pogotowie ratunkowe. A potem strażacy z OSP Wieleń.

- Duża liczba pasażerów znajdowała się na zewnątrz pociągu. Nie zaobserwowałem objawów paniki. Wstępnie przekazałem sytuację, którą zastałem na miejscu. Większość wagonów z przodu pociągu oraz lokomotywa leżała porozrzucana poza torowiskiem. Poprosiłem o zadysponowanie wszelkich możliwych środków na miejsce zdarzenia. Lekarze z pogotowia zaopatrywali maszynistę oraz dziecko. Kilku pasażerów wskazało nam miejsce z przodu pociągu, gdzie znajdowali się ciężko ranni. Jak się później okazało, kobieta oraz mężczyzna. Poleciłem zabrać sprzęt hydrauliczny oraz zestaw PSP R1. Równocześnie wydałem rozkaz o oświetleniu terenu działań* – wspominał Dominik Dembski, zastępca naczelnika OSP Wieleń.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE>>>

Zniszczone wagony pasażerskiearchiwum TVN24

Dopiero po włączeniu świateł zobaczyli cały obraz zniszczeń. Widok musiał budzić przerażenie. Pomiażdżona lokomotywa leżąca na dachu. Pozgniatane i powyginane wagony, niektóre wręcz w harmonijkę, jeden z nich wbity w ziemię. Część z nich leżała na boku. Fragment jednego z wagonów towarowych wyrzuciło kilkadziesiąt metrów dalej. Wszędzie dookoła porozrzucany ładunek.

Obok wagonów - jak pisała Gazeta Wyborcza - "papierowe ręczniki całe we krwi, podarte poszewki poduszek, którymi ktoś przewiązywał rany. W wagonach porzucony, zapakowany w worki chleb z szynką, kilka stron skserowanego podręcznika do nauki języka rosyjskiego, w przedziale sypialnym zwinięta niedbale koszula w prążki...".

Lokomotywa wylądowała na dachuarchiwum TVN24

Więźniarkami do szkoły

Z pociągu strażacy zaczęli wyciągać pasażerów. By uwolnić niektórych z nich, musieli wycinać okna i drzwi w wagonach. Strażakom w akcji pomagali pasażerowie, którzy wyszli z wypadku bez szwanku.

- Szliśmy po kolei, od lokomotywy, później pierwszy wagon, drugi, trzeci i tak dalej. Pracownicy wronieckiego Zakładu Karnego przywieźli na miejsce gorącą zupę, to chyba była pomidorowa – wspominał portalowi mojewronki.pl strażak Tomasz Pospieszny, uczestnik akcji ratowniczej.

Pociągiem podróżowało około 200 pasażerów. Ich ewakuacja przebiegała szybko, bo na zewnątrz panował mróz – termometry wskazywały 10 kresek poniżej zera.

Wywożono ich dwiema policyjnymi więźniarkami do szkoły w Miałach. Tam czekała na nich gorąca herbata i pomoc lekarska. Jedna z aptek do szkoły dostarczyła materiały opatrunkowe. Farmaceutki i jeden z lekarzy opatrywali lżej rannych, których potem przewożono autobusami do Poznania.

"Wierzę w cuda od dzisiaj"

Tych najciężej poszkodowanych zabierano od razu do szpitali w Czarnkowie, Trzciance, Drezdenku, Pile i Szamotułach.

- Zważywszy na to, jak wygląda przedział, w którym byłem, można powiedzieć, że wierzę w cuda od dzisiaj – mówił "Faktom" TVN Tomasz Mackarz, jeden z pasażerów pociągu Szczecin - Terespol.

O podobnym szczęściu mogli mówić inni. W makabrycznie wyglądającej katastrofie nikt nie zginął. Rannych zostało 25 osób. Wszyscy trafili do szpitali, ale większość z niegroźnymi obrażeniami.

Poprzewracane wagony towarowearchiwum TVN24

Najciężej ranny został maszynista składu osobowego. Siła uderzenia była tak duża, że mężczyzna wypadł z kabiny. Przeżył, ale złamał kręgosłup.

Akcja ratunkowa trwała do godziny 10. Usuwanie rozbitych wagonów i lokomotywy zajęło dwa dni. Ruch na trasie przywrócono po sześciu dniach.

Skutki katastrofy usuwano kilka dniarchiwum TVN24

Nikt nie zawinił

Dwa dni po wypadku śledztwo w sprawie katastrofy wszczęła prokuratura. Zostało ono umorzone w czerwcu po tym, jak komisja kolejowa stwierdziła, że wypadek spowodowało pęknięcie szyny na odcinku jednego metra.

- Do katastrofy doszło w wyniku panujących w tym dniu trudnych warunków atmosferycznych, a nie w wyniku popełnienia czynu karalnego – mówił Polskiej Agencji Prasowej rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Mirosław Adamski.

*wspomnienia Dominika Dembskiego pochodzą ze strony internetowej Ochotniczej Straży Pożarnej w Wieleniu

CZYTAJ TAKŻE:

"GĘSTE ŚLADY KRWI WOŁAJĄ GŁOŚNO Z TORU O NIESZCZĘŚCIU" - MAGAZYN TVN24 O KATASTROFIE W KRZESZOWICACH W 1934 R.

SEMAFOR ŚMIERCI. DZIECI WYSKAKIWAŁY Z POCIĄGU, "OSZALELI Z PRZERAŻENIA" UCIEKALI W PANICE - MAGAZYN TVN24 O KATASTROFIE KOLEJOWEJ W POZNANIU W 1933 R.

Autor:FC/gp

Źródło: TVN 24 Poznań

Źródło zdjęcia głównego: archiwum TVN24

Pozostałe wiadomości