Pierwszy po piosenki Stanisława Staszewskiego sięgnął Jacek Kaczmarski w schyłku PRL-u. Kazik Staszewski, czyli syn Stanisława, wziął je na warsztat dopiero w latach 90. Materiałem źródłowym były amatorskie nagrania, dokonywane często wbrew woli autora, który śpiewał, akompaniując sobie na gitarze.
Trylogia piosenek Staszewskiego
Zdigitalizowanych oryginałów można posłuchać na wystawie. Pozwalają zrozumieć, jak ogromną pracę musiał wykonać Kult, a przede wszystkim jego klawiszowiec Janusz Grudziński, by zabrzmiały w aranżacjach, jakie znamy z płyty "Tata Kazika". Jej wielki sukces sprawił, że trzy lata później zespół Kazika nagrał drugi album z piosenkami jego ojca, zatytułowany po prostu "Tata 2". Już nie tak hitowy, choć "Kochaj mnie a będę Twoją", owoc zaskakującej kooperacji z Violettą Villas, trochę namieszał.
Wtedy wydawało się, że płyt sygnowanych nazwiskiem obu Staszewskich więcej nie będzie, że wszystko, co przetrwało i miało potencjał, zostało nagrane. I pewnie rozdział pozostałby zamknięty, gdyby nie Przemysław Lembicz, lider Kwartetu Pro Forma, który męczył Kazika, by sięgnąć po kolejne utwory, a konkretniej teksty, bo tylko w takiej postaci przetrwały. Dopiął swego. Muzykę stworzyli wspólnie. Tak powstał "Tata Kazika kontra Hedora", czyli trzeci krążek "tatowy". Na razie ostatni.
Po drodze wydano jeszcze tom poetyckich tekstów Staszewskiego z inicjatywy tego samego Lembicza, pod redakcją literaturoznawcy dra Krzysztofa Gajdy. Jeśli do tych dwóch dodamy jeszcze znawcę i popularyzatora twórczości "Taty Kazika" - Macieja Kubiaka, to uzyskamy pełną listę kuratorów wystawy "Ta droga była bez końca. O Stanisławie Staszewskim", która właśnie zaczęła się w Muzeum Literatury.
Więzień niemieckich obozów
"Blisko pięćdziesiąt lat po śmierci artysty ciągle odkrywane są nowe teksty, przedmioty, nagrania, pamiątki osobiste i filmy. Pojawiają się relacje związanych z nim ludzi oraz informacje dotyczące miejsc, w których działał. Wystawa ukazuje szerokie spektrum twórczości artystycznej Staszewskiego, które obejmuje nie tylko słowo pisane, ale również aspekt wykonawczy czy pracę graficzną. Staszewski pozostawił po sobie liczne rysunki - często prześmiewcze, obrazoburcze, erotyczne, ukazujące zimny i brutalny świat widziany z jego perspektywy" - czytamy w opisie wystawy. Pretekstem do jej organizacji była setna rocznica urodzin barda i poety.
Stanisław Staszewski urodził się 18 grudnia 1925 roku w Pabianicach. W czasie wojny był żołnierzem Armii Krajowej (ps. Szary), wybuch Powstania Warszawskiego zastał go na Pradze. Po rozwiązaniu oddziału opuścił Warszawę z ludnością cywilną, został aresztowany i trafił do obozów koncentracyjnych w Mauthausen i Ebensee. Po tym, jak został brutalnie pobity, trafił na stertę zwłok przygotowanych do spalenia. Ocalił go przypadek - paczka od ciotki z Pabianic. Kapo odnalazł półżywego więźnia, by móc legalnie odebrać jego przesyłkę, którą chciał przejąć. W szpitalu Staszek doszedł do siebie, przeżył.
Kuratorzy stawiają tezę, że jego późniejszy hedonizm wynikał z tego dramatycznego doświadczenia. Odwrotnie z twórczością - na nią obozowa historia wpłynęła posępnie.
Architekt, bard, poeta, emigrant
Po wojnie Staszewski skończył architekturę na Politechnice Warszawskiej. W 1960 roku został naczelnym architektem Płocka. Prowadził bujne życie towarzyskie, stając się centralną postacią miejscowej bohemy artystycznej, bywalcem klubu Marabud.
"Artystyczny styl życia, który nie licował ze sprawowaną funkcją, doprowadził do konfliktu z lokalnymi władzami. Jego twórczość zaczęła być postrzegana jako ideologicznie niewłaściwa, a sam autor został usunięty z partii, co oznaczało koniec kariery na wysokim stanowisku. Stanisław Staszewski w 1965 roku wrócił do Warszawy, w tym czasie rozpadło się też jego małżeństwo z żoną Krystyną, którego owocem był dwuletni wówczas syn Kazimierz. W 1967 roku Staszewski wyjechał do Paryża, gdzie pracował głównie jako kreślarz, ale funkcjonował nadal jako środowiskowy bard" - informują kuratorzy.
Kasety z rodzinnego spotkania
Okres pabianicko-warszawsko-płocki dokumentuje pierwsza część ekspozycji, paryski opowiedziano w drugiej sali. I to właśnie tam można zobaczyć odnalezioną po 40 latach oryginalną gitarę barda i małe organy elektryczne, które można usłyszeć w piosence "Natalia w Bruklinie", satyrycznego zespołu El Dupa, w którym swego czasu udzielał się Kazik.
W tym miejscu wystawy warto usiąść i posłuchać nagrań poczynionych w 1971 roku w Paryżu. Dokumentują spotkanie Stanisława, jego byłej już wtedy żony Krystyny i ośmioletniego Kazika, jedyne w tym składzie po emigracji. Kazia roznoszą ciekawość i energia, słychać pierwsze próby z klawiszami, dociekanie, jak włączyć mikrofon, wreszcie śpiew. Nie brakuje mu śmiałości, nie zraża umiarkowany talent wokalny. Ale największe wrażenie robi, gdy zapomina się i mówi do ojca per "wujek". "Tata" - prostuje natychmiast Stanisław, który ojcem był głównie korespondencyjnym.
Więcej się nie spotkali. Niespełna dwa lata później już nie żył. Akt zgonu ze szpitala św. Antoniego w Paryżu, dokumenty przewozowe, gazetowe nekrologi można zobaczyć w gablocie tuż obok.
Wystawę "Ta droga była bez końca. O Stanisławie Staszewskim" można oglądać do 8 marca 2026 w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza na Rynku Starego Miasta.
Autorka/Autor: Piotr Bakalarski
Źródło: tvnwarszawa.pl
Źródło zdjęcia głównego: Ze zbiorów rodziny Staszewskich