Pomorze

Żądają usunięcia pomnika księdza Jankowskiego. Po reportażu w "Dużym Formacie"

Pomorze

Politycy chcą usunięcia pomnika księdza Henryka Jankowskiego
Politycy chcą usunięcia pomnika księdza Henryka JankowskiegoKropka nad i
wideo 2/11

"Zwracam się do Prezydenta Gdańska o pilne zajęcie stanowiska w sprawie obecności pomnika księdza Henryka Jankowskiego w Gdańsku" - napisała na portalu społecznościowym posłanka Joanna Scheuring-Wielgus. To reakcja na reportaż w "Dużym Formacie", którego jedna z bohaterek opowiedziała o molestowaniu jej przez księdza.

Odlana z brązu postać prałata Jankowskiego stoi w pobliżu Bazyliki św. Brygidy w Gdańsku, gdzie od 1970 roku duchowny był proboszczem.

W sierpniu 1980 roku odprawiał msze św. dla strajkujących robotników podczas historycznego protestu w Stoczni Gdańskiej. Został kapelanem Solidarności i w latach 80. był w najbliższym otoczeniu Lecha Wałęsy. Stał się jednym z najbardziej znanych polskich księży. Zmarł 12 lipca 2010 roku. Miał 74 lata.

Osiem lat po jego śmierci Barbara Borowiecka postanowiła opowiedzieć dziennikarce "Dużego Formatu" o tym, co ją spotkało 50 lat temu. Reportaż Bożeny Aksamit, który nosi tytuł: "Sekret Świętej Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?", wywołał oburzenie.

"A ty nie wiesz, co Jankowski robi"

"Wkładał ręce w majtki i próbował je zdjąć. Nie udało mu się. Pamiętam, że miałam spódniczkę na gumce, naciągnęłam majtki tak, że trzymałam je w zębach i odpychałam się rękoma. Byłam przerażona, nie rozumiałam, czego chce, co to znaczy "od tyłu". A on mówił: "Ja ci pokażę, jak się spuścić. Był obleśny” - tak Borowiecka opisuje pierwszy raz, kiedy miał skrzywdzić ją ksiądz. Później miał to robić "10, może nawet 20 razy".

Jak opowiada dziennikarce kobieta, to ks. Jankowski miał doprowadzić do samobójstwa jej koleżanki, Ewy. 16-latka miała być z nim w ciąży.

"Wszystkich paraliżował wstyd. Nikt nie powiedział: 'Ksiądz mnie dotykał tu i tam'. To były półsłówka typu: 'A ty nie wiesz, co Jankowski robi?'. Ewa, gdy zaszła w ciążę, powiedziała mi: 'Przez Jankowskiego mam problem. Potem zaczęła popłakiwać, na koniec nie wychodziła z domu, tylko siedziała w oknie. Potem skoczyła'.

Z reportażu wynika, że ofiar księdza mogło być więcej. Po jego plebanii miała kręcić się gromadka nastolatków, którzy m.in. częstowali gości alkoholem.

Kościół miał wiedzieć o tym, co dzieje się na plebanii. W grudniu 2003 roku matka nastoletniego Sławka zgłosiła się do sądu. W 2004 roku ruszyło śledztwo w sprawie rzekomego molestowania jej syna. Miał on nocować na plebanii i wyjeżdżać z księdzem na ferie – ksiądz go szczególnie faworyzował, dawał prezenty.

W grudniu 2004 roku w prokuraturze zeznawał m.in. ksiądz Józef Paner, który przebywał w parafii od 1988 roku.

"Chłopcy pojawili się na plebanii pięć, sześć lat temu" – opowie śledczym w 2004 roku. – "Nikomu z księży tam mieszkających nie podobało się, że chłopcy podają gościom alkohol. Nie reagowałem, bo to było niezależne ode mnie. Jednak kiedyś przy stole w jadalni specjalnie sprowadziłem rozmowę na temat całowania w usta między mężczyzną a chłopcem. W odpowiedzi ksiądz Jankowski zapytał mnie: 'A co w tym złego czy dziwnego?'" – czytamy w tekście.

W grudniu 2004 roku prokurator Barbara Kamińska z Prokuratury Okręgowej w Elblągu umorzyła śledztwo w sprawie "doprowadzenia małoletniego do obcowania płciowego i poddania innej czynności seksualnej".

"Mimo że biegła psycholog sugerowała, że Sławek zataił, co działo się między nim a prałatem, zwyciężyła opinia innego biegłego. Profesor Zbigniew Lew-Starowicz napisał: 'Zachowanie polegające na całowaniu w usta, klepaniu po pośladkach, przyciąganiu mocno do siebie i jednocześnie przytulaniu do klatki piersiowej oraz głaskaniu po twarzy miały charakter publiczny. Wyżej wymienione zachowania księży wobec chłopców są dość często spotykane i w wielu przypadkach nie mają charakteru seksualnego, bywają formą okazywania bliskości" – czytamy.

W tym samym czasie prokurator miała umorzyć także sprawę Piotra, który jako nastolatek uciekł z domu i trafił w Gdańsku na księdza Jankowskiego.

"Ksiądz jedną ręką rozpiął rozporek, drugą trzymał mnie mocno za plecy. Klęknąłem, wtedy zbliżył się i włożył mi członka do ust. Powiedział, że nie będę tego żałował. Po wszystkim zrobiło mi się niedobrze i pobiegłem do toalety zwymiotować" – miał zeznawać chłopak w październiku 2004 roku.

Politycy: jeśli to prawda, w Gdańsku zajdą duże zmiany

Reportaż Bożeny Aksamit wywołał duży odzew polityków.

- Jest bardzo wstrząsający. Pokazuje nowe fakty z życia księdza prałata Jankowskiego. Dokłada to ciemną stronę do jego zasług - mówi Piotr Borawski, szef klubu radnych KO w Gdańsku.

Jak dodaje, jeśli przedstawione w reportażu "Dużego Formatu" zdarzenia okażą się prawdziwe, spowoduje to duże zmiany w Gdańsku.

- Ksiądz prałat Jankowski ma w Gdańsku pomnik, skwer swojego imienia, jest także honorowym obywatelem Miasta Gdańska. Rozmawiałem wczoraj z radnymi i ci, którzy przeczytali reportaż, są absolutnie wstrząśnięci. Jeżeli fakty, które zostały podane, okażą się prawdziwe, a są pod nazwiskiem, są relacje konkretnych ofiar, świadków, to powinniśmy zacząć procedurę, aby skwer, honorowe obywatelstwo i pomnik księdzu prałatowi w Gdańsku odebrać - mówi.

Głos w tej sprawie zabrała też posłanka Joanna Scheuring-Wielgus z partii Teraz!. Na jednym z portali społecznościowych napisała, że "w pedofilii nie ma okoliczności łagodzących" i złożyła petycję do Pawła Adamowicza, prezydenta miasta, o usunięcie pomnika ks. Jankowskiego.

- Pomnik należy rozebrać. To się należy ofiarom - mówiła w "Kropce nad i" w TVN24 Barbara Nowacka z Inicjatywy Polska. - Z tego tekstu wynika, że bardzo wiele osób o tym wiedziało (...), że ten pan gwałcił dzieci, a nikt nie reagował.

Nowacka zwróciła uwagę, że Jankowski "trząsł Gdańskiem bardzo długo". - Dlaczego nikt się nie zajął tą pedofilią jego, jakie to są układy? - pytała w "Kropce nad i".

Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, był ministrantem w kościele św. Brygidy u proboszcza Jankowskiego. Na temat reportażu odniósł się na Facebooku. - "Jestem dogłębnie poruszony publikacją w 'Gazecie Wyborczej'. Wierzę, że ta sprawa dla dobra kościoła i pamięci kapelana 'Solidarności' powinna być wyjaśniona, a Kościół w opisanej sprawie powinien zająć stanowisko. Sam ksiądz Jankowski już głosu nie zabierze, podobnie jak jego wieloletni zwierzchnik arcybiskup Gocłowski - napisał prezydent Gdańska. - Inicjatorem budowy pomnika księdza był społeczny komitet, a decyzję w tej sprawie i kwestii nadania nazwy skwerowi podejmowała Rada Miasta. Głos w sprawie pomnika i skweru powinni zabrać przede wszystkim mieszkańcy i ja sam tę dyskusje z mieszkańcami podejmę - dodał.

Lech Wałęsa powiedział "Wyborczej", że źle się stało, że ksiądz Jankowski już nie może się bronić. "Nie lubię walczyć ze zmarłymi. Takie sprawy oddaję w ręce Pana Boga, niech on je rozlicza. Ja o tych sprawach, o których teraz przeczytałem, nie wiedziałem. Gdybym wiedział, co najmniej bym zapytał, czy coś z tego jest prawdą. Nie darowałbym mu" - stwierdził były prezydent.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: MAK / Źródło: Duży Format/TVN24/PAP

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości