"Psy i koty w brudzie, w zbyt małych klatkach". Właściciele hodowli skazani

TVN24 | Pomorze

Autor:
MAK
Źródło:
PAP/TVN24
Małżeństwu z Dobrcza grozi do 8 lat więzieniaTVN 24 Pomorze
wideo 2/6
TVN 24 PomorzeMałżeństwo groziło osiem lat więzienia (wideo archiwalne)

Zwierzęta miały ograniczony dostęp do światła. Trzymane były w brudzie, w zbyt małych klatach. Bydgoski sąd uznał, że Izabela Ch.-G. i Roman G., prowadząc hodowlę w rażąco złych warunkach, znęcali się nad zwierzętami. Kobieta ma spędzić rok w więzieniu, a mężczyzna osiem miesięcy. 

Wyrok zapadł w piątek przed Sądem Rejonowym w Bydgoszczy. Jak stwierdziła sędzia, oboje oskarżeni od września 2013 roku do czwartego lutego 2017 roku, prowadząc hodowlę psów i kotów w Bydgoszczy i Dobrczu, znęcali się nad zwierzętami. W wyroku wskazano, że polegało to na utrzymywaniu zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania, w stanie "rażącego zaniedbania i niechlujstwa".

Psy i koty miały ograniczony dostęp do światła, trzymane były w nadmiernym zagęszczeniu i w zbyt małych klatkach, nie miały możliwości załatwiania potrzeb fizjologicznych poza legowiskiem i nie mogły obserwować świata zewnętrznego. Zwierzęta nie miały zapewnionej opieki weterynaryjnej i zabiegów pielęgnacyjnych.

W niektórych przypadkach utrzymywanie zwierząt w takich warunkach doprowadziło do ich patologicznych zmian psychicznych i somatycznych. W takich warunkach żyło kilkadziesiąt psów i kotów, które później były sprzedawane różnym właścicielom, a także zwierzęta zastane w czasie likwidacji hodowli. Było to 175 psów i 23 koty.

"Nie widziałem czegoś takiego, choć od 10 lat likwiduję nielegalne hodowle"

O hodowli w Dobrczu zrobiło się głośno w lutym 2017 roku. Małżeństwo sprzedawało szczeniaki między innymi buldoga francuskiego, yorka, maltańczyka, owczarka border collie, bulteriera, shih tzu oraz koty norweskie. Ceny sięgały 1500 złotych za sztukę.

Placówką zainteresowały się służby, kiedy do Pogotowia dla Zwierząt zwrócił się zaniepokojony weterynarz. Leczył on jednego ze szczeniaków kupionych od hodowców. Miał być wychudzony, oropiały i brudny. Działacze stowarzyszenia zadzwonili na policję i razem udali się do hodowli.

- Zastaliśmy tam okropny widok. Nie widziałem czegoś takiego, choć od 10 lat likwiduję nielegalne hodowle. Odór był obrzydliwy. Wszędzie leżały odchody – relacjonował wtedy Grzegorz Bielawski z Pogotowia.

Pseudohodwcy trzymali zwierzęta w fatalnych warunkachPogotowie dla Zwierząt

Małżeństwo zostało uniewinnione od części zarzutów

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO >>>

Jak ustalili śledczy, zwierzętami faktycznie zajmowała się Izabela Ch.-G., ale Roman G. był współwłaścicielem hodowli. - Materiał dowodowy (...) wskazuje na to, że taki sposób utrzymywania zwierząt należy oceniać jako znęcanie się nad nimi w rozumieniu Ustawy o ochronie zwierząt - podkreśliła w piątek w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Joanna Jucewicz. Sąd zaliczył obojgu oskarżonym na poczet kary okres przebywania w areszcie tymczasowym od 8 lutego do 4 września 2017 roku. Od oskarżonych zasądzono po 20 tysięcy złotych nawiązek na rzecz Fundacji SOS Bokserom w Warszawie. Mają oni też zakaz prowadzenia hodowli zwierząt przez pięć lat. Sąd orzekł też przepadek zwierząt z hodowli.

Małżeństwo oskarżone było również o oszustwa na szkodę klientów, którym sprzedawali psy i koty w złym stanie zdrowia. Od tych zarzutów zostali jednak uniewinnieni. Wyrok, który zapadł w piątek, jest nieprawomocny.

Autor:MAK

Źródło: PAP/TVN24

Źródło zdjęcia głównego: Pogotowie dla Zwierząt