|

Kilka faktów o Zondacrypto, które wielu zignorowało

Sylwester Suszek - zaginiony prezes, założyciel Platformy Bitbay w Warszawie (zdjęcie z 8.07.2018)
Sylwester Suszek - zaginiony prezes, założyciel Platformy Bitbay w Warszawie (zdjęcie z 8.07.2018)
Źródło: Tomasz Pikula/EastNews
Dzisiaj dbamy o swoje życie i to jest najważniejsze - mówił w 2020 roku Sylwester Suszek, twórca dzisiejszej giełdy Zondacrypto. Dwa lata później zaginął bez śladu. Ale giełda działała dalej i rosła. Finansowała Polski Komitet Olimpijski i nagrody dla medalistów. A teraz bankrutuje. Artykuł dostępny w subskrypcji
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Skąd się wzięła Zondacrypto?
  • Co stało się z pierwszym prezesem giełdy Sylwestrem Suszkiem?
  • Jakie powiązania z politykami prawicy ma firma?

Przez lata Zondacrypto była dla Polaków bramą do ryzykownego, ale dla wielu kuszącego świata bitcoinów, altcoinów i cyfrowych tokenów, których ceny zmieniają się z minuty na minutę.

I do mitycznego blockchaina - technologii napędzającej krypto, wokół której entuzjaści budowali obietnicę "finansowej wolności".

Gdy inne platformy czy krypto kantory - w kraju i za granicą - traciły wiarygodność, padały ofiarą ataków hakerskich czy bankrutowały, Zondacrypto rosła. Podawała się za "największą platformę wymiany krypto w Europie Środkowo-Wschodnie", z ponad 70 kryptowalutami i "szybkimi wypłatami".

Pompowała swój wizerunek przez sponsoring sportowy: od Rakowa Częstochowa, przez turyński Juventus, po nagrody dla medalistów olimpijskich. Chwaliła się zagranicznymi licencjami i przekonywała użytkowników, że ich środki są "zabezpieczone na każdą ewentualność".

Najlepsza Giełda Kryptowalut

Jeszcze pod koniec marca przedstawiciele giełdy otwierali warszawską konferencję Next Block Expo. Zondacrypto była jej głównym sponsorem. Dostała tytuł "Best Crypto Exchange" (Najlepszej Giełdy Kryptowalut) - przyznany przez użytkowników krypto.

W specjalnej "zondacrypto zone" serwowano popcorn, a między gośćmi chodził człowiek przebrany za dużego, różowego jednorożca, co miało symbolizować, że spółka to tzw. "unicorn", czyli startup technologiczny warty miliard dolarów.

I cały ten wizerunek rynkowej potęgi legł w gruzach zaledwie dwa tygodnie później.

6 kwietnia portale money.pl i Wirtualna Polska ujawniły analizę firmy Recoveris, z której wynika, że tzw. gorący portfel giełdy jest niemal wyzerowany: stan bitcoinów spadł o 99,7 proc., do 0,18 bitcoina.

Coraz więcej klientów zaczyna alarmować o problemach z wypłatami.

9 kwietnia prezes Zondakrypto - Przemysław Kral - przekonywał, że te problemy są efektem "usterki technicznej", a nie braku płynności. Firma "absolutnie nie bankrutuje" – zapewniał.

"Środki użytkowników są bezpieczne, a wszystkie zlecenia są realizowane sukcesywnie" - uspokajali też administratorzy kanału Zondacrypto na Telegramie, gdzie giełda komunikuje się ze swoimi klientami bezpośrednio.

Ale 16 kwietnia prezes Kral nagle zmienił front. - Sytuacja jest poważna - oznajmił na filmie wrzuconym do serwisu X.

Sponsor generalny PKOl-u - logo na siedzibie Centrum Olimpijskiego w Warszawie
Sponsor generalny PKOl-u - logo na siedzibie Centrum Olimpijskiego w Warszawie
Źródło: MARCIN BANASZKIEWICZ / FotoNews / Forum

Najpierw winą za kłopoty obarczył media, które - w jego ocenie - doprowadziły do paniki na rynku i do tego, że zaczęły się masowe wypłaty, których "nie przetrwałby żaden bank".

Ale chwilę później wprost już przyznał, że nie ma dostępu do pieniędzy. A dokładnie - nie ma klucza dostępu do portfela kryptowalutowego giełdy. Portfela, w którym – jak twierdzi – jest 4500 bitcoinów (w przeliczeniu na złotówki ok. 1,2 miliarda). Według Krala, klucz ma Sylwester Suszek, były prezes giełdy.

I ku zaskoczeniu wszystkich, Kral - na nagraniu - zaapelował do zaginionego przez czterema laty Suszka, żeby "przekazał klucze prywatne do tego adresu".

Gdzie jest Suszek i czy żyje - nie wiadomo. Prokuratura bada to od 2022 roku. 17 kwietnia wzięła też pod lupę Zondacrypto.

19 kwietnia rada nadzorcza spółki złożyła dymisję ze względu na "istotne niespójności pomiędzy niektórymi publicznymi oświadczeniami" Zondacrypto, a realiami firmy. Co więcej, jak się okazało organ powołany do kontroli firmy - w szczególności jej wypłacalności - o jej kondycji finansowej dowiedział się z mediów.

21 kwietnia - prezes Kral informuje pracowników o zakończeniu z nimi współpracy i zobowiązuje ich do zwrot służbowego sprzętu. Nie pada słowo upadłość, ale wygląda to na koniec działalności firmy, która jeszcze kilka dni wcześniej roztaczała wizje świetlanej przyszłości.

Jak mogło do tego dojść?

Historia Zondacrypto układa się w serię sygnałów ostrzegawczych przez lata lekceważonych przez polityków, publiczne instytucje czy tzw. branżowe "dziennikarstwo" świata krypto, które od zawsze przekonuje, że “tradycyjne” media tego świata nie rozumieją.

Oto sześć kluczowych faktów z historii Zondacrypto.

Czytaj także: