"Zlecamy kontrolę". Główny Inspektorat Ruchu Drogowego o firmie organizującej przejazd pielgrzymów
Konkolewski w "Faktach po Faktach" w TVN24 pytany był o to, co inspektorat wie o firmie przewozowej organizującej wyjazd autokaru z pielgrzymami, który uległ wypadkowi na Węgrzech. W odpowiedzi Konkolewski przekazał, że od rana jest w kontakcie z ministrem infrastruktury Dariuszem Klimczakiem i przypomniał, że kontrole autokarów to dla inspektoratu "normalna praca".
- To zdarzenie drogowe, ta dramatyczna katastrofa nie doprowadza do tego, że działamy pod publikę. Nie - podkreślił.
Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech. Będzie kontrola
- Codziennie policja, Inspekcja Transportu Drogowego dba o bezpieczeństwo i powiem więcej, nasze autokary są w dobrej kondycji technicznej, jest coraz bardziej bezpiecznie - mówił.
- Jutro zlecamy kontrolę tej firmy przewozowej - zapowiedział. Przekazał, że taką decyzję podjął Klimczak.
Zaznaczył, że kontrole tej firmy były prowadzone "wielokrotnie". - W ciągu ostatnich sześciu lat autokary tej firmy były przez Inspekcję Transportu Drogowego kontrolowane 11 razy. Dziewięć razy ta kontrola zakończyła się pozytywnie, a więc inspektorzy nie stwierdzili żadnych usterek, żadnych naruszeń, natomiast w dwóch przypadkach, no niestety, stwierdzili uchybienia - przekazał.
Uchybienia w firmie odpowiadającej za przejazd autokaru
Jakiego rodzaju były to uchybienia? - Raz brak wykresówek w tachografie. Zakończyła się ta kontrola mandatem karnym w wysokości 1000 złotych dla kierującego - powiedział.
W drugim przypadku "inspektorzy stwierdzili uchybienia, jeżeli chodzi o czas pracy, czas odpoczynku". - Tutaj zostały nałożone kary w wysokości też około 1000 złotych - przekazał.
- To nie były duże rozbieżności, ale te usterki zostały przez inspektorów ujawnione - powiedział Konkolewski. Przekazał, że ostatnia kontrola miała miejsce 25 lutego 2025 roku.
Konkolewski wyjaśnił, że kontrole prowadzone w tej firmie były rutynowe, nie wynikały z zawiadomienia. - Jeżeli chodzi o zawodowców, takie naruszenia nie powinny mieć miejsca - zaznaczył.
Zapowiedział, że sprawdzony zostanie każdy pojazd tej firmy. - Sprawdzimy dokumenty, czy są odpowiednie zezwolenia, licencje i tak dalej - przekazał.
"Nie wiem po prostu, jak to się stało"
Właściciel firmy przewozowej Tadeusz Dykas przekazał, że obaj kierowcy, którzy kierowali autokarem, jeżdżą do Medjugorje regularnie. Stamtąd właśnie wracali pielgrzymi. - Nie wiem po prostu, jak to się stało, czy rzeczywiście [kierowca prowadzący pojazd - red.] zasnął, czy zasłabł. Nie mam pojęcia. To wszystko wyjaśni dochodzenie - oświadczył.
Tadeusz Dykas powiedział ponadto, że osobiście zna pielgrzymów z tej grupy, gdyż oni również jeżdżą do Medjugorje regularnie - "co roku". W niedzielę odwiedził rannych i zostawił im "jakieś drobne na wodę i takie rzeczy".
- Pobudzili się, jak już autobus, z tego, co relacjonowali, już był położony na boku. (...) Wyjechali zgodnie z czasem, tak jak mieli wyjechać. Wszyscy nawet mówią, że była pielgrzymka super. Do 6 rano mieli dotrzeć na miejsce. Nie udało się - opowiedział przedsiębiorca.