Władimir Putin nie pojedzie na szczyt G20? "On w tym wszystkim widzi pułapkę"
Jan Truszczyński, dyplomata, były ambasador RP przy Unii Europejskiej, pytany był w "Faktach po Faktach" w TVN24, dlaczego przywódca Rosji Władimir Putin został zaproszony na szczyt G20. - Być może pojawi się okazja do (...) bezpośredniej rozmowy o warunkach, możliwościach i optyce rosyjskiej zawieszenia broni i zakończenia przynajmniej przejściowego tej agresji rosyjskiej na Ukrainę - odpowiedział.
- Innego powodu ja sobie nie bardzo wyobrażam, dlatego że Rosja, jako gospodarka, co prawda nadal formalnie pasuje do grona G20, ale jednak mimo wszystko to gospodarka objęta daleko idącymi sankcjami, gospodarka pozostająca poza obiegiem, głównym nurtem gospodarki światowej - mówił.
Truszczyński: jeśli Putin pojawi się na G20, to nie będzie zupełnym pariasem
Truszczyński ocenił, że "trudno byłoby zapewne organizować jakiś szczyt w kraju neutralnym, trzecim, typu Turcja lub inne podobne państwo". - Szczyt G20, ponieważ i tak jest, i na nim są przywódcy państw, jest to okazją, żeby na boku poprowadzić rozmowę z Putinem - powiedział. Zaznaczył jednak, że nie wie, czy przywódca Rosji w ogóle pojawi się w Miami.
Jeśli Putin pojawiłby się na szczycie, to jak spotkanie miałoby wyglądać? - Nie łudźmy się, szeroko rozumiane Południe oraz partnerzy Putina, tacy jak Chiny, nie będą stronić od podawania mu ręki, fotografowania się z nim czy prowadzenia rozmowy bilateralnej na boku takiego szczytu, więc on nie będzie tam, jeśli pojedzie, zupełnym pariasem - ocenił dyplomata.
- Nas powinno interesować głównie albo prawie wyłącznie to, czy będzie to okazja do naciśnięcia bezpośredniego i próby podjęcia dealu z Putinem w sprawie zawieszenia broni, czy nie, i jakie kroki to poprzedzą ewentualnie, bo to musi być przygotowane. To nie może wziąć się z powietrza, tylko musi być przygotowane przez zespoły o lepszej jakości, lepszej próby niż Witkoff i Jared Kushner - mówił.
Władimir Putin nie pojedzie na szczyt G20? "On się boi"
Wacław Radziwinowicz z "Gazety Wyborczej", wieloletni korespondent w Rosji, powiedział, że "jeśli się rozumie język Kremla, który dzisiaj mówi, że dziękuje za zaproszenie, będziemy rozważać i tak dalej, to znaczy nie". - Putin nie pojedzie - stwierdził.
Wyjaśnił, że "nie pojedzie z dwóch względów". - On się boi. On poleciał do Anchorage, ponieważ parę minut był tylko w cudzej przestrzeni powietrznej, a lecieć przez Atlantyk to on się po prostu będzie bał - powiedział Radziwinowicz.
- Po drugie, on w tym wszystkim widzi pułapkę, że chcą go posadzić razem z Zełenskim. Nie będzie miał wyjścia, będzie musiał rozmawiać - ocenił.
Sekretarz stanu USA Marco Rubio, informując o zaproszeniu Putina na G20, mówił: - Uważamy, że jest to dla niego okazja, by zaangażować się w rozmowy nie tylko z prezydentem, ale również z innymi światowymi przywódcami. Mamy nadzieję, że przyjmie to zaproszenie.
Co to znaczy, że "Rosja szykuje coś dużego"?
Goście "Faktów po Faktach" byli też pytani, co mógł mieć na myśli wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski, mówiąc za źródłami, że "Rosja szykuje coś dużego". - Prawdopodobny scenariusz to chyba rzeczywiście najbardziej ataki dronowe albo podpalenia, głównie w Europie Zachodniej - stwierdził Truszczyński.
Radziwinowicz zauważył z kolei, że "Narwa (…) to jest miejsce znakomite na prowokację". - Narwa to miasto (w Estonii - red.), gdzie dużo jest Rosjan proputinowskich, graniczące przez rzekę z Iwangorodem, gdzie został wprowadzony jakiś dziwny stan wyjątkowy - zaznaczył.
- Rosyjska strefa przygraniczna to jest jakiś sygnał ostrzegawczy i w tym miejscu można by zorganizować jakąś prowokację, jakieś prześladowanie, w cudzysłowie oczywiście, mniejszości rosyjskiej, które zmusza Rosjan do interwencji, jakiejś operacji policyjnej, wojskowej czy coś takiego - mówił.
Radziwinowicz skomentował też piątkową konferencję prasową Putina, która odbyła się w Petersburgu. - On właśnie nawiązywał, że mniejszość rosyjska jest uciskana w krajach bałtyckich, że będziemy ich bronić, będziemy ich bronić prawnymi metodami i tak dalej - zauważył.