|

Szef Zondacrypto, prezes PKOl i złoty zegarek za 40 tysięcy euro

Przemysław Kral i Radosław Piesiewicz
Przemysław Kral i Radosław Piesiewicz
Źródło zdj. gł.: Materiały prasowe
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz dostał od szefa Zondacrypto Przemysława Krala zegarek Patek Philippe wart 40 tysięcy euro oraz inne prezenty - wynika z ustaleń wspólnego śledztwa "Superwizjera" TVN24 i Wirtualnej Polski. Za co? Szef PKOl miał obiecywać prezesowi giełdy kryptowalut wstawiennictwo u byłego premiera i u prezesa UOKiK - twierdzą nasze źródła. Piesiewicz potwierdza, że Kral przekazał mu zegarek, ale zapewnia, że zapłacił za niego gotówką.

Informacje w tym tekście opierają się na materiałach zabezpieczonych na urządzeniach elektronicznych oraz kontach należących do osób związanych z Zondacrypto. Weryfikowaliśmy je podczas rozmów z pracownikami upadłej giełdy kryptowalut, sprawdzając w innych źródłach oraz korzystając z ogólnodostępnych informacji.

Najważniejsze ustalenia:
  • 10 września 2025 roku przedstawiciele Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który od miesięcy przyglądał się Zondacrypto, spotykają się w tej sprawie z funkcjonariuszami Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wnioskują też, by giełdę wziął pod lupę Generalny Inspektor Informacji Finansowej.
  • Jesienią 2025 roku, gdy do giełdy szły kolejne pisma z urzędu, Piesiewicz zapowiadał Kralowi, że sprawę załatwi u Mateusza Morawieckiego i u prezesa UOKiK. Potem - twierdzą nasi rozmówcy - zameldował, że jest po sprawie.
  • Prezes PKOl miał w telefonie pismo prezesa UOKiK z 22 września 2025 roku dotyczące reklam Zondy - z sygnaturą i nazwiskiem urzędnika prowadzącego sprawę. Przesłał mu je Kral. Piesiewicz odpisał: "mam".
  • 19 listopada 2025 roku Przemysław Kral kupił zegarek Patek Philippe Calatrava 6007G-001. Faktura opiewa na równe 40 tysięcy euro. Odbiór z salonu umówił na piątek 28 listopada.
  • Od 26 do 29 listopada Piesiewicz z członkiem rodziny byli w Monako na koszt Krala. 28 listopada szef giełdy napisał, że musi mu "coś przekazać". Że zajmie to 15 minut. Wieczorem prezes PKOl odpisał: "Jestem w szoku, dziękuję".
  • Prezes UOKiK Tomasz Chróstny zaprzecza, by jakakolwiek interwencja miała miejsce. Podobne zaprzeczenie dostaliśmy z biura poselskiego Mateusza Morawieckiego.
  • Piesiewicz niczego nie załatwił. Wręcz przeciwnie: urząd w tym czasie przekazywał sprawę służbom.
  • W kwietniu 2026 roku Radosław Piesiewicz, zapytany w RMF24, czy dostał od Zondacrypto jakiekolwiek wynagrodzenie, odpowiedział: "Nie".
  • Zapytany przez nas, Piesiewicz odpowiedzi opublikował na platformie X. Przyznał w nich, że zegarek ma, że przekazał mu go Kral. Twierdzi, że zegarek kupił "z własnych osobistych środków" i oddawał je Kralowi w gotówce, w ratach.

Piętnaście minut

Jest piątek, 28 listopada 2025 roku. Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, jest w Monako. Przyleciał dwa dni wcześniej z członkiem rodziny. Z lotniska w Nicei odebrał ich kierowca w czapce z logo Zondacrypto.

O 13.15 prezes PKOl pisze do Przemysława Krala, prezesa giełdy kryptowalut Zondacrypto (zachowujemy oryginalną pisownię we wszystkich fragmentach cytowanej korespondencji): "Cześć Przemku, jak dziś o której Ci pasuje?".

Kral odpowiada 27 minut później. "Bardziej pewnie koło 15:00 potrzebuje Ci coś przekazać najlepiej w hotelu". I zaraz druga wiadomość: "Zajmie nam 15 minut".

"Umówieni jesteśmy na 15.00 w hotelu" - odpisuje Piesiewicz.

Kral się spóźnia. O 15.27 tłumaczy: "Kierowca nie zdoła mi przywieźć na 15:00 będę dawał znać pewnie bliżej 16:00". Osiem minut później dopisuje: "Będzie Pan zadowolony".

Spotykają się po 18. "Za 15 minut na recepcji nadole?" - pyta Kral o 18.40.

O 19.45 Piesiewicz pisze: "Dziękuję". O 19.46: "Jesteś niesamowity".

I jeszcze jedna wiadomość, z 23.41: "Jestem w szoku dziękuję".

W korespondencji nie pada słowo "zegarek".

Radosław Piesiewicz, prezes PKOl
Radosław Piesiewicz, prezes PKOl
Źródło zdjęcia: Piotr Nowak / PAP

Rocco

Dziewięć dni wcześniej, 19 listopada, Przemysław Kral prowadzi inną rozmowę. Z kontaktem zapisanym w jego telefonie jako "Carlo Philip Patek".

O 17.52 dostaje plik PDF. O 17.53 wiadomość: "Calatrava invoice". I zaraz kolejną: "And thanks again and again". W pliku jest faktura. Jedna pozycja: zegarek Patek Philippe Calatrava 6007G-001 w białym złocie. Cena katalogowa 33 204,92 euro, po rabacie 32 786,89. Z podatkiem - równe 40 tysięcy.

Adnotacja: "pagamento: avvenuto". Zapłacone.

Fakturę wystawiono na nazwisko Przemysława Krala i jego prywatny adres. Te dwa szczegóły - kto figuruje na dokumencie i że w dniu wystawienia był on już opłacony - okażą się w tej historii kluczowe.

Patek Philippe to genewska manufaktura, której początek dali w 1839 roku dwaj polscy emigranci po powstaniu listopadowym, Antoni Patek i Franciszek Czapek. Dziś firma wypuszcza na cały świat około 72 tysięcy zegarków rocznie, kilkanaście razy mniej niż Rolex. Na wiele modeli obowiązują listy oczekujących liczone w latach, a o tym, kto na nie trafi, decyduje sprzedawca.

Calatrava 6007G-001 ma kopertę z białego złota o średnicy czterdziestu milimetrów, czarną tarczę z tłoczonym wzorem karbonu (przypomina plecionkę), żółte akcenty na wskazówkach minut i sekund, żółte przeszycie czarnego paska i żółtą podszewkę. W środku 207 części, 30 kamieni, wahnik z 21-karatowego złota. Z tyłu szkiełko szafirowe. Model wywodzi się ze stalowego 6007A, wydanego w 2020 roku w tysiącu egzemplarzy na otwarcie nowej manufaktury i wyprzedanego w dniu premiery. Białozłote wersje weszły do oferty w 2023 roku.

Zegarek Patek Philippe Calatrava 6007G-001
Zegarek Patek Philippe Calatrava 6007G-001
Źródło zdjęcia: Zrzut ekranu ze strony patek.com

40 tysięcy euro to przy ówczesnym kursie około 172 tys. zł. Równowartość ponad półtora roku przeciętnego wynagrodzenia brutto w Polsce.

Takiego zegarka nie da się kupić przy okazji i wręczyć bez zastanowienia. Trzeba go zamówić, zapłacić z góry, umówić się na odbiór i po niego pojechać.

Kral ustala odbiór. "Rocco can come next Friday morning?" [Rocco może przyjechać w następny piątek rano?] - pyta. "Yes perfetto" - pada odpowiedź. "28 th?" [28-ego? - red.] - dopytuje Kral.

Kral kupuje zegarek w środę, ale nie zabiera go od razu. Ustala odbiór na piątek za dziewięć dni. Nie na najbliższy możliwy termin, tylko na konkretny dzień: 28 listopada. Ten sam, w którym tłumaczy potem Piesiewiczowi, że kierowca nie zdąży na 15.

"Rocco" to pseudonim człowieka z kręgu jednego ze wspólników szefa giełdy - ustaliliśmy jego dane. Do salonu pojechał odebrać zegarek.

Neon

Radosław Piesiewicz jest prawnikiem. W sporcie zaczynał w 2016 roku jako wiceprezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej z rekomendacji Jacka Sasina, członka Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości. Potem poszło szybko. W styczniu 2018 roku został prezesem Polskiej Ligi Koszykówki (PLK). W listopadzie tego samego roku - prezesem Polskiego Związku Koszykówki (PZKosz). W kwietniu 2023 roku - prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Dziś, cztery miesiące po upadku giełdy Zondacrypto, jest w najgorszym momencie kariery. 15 czerwca 2026 roku Walne Zgromadzenie PKOl odrzuciło sprawozdania finansowe przedstawione przez zarząd. Delegaci na zgromadzeniu większością głosów zobowiązali prezesa do zwołania nadzwyczajnego walnego zgromadzenia.

Jego cel? Odwołanie Piesiewicza z funkcji.

5 sierpnia funkcjonariusze CBA i Krajowej Administracji Skarbowej weszli do 14 lokalizacji w czterech województwach. Także do domu rodziców Radosława Piesiewicza. Działania podjęto w ramach śledztwa, które prowadzi Prokuratura Regionalna w Gdańsku. Chodzi o nierzetelne faktury na około 9,3 mln zł znalezione w PLK, PZKosz i PKOl. Zarzutów nikt jak dotąd nie usłyszał. Piesiewicz mówi o działaniu politycznym i zapowiada, że nie ustąpi.

Przemysław Kral od 2022 roku kierował giełdą kryptowalut Zondacrypto, wcześniej działającą jako BitBay. Mieszkał w Monako. Jego poprzednik Sylwester Suszek jest uznawany za zaginionego. Giełda upadła w kwietniu 2026 roku. Klienci stracili zainwestowane w kryptoaktywa pieniądze; mowa o setkach poszkodowanych i setkach milionów złotych. Sprawą zajmuje się Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości.

Ale zanim do tego doszło, w październiku 2025 roku, Zondacrypto została sponsorem generalnym PKOl i olimpijskiej reprezentacji Polski. Siedzibę komitetu przemianowano na "Zondacrypto Centrum Olimpijskie PKOl". Na elewacji zawisł neon z logo giełdy. Umowa miała obowiązywać do igrzysk w 2028 roku. Współpracę PKOl i Zondacrypto oficjalnie ogłoszono w Monako, nie w Warszawie. Połowę premii dla medalistów zbliżających się zimowych igrzysk Mediolan - Cortina d'Ampezzo planowano wypłacać w tokenach: 500 tys. zł za złoto, 400 tys. za srebro, 300 tys. za brąz. Nagradzano też miejsca od czwartego do ósmego.

30 kwietnia 2026 roku neon Zondy zdemontowano z siedziby PKOl.

Logo Zondacrypto na budynku PKOl
Logo Zondacrypto na budynku PKOl
Źródło zdjęcia: Piotr Nowak / PAP

Cztery kluby

Zanim przejdziemy do wyjazdów, trzeba wyjaśnić jedną kwestię, bo bez niej cała reszta wygląda na przypadkowy zbiór miast i meczów.

Kral nie zdobywał biletów. On je miał.

Jak to rozumieć? Zondacrypto kupiła cztery sponsoringi sportowe:

Atalanta Bergamo, piłka nożna. Od sierpnia 2024 roku giełda była sponsorem klubu z Bergamo, a jej logo widniało na rękawach koszulek piłkarzy; umowę przedłużono w sierpniu 2025 roku. Logo wisiało w szatni obok znaków pozostałych sponsorów. Współpracownicy szefa giełdy mówią, że akurat ten sponsoring nie był drogi. Z tego tytułu Kral dysponował biletami - także na mecze Ligi Mistrzów.

AS Monaco, koszykówka. Zonda była głównym partnerem klubu w Eurolidze. Drużyna gra w hali Gaston Médecin, a jednocześnie w najwyższej francuskiej lidze.

AS Monaco, piłka nożna. Giełdy co prawda nie było na koszulkach zawodników, ale w listopadzie 2024 roku Zondacrypto została sponsorem tytularnym Salon Honneur, czyli Loży Honorowej na monakijskim Stadionie Ludwika II. Pakiet obejmował ekspozycję w strefie VIP podczas meczów Ligue 1 (liga francuska, w której na co dzień gra ten klub), obsługę hospitality (gastronomia, alkohole etc.), dostęp do zamkniętych wydarzeń klubu i - to najważniejsze - prawo do organizowania w tej strefie własnych imprez. Innymi słowy: Kral miał na tym stadionie własny salon.

PKOl. Od października 2025 roku - sponsor generalny polskiego komitetu olimpijskiego. Trzy pierwsze pozycje dawały bilety. Czwarta była tym, co giełda z tych biletów chciała ugrać.

Kosmos z tokenem

Poznali się wiosną 2025 roku Do Monako przywiózł Piesiewicza prezes klubu koszykarskiego Dziki Warszawa. - Na prośbę PKOl doprowadziłem do poznania prezesa Radosława Piesiewicza z prezesem Zondacrypto, Przemysławem Kralem. Celem było nawiązanie współpracy sponsorskiej między PKOl a Zondacrypto - potwierdza dziś Michał Szolc. Prezes PKOl bardzo chciał tego spotkania - relacjonują ludzie z otoczenia szefa Zondy. Pomysł tokena olimpijskiego spodobał się Piesiewiczowi od razu.

Korespondencja, którą już cytowaliśmy, zaczyna się 26 września 2025 roku. Od razu z ustawieniem, zgodnie z którym wiadomości kasują się automatycznie po 24 godzinach. Dysponujemy fragmentami rozmowy, które ktoś zdążył zarchiwizować zrzutem z ekranu.

3 października Kral pisze: "Plus 9 grudnia atalanta Chelsea?". Piesiewicz odpowiada: "Super będziemy". Zaproszenie na mecz Ligi Mistrzów pada ponad dwa miesiące przed terminem.

9 października Kral przesyła prezentację zatytułowaną "Zondacrypto x PKOl". Piesiewicz dziękuje. I dopisuje: "To będzie kosmos z tokenem".

Przemysław Kral, prezes Zondacrypto, zdjęcie z października 2023 roku
Przemysław Kral, prezes Zondacrypto, zdjęcie z października 2023 roku
Źródło zdjęcia: Angel Garcia/Bloomberg via Getty Images

UOKiK spotyka się z ABW

Cofnijmy się o trzy tygodnie, bo w tle dzieje się coś, o czym Kral nie wie.

10 września 2025 roku przedstawiciele Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów spotykają się z funkcjonariuszami Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z delegatury w Katowicach.

Spotkanie odbywa się w ślad za wcześniejszym, niejawnym pismem urzędu. Chodzi o zbadanie przepływów i rozliczeń w grupie Zondacrypto. Niezależnie od spotkania - choć w tym samym okresie - UOKiK występuje do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej o sprawdzenie pochodzenia środków giełdy. GIIF to urząd, którego zadaniem jest między innymi przeciwdziałanie praniu pieniędzy.

- Jako urząd nie możemy stosować wielu narzędzi, takich jak choćby techniki operacyjne - tłumaczy nam prezes UOKiK Tomasz Chróstny. - Przekazaliśmy im to, co widzimy i co wiemy, bo to oni mają dostęp do narzędzi, które mogły ten temat rozbroić. Nie chcieliśmy wychodzić przed szereg, żeby nie utrudniać ich działań - dodaje. Równolegle szła zwykła, jawna korespondencja urzędu.

I tu trzeba rozdzielić dwie rzeczy, bo w tej sprawie łatwo je pomylić.

Pisma do giełdy. Jak sprawdziliśmy, w całym 2025 roku UOKiK wysłał do spółek grupy Zondacrypto osiem pism, z tego pięć w drugim półroczu. To na nie musieli odpowiadać ludzie Krala. Dziś mówią nam, że może nie budziły one przerażenia, ale trzeba było ogromnych nakładów pracy, żeby na nie odpowiedzieć.

Pisma do nadawców. To osobny strumień. Jesienią 2025 roku urząd zaczął pytać stacje, które emitowały reklamy Zondy - TVP, TVN, Polsat i TV Republikę - kto za tymi reklamami stoi.

Jedno z tych pism, adresowane do nadawcy, a nie do Zondy, trafiło do telefonu prezesa PKOl. Trzy strony, data 22 września 2025 roku, sygnatura DOZIK-4.81.2.2025.MO. W nagłówku godło i napis "Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny". Adresat: Telewizja Republika SA, plac Bankowy 2 w Warszawie. Podpis kwalifikowany złożył Artur Zwaliński, zastępca dyrektora Departamentu Ochrony Zbiorowych Interesów Konsumentów.

Urząd powołuje się na artykuł 20a ustawy o radiofonii i telewizji. Ten przepis każe nadawcy, na pisemny wniosek prezesa UOKiK, ujawnić dane pozwalające zidentyfikować zleceniodawcę przekazu handlowego i wydać nieodpłatnie jego zapis.

Punkt pierwszy: czy stacja emitowała reklamy albo inne materiały marketingowe na rzecz spółki BB Trade Estonia OÜ (Zonda) z siedzibą w Tallinie, w okresie od 1 stycznia 2024 roku.

Punkt drugi: jeśli tak, urząd żąda wydania nagrań, na płycie albo na nośniku USB.

To pismo Kral przesyła Piesiewiczowi i pyta, czy doszło. Piesiewicz odpisuje krótko: "mam". Cztery dni po dacie tego pisma, 26 września, zaczyna się zachowana korespondencja Krala z prezesem PKOl. Ta z wiadomościami znikającymi po 24 godzinach.

Załatwione

Wtedy - wynika z relacji, do których dotarliśmy - Piesiewicz zaczyna deklarować, że sprawę załatwi. Od początku znajomości - tak twierdzą nasi rozmówcy - powołuje się przed Kralem na kontakty polityczne. Że zna Mateusza Morawieckiego. Że spotyka się z nim w jego domu. Że umówi się z prezesem UOKiK Tomaszem Chróstnym, bo ten jest człowiekiem byłego premiera.

8 października napisał do Krala o poniedziałkowym lunchu. A potem zameldował, że jest po sprawie. I że pisma z UOKiK przestały przychodzić. Nie obiecywał więc czegoś abstrakcyjnego. Miał w telefonie konkretny dokument: z sygnaturą, z nazwiskiem urzędnika prowadzącego sprawę, z terminem i z nazwą spółki, o którą urzędowi chodzi.

Zegarek kupiono sześć tygodni później.

Po co prezes giełdy kryptowalut kupuje prezesowi Polskiego Komitetu Olimpijskiego zegarek za 40 tysięcy euro? Współpracownicy Krala odpowiadają bez wahania: to zapłata za załatwienie sprawy w UOKiK. W relacjach ludzi z otoczenia szefa giełdy prezes PKOl jest opisywany jako człowiek łatwy do rozczytania. Wiadomo, co lubi. Pada słowo "błyskotki".

Kral, tak twierdzą nasi rozmówcy, wiedział, że Piesiewicz lubi zegarki, lubi się otaczać drogimi przedmiotami i że bardzo lubi markę Patek Philippe.

Zresztą zamiłowanie Piesiewicza do zegarków nie było wiedzą tajemną, pisały też o tym media.

Zaznaczmy: informacja o odwdzięczeniu się za przysługę to relacja naszych rozmówców, nie treść dokumentu. W korespondencji z Piesiewiczem ani razu nie pada słowo "zegarek" ani żaden powód wręczania upominku.

Co ważne, zegarek został kupiony na nazwisko i adres Przemysława Krala, prywatnie, a nie na firmę.

Sam Piesiewicz przedstawia dziś zupełnie inną wersję tej transakcji. Wrócimy do niej szczegółowo w dalszej części tekstu.

Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego
Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego
Źródło zdjęcia: Leszek Szymański / PAP

Cztery nazwiska

Odtwórzmy wydarzenia z listopada 2025 roku, dzień po dniu.

19 listopada Kral kupuje zegarek i umawia jego odbiór na piątek 28 listopada. Dwa dni później, 21 listopada, o godzinie 12.13 pisze do Piesiewicza: "Dzień dobry potrzebuje imion i nazwisk na PSG". Odpowiedź przychodzi dwie minuty później. Cztery nazwiska: Jarosław Stawiarski (o nim za chwilę) z członkiem rodziny oraz Radosław Piesiewicz ze swoim bliskim. I bez ogródek dodane zdanie: "Czyli potrzebujemy 2 pokoje 2 osobowe".

Kiedy Kral umawiał kuriera z salonem marki Patek Philippe, wiedział już, kiedy jego gość będzie w Monako. Potem dopytał, kto będzie mu towarzyszył.

PSG to Paris Saint-Germain, najbogatszy i najbardziej utytułowany klub we Francji. 29 listopada 2025 roku, w sobotę, gra w Monako mecz ligi francuskiej z gospodarzami, czyli z AS Monaco, na Stade Louis II. To ten stadion, na którym Zondacrypto ma swoją Lożę Honorową.

Klub podaje ceny biletów na mecze Ligue 1 "od 25 euro" za miejsca podstawowe. Cen pakietów hospitality nie publikuje. Ludzie z otoczenia szefa giełdy wyceniają wejściówki, które dostał Piesiewicz, na około trzysta euro od osoby.

Dwa dni później, 23 listopada, Kral wysyła pięć plików: cztery bilety i kartę parkingową.

Jarosław Stawiarski, który towarzyszy Piesiewiczowi, to marszałek województwa lubelskiego z ramienia PiS. Rządzi nim od listopada 2018 roku, w maju 2024 uzyskał reelekcję. Jednocześnie województwo lubelskie od lat wspiera sport, w którym Piesiewicz był i jest kluczową postacią. Jak wyliczał "Kurier Lubelski", pieniądze szły trzema kanałami.

Do Polskiego Związku Koszykówki: ponad 1,2 mln zł w 2019 roku za logo województwa na strojach reprezentacji koszykarzy, ponad 500 tys. zł w 2022 roku przy meczach eliminacji mistrzostw świata.

Do koszykarskiej Ligi Mistrzów, czyli Basketball Champions League: 6,2 mln zł netto za sezon 2022/2023 i 6,9 mln zł netto za kolejny. Za reklamy "Lubelskie. Smakuj życie" na blisko dwustu meczach w całej Europie. Umowę marszałek podpisywał bezpośrednio z organizatorem rozgrywek.

Do PKOl: 100 tys. zł na Galę Olimpijską w listopadzie 2024 roku i ponad 4,3 mln zł na mocy umowy obowiązującej od lutego do września 2025 roku. Trzy miesiące po jej zakończeniu marszałek jechał do Monako na koszt sponsora generalnego PKOl.

Dziś marszałek Stawiarski w odpowiedzi na nasze pytania potwierdza obecność na meczu PSG i twierdzi, że uczestniczył w nim prywatnie, "pokrywając koszty z tym związane". Nie wskazuje jednak, komu zapłacił za wejściówki do strefy, której nie ma w wolnej sprzedaży. "Informacje dotyczące kwestii organizacyjnych" otrzymywał, jak pisze, od Radosława Piesiewicza.

"Stek, jak ostatnio?"

26 listopada, środa, godz. 11.43. Kral do Piesiewicza: "(...) będzie po Was o 14:00 w czapce zondacrypto".

Potem: "Terminal 1".

Po 17: "Jest przy wyjściu w czapce zondacrypto.

Tego samego wieczoru, o 19.30, w hali Gaston Médecin koszykarskie AS Monaco podejmuje Anadolu Efes Stambuł. Mecz Euroligi. Gospodarze wygrywają 102:66, najwyżej w historii klubu w tych rozgrywkach. To jedyne domowe spotkanie koszykarzy Monako w dniach pobytu Piesiewicza. Wejściówki na te mecze ludzie z otoczenia szefa giełdy wyceniają na czterysta euro.

27 listopada umawiają się na obiad. "Stek tak jak ostatnio może być?" - pyta Kral. Prezes PKOl odpisuje: "Super". Po północy wysyła jeszcze jedną wiadomość: "Przemku dziękuję". Kral odpowiada pięć minut później: "Mam jeszcze dodatkową niespodziankę".

28 listopada "Rocco" jedzie po zegarek. Wieczorem Kral spotyka się z Piesiewiczem w hotelu na 15 minut. Niedługo potem prezes PKOl pisze: "Dziękuję". I minutę później: "Jesteś niesamowity".

Ostatnia tego dnia wiadomość przychodzi o 23.41: "Jestem w szoku dziękuję".

Słowo "zegarek" nie pada.

29 listopada, sobota. AS Monaco gra z Paris Saint-Germain i wygrywa 1:0. Piesiewicz ogląda mecz razem z marszałkiem Stawiarskim. Kral zapowiada koszulki od przedstawiciela klubu - "Z podpisem pogby". Paul Pogba to wówczas gwiazda AS Monaco. Kral przypomina też, że bilety poszły sześć dni wcześniej. Piesiewicz potwierdza. O 18.59 dopisuje dwa słowa: "Strefa extra". Kral odpowiada, że koszulki dotrą dopiero w poniedziałek. "Przywiążę [przywiozę - red.] do bergamo". I dodaje: "Zdjęcie możecie z zondacrypto zrobić".

Wśród przekazanych nam materiałów jest fotografia ścianki sponsorskiej w Monako. Napis: "SALON HONNEUR by zondacrypto". Przy ściance stoi osoba z rodziny prezesa PKOl. Tego samego dnia Piesiewicz wyjeżdża.

Bergamo, 9 grudnia

Wyjazd do Bergamo był umówiony od 3 października - wtedy padło: "Plus 9 grudnia atalanta Chelsea?". I odpowiedź: "Super będziemy".

To nie były zwykłe mecze ligowe. Atalanta grała wówczas w Lidze Mistrzów, w grupie z Chelsea, z Borussią Dortmund, z Bayernem Monachium.

Bilety na takie spotkania są towarem reglamentowanym, a miejsca w strefach premium rozchodzą się przez kluby, nie przez zwykłe kasy. Ile takie miejsce jest warte? Klub podał cennik meczu z Chelsea publicznie: od 45 euro na trybunie za bramką do 475 euro za miejsce w strefie VIP z hospitality.

Ludzie z otoczenia szefa giełdy mówią, że miejsca, które dostał Piesiewicz, są w wolnej sprzedaży nieosiągalne, a ich realna wartość to około tysiąca euro za mecz.

7 grudnia 2025 roku, między godz. 10.12 a 10.19, Przemysław Kral składa trzy rezerwacje, wśród nich dla Radosława Piesiewicza. We wszystkich trzech formularzach wpisano dane Krala: jego adres w Monako, jego telefon i jego prywatny mail.

Dwa dni później, 9 grudnia, Atalanta wygrywa w Bergamo z Chelsea 2:1.

W tym samym pakiecie dokumentów znaleźliśmy pliki opisane nazwiskiem żony prezesa PKOl i członka jego rodziny. Oraz bilety na inny mecz Atalanty, z Juventusem - to osobne wydarzenie i osobny wyjazd, którego daty nie ustaliliśmy. Do tego doszedł hotel w Bergamo i, jak pisze sam Kral, "dojazdy do i z lotniska".

Wyjazd na mecz z Juventusem Piesiewicz zresztą potwierdza. W opublikowanych przez siebie odpowiedziach na nasze pytania przyznaje, że był na nim "na zaproszenie sponsora klubu z Bergamo" i że "spółka opłaciła wówczas hotel". Przeloty towarzyszącego mu członka rodziny miała opłacić jego żona.

To istotne przyznanie.

Bo w odpowiedzi na inne z naszych pytań Piesiewicz zapewnia: "wszelkie koszty związane z prywatnymi wyjazdami mojej rodziny, opłacane są przeze mnie lub moją żonę".

W pełni udokumentowane są dwa wyjazdy Piesiewicza organizowane przez Krala: listopadowy do Monako i grudniowy do Bergamo. Widzieliśmy bilety na kolejne podróże, ale nie mamy potwierdzenia, że do nich doszło. Nie wiemy też, ile było wcześniejszych spotkań - "stek tak jak ostatnio" sugeruje, że co najmniej jedno.

Szacujemy, że wartość korzyści, które trafiły do Piesiewicza i jego bliskich, wyniosła od 190 do 216 tys. zł. Z czego sam zegarek - około 172 tys. zł, przy kursie 4,30 złotego za euro. Reszta to wyliczenie redakcji oparte na cennikach klubów i na wycenach podanych nam przez rozmówców, nie na fakturach.

Do rachunku nie wliczyliśmy przelotów. Za bilety lotnicze Kral nie płacił. Płacił za hotele, i to, jak twierdzą nasi rozmówcy, osobiście.

Przemysław Kral, prezes Zondacrypto
Przemysław Kral, prezes Zondacrypto
Źródło zdjęcia: X / Przemysław Kral

Ruchome schody

Sprawdziliśmy każdą z obietnic, jakie Piesiewicz miał składać Kralowi. Żadna nie została spełniona.

Mateusz Morawiecki, za pośrednictwem swojego biura poselskiego, zaprzeczył, by jesienią 2025 roku spotykał się z prezesem PKOl Radosławem Piesiewiczem i interweniował u prezesa UOKiK Tomasza Chróstnego w sprawie Zondacrypto lub zabiegał o pomoc dla tej spółki.

Tomasz Chróstny, zapytany o interwencję prezesa PKOl w sprawie giełdy, odpowiada krótko: - Nigdy nie było czegoś takiego.

Zapytany wprost, czy Morawiecki prosił go o pomoc dla Zondacrypto, mówi: - Nie. Starałem się trzymać dystans do pana Piesiewicza, było też dla mnie od dawna jasne, że temat Zondy wymaga wyjaśnienia przez służby i organy ścigania.

Prezes UOKiK dodaje, że z Piesiewiczem widział się ostatni raz w ubiegłym roku przypadkiem, przy okazji jakiegoś wydarzenia. Minęli się na ruchomych schodach. Z naszych ustaleń wynika, że była to Gala Wręczenia Nagrody "Człowiek Wolności" Tygodnika Sieci.

Powód dystansu między Chróstnym a Piesiewiczem łatwo wyjaśnić. To Chróstny prowadził postępowanie wobec struktur, którymi w przeszłości Piesiewicz kierował. Zakończyło się w październiku 2022 roku. Prezes UOKiK nałożył około miliona złotych kar na szesnaście klubów koszykarskich i spółkę Polska Liga Koszykówki SA. Za porozumienie ograniczające rywalizację o zawodników i za to, że po przerwaniu sezonu zawodnikom nie wypłacono pełnych wynagrodzeń. Piesiewicz stał wtedy na czele PLK i PZKosz jednocześnie.

Z Morawieckim rzecz ma się podobnie. Piesiewicz uważany jest za członka ekipy Jacka Sasina (choć sam Sasin publicznie zaprzeczał). Między Sasinem a Morawieckim sympatii nie ma, delikatnie mówiąc. Wiele razy wchodzili w spory jeszcze za czasów rządów PiS. A obecnie to Jacek Sasin jest uważany za ostateczny powód, dla którego Morawiecki i jego ludzie odeszli z PiS, zakładając klub parlamentarny Rozwój Plus.

Nie

I jeszcze jedno. Ludziom Zondy wydawało się, że po interwencji Piesiewicza pisma z UOKiK przestały przychodzić, a Chróstny sobie odpuścił. Tymczasem urząd niczego nie odpuścił - on tę sprawę oddał wyżej, do służb. Zrobił to 10 września, czyli miesiąc przed tym, zanim prezes PKOl zaczął cokolwiek obiecywać. Kiedy Piesiewicz meldował, że załatwił, nie było już czego załatwiać.

23 kwietnia 2026 roku. Radosław Piesiewicz był gościem porannej rozmowy w RMF24. Słuchacz pyta go wprost, czy otrzymał od Zondacrypto jakiekolwiek wynagrodzenie.

- Nie - odpowiedział prezes PKOl.

W tej samej rozmowie mówił, że sam stracił na giełdzie pieniądze. Dużo pieniędzy. I że umowę sponsorską PKOl z Zondacrypto zawierał w dobrej wierze.

Przemysław Kral i Radosław Piesiewicz
Przemysław Kral i Radosław Piesiewicz
Źródło zdjęcia: Materiały prasowe

"Kupiłem z pomocą Krala"

Wysłaliśmy do Radosława Piesiewicza ponad 20 pytań. Chcieliśmy wiedzieć, między innymi, co otrzymał 28 listopada 2025 roku w hotelu w Monako, czy zgłosił to świadczenie do urzędu skarbowego i organów PKOl, ile tokenów posiadał na rachunku prowadzonym na jego nazwisko.

Prezes PKOl odpowiedział w sposób, jakiego się nie spodziewaliśmy: w piątek po południu opublikował nasze pytania wraz ze swoimi odpowiedziami na platformie X.

W sprawie zegarka jego wersja brzmi tak: "Tak, potwierdzam, że kupiłem zegarek wspomnianej marki z własnych osobistych środków, a w zakupie pomógł mi pan Przemysław Kral. Zakup akurat takiego zegarka jest skomplikowany i mimo podejmowanych przeze mnie prób wcześniej nie udało mi się nabyć zegarka tej konkretnej marki".

Dalej pisze, że na "wyraźną prośbę" Krala zapłacił mu gotówką, "w kliku ratach, podczas naszych spotkań, co potwierdzą świadkowie" (pisownia oryginalna, również w kolejnych fragmentach). Zapewnił, że certyfikat zegarka jest wystawiony na jego nazwisko. Podatku nie zapłacił, "gdyż nie jest to darowizna, a zakup". Potwierdza też, że zegarek, który nosi na nadgarstku w nagraniach dostępnych w internecie, to ten sam egzemplarz.

Odnotujmy, co z tej wersji wynika i jakie budzi wątpliwości.

Jedyny dokument zapłaty za ten zegarek, do jakiego dotarliśmy, to faktura z 19 listopada. Jest wystawiona na nazwisko i prywatny adres Przemysława Krala, z adnotacją, że zapłacono. Dlaczego rzekome rozliczenie z Kralem nastąpiło w gotówce oraz w ratach, bez pokwitowań, ze świadkami, których dopiero wskaże zainteresowany?

Certyfikatu nie widzieliśmy.

Jako powód pomocy Krala Piesiewicz wskazuje skomplikowaną procedurę zakupu zegarka tej marki, nie brak pieniędzy. Skoro miał pieniądze, to po co rozkładał zapłatę na raty?

I dlaczego transakcji na 40 tysięcy euro między dwoma prezesami nie towarzyszy żadna umowa ani pokwitowanie?

"Nie przeze mnie"

Pytań jest więcej.

Czy człowiek, który odbiera zamówiony wcześniej zegarek opłacany przez siebie, pisze: "Jestem w szoku dziękuję"? Albo "Jesteś niesamowity"?

Czy pośrednik w zakupie zapowiada własną usługę słowami: "Mam jeszcze dodatkową niespodziankę"? Albo: "To zajmie 15 minut"?

Na pytania o treść wiadomości Piesiewicz odpowiada: "Nie pamiętam korespondencji z Panem Kralem. (…) chciałem sprawdzić historię korespondencji, aby móc odnieść się do tych fragmentów - o ile są prawdziwe. Niestety wszystkie wiadomości z Przemysławem Kralem w używanych przeze mnie komunikatorach do lutego 2026 roku zostały skasowane. Nie przeze mnie".

To prawda, nie przez Piesiewicza, bo wiadomości kasowały się same. Z materiałów, którymi dysponujemy, wynika, że ta korespondencja od pierwszego dnia prowadzona była w trybie wiadomości znikających automatycznie po 24 godzinach. W rozmowie ustawionej w ten sposób nie powstaje historia, którą ktokolwiek mógłby później skasować.

O rozmowach dotyczących UOKiK Piesiewicz pisze: "Nigdy nie proponowałem żadnej interwencji czy lobbingu, nie umawiałem pana Krala, czy innego przedstawiciela zondacrypto z kimkolwiek". Ale dodaje: "Mógł więc pojawić się także wątek UOKiK. Nie wykluczam, że mogłem powiedzieć, że zapytam o zondacrypto. Przecież to nasz główny sponsor". I jeszcze: "Jedyne, co mogłem obiecać głównemu sponsorowi PKOl to ogólne sprawdzenie - także w interesie PKOl - czego dotyczy problem zondacrypto oraz jaka jest reputacja tego podmiotu".

Na pytanie, czy przyjmowanie świadczeń od sponsora generalnego zgłosił organom PKOl, odpowiada, że prezes komitetu "jest zapraszamy na różnego typu wydarzenia jako gość, w tym także przez sponsorów", że to "normalna praktyka przyjęta od lat", że podobnie było "za czasów poprzedników". I że "tych kwestii nie reguluje żaden dokument".

"Nie otrzymałem"

W opublikowanych w piątek odpowiedziach podtrzymuje też swoje "nie" z RMF24: "nie otrzymałem żadnego wynagrodzenia od zondacrypto, a beneficjentem umowy był Polski Komitet Olimpijski". Skierowaliśmy do szefa PKOl kolejne pytania dotyczące jego wersji wydarzeń. Czekamy na odpowiedzi.

Z Przemysławem Kralem nie udało nam się skontaktować. Media wielokrotnie informowały w ostatnim czasie, że stara się on o status świadka koronnego albo tzw. małego świadka koronnego. Prokuratura odmówiła skomentowania tych informacji.

Redagowali Piotr Machajski, Barbara Kasprzycka (WP)

Źródło: "Superwizjer" TVN24, Wirtualna Polska
Czytaj także: