Dwaj powołani przez prokuratora prowadzącego śledztwo w tzw. cywilnym wątku organizacyjnym lotów 7 i 10 kwietnia do Smoleńska, zaczęli już pracę (prokuratura nie ujawnia ich danych - red.). Pismo o zasięgnięciu ich opinii datowane jest na 20 października. - Biegłym nie wyznaczono im czasu, do kiedy powinni zakończyć swoje prace - mówi tvn24.pl rzecznik Prokuratury Okręgowej na warszawskiej Pradze Renata Mazur.
Jak dodaje, eksperci nie będą zajmować się tym, jak funkcjonariusze BOR zabezpieczali wizytę premiera Donalda Tuska po lądowaniu jego samolotu 7 kwietnia a także miejsce katastrofy prezydenckiego tupolewa. - Zajmą się tylko kwestią działań BOR podczas organizacji obu lotów - wyjaśnia prokurator.
Raport oczyścił BOR
Z prokuratorskiego pisma "o zasięgnięciu opinii biegłych", do którego dotarliśmy, wynika, że biegli mają wydać opinię dotyczącą tego, czy "sposób planowania i realizacji działań ochronnych, podejmowanych przez funkcjonariuszy BOR, (...) był zgodny z zasadami i pragmatyką, obowiązującymi wówczas w Biurze Ochrony Rządu, a w przypadku stwierdzenia uchybień w tym zakresie ustalić, czy miały one wpływ na bezpieczeństwo osób ochranianych, a jeżeli tak to jaki".
Na to pytanie odpowiedzieli już eksperci rządowej komisji działającej pod przewodnictwem Jerzego Millera, którzy w raporcie końcowym z jej prac uznali, że działania BOR nie miały wpływu na katastrofę. Szef MSWiA tłumaczył wtedy podczas konferencji prasowej, że taki wpływ miałyby tylko wtedy, gdyby wypadek nastąpił po lądowaniu i polegał na działaniu wrogim wobec osoby chronionej, czyli prezydenta RP.
Rekonesans, którego nie było
Minister przekonywał też, że BOR "nie miało obowiązku przeprowadzać rekonesansu" przed przylotem samolotu z premierem a trzy dni później z prezydentem. Prokuratorzy z warszawskiej Pragi nie mieli w tej sprawie tak jednoznacznego stanowiska.
Według naszych informacji to właśnie sprawa nieodbytego rekonesansu była jedną z kluczowych kwestii badanych przez nich w kontekście ewentualnych nieprawidłowości funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu przy organizacji wizyt premiera i prezydenta. Powołani biegli mają dać jednoznaczną odpowiedź, czy sprawdzenie lotniska - także pod kątem jego technicznego przygotowania na przyjęcie polskich samolotów - było jednym z obowiązków i leżało w kompetencjach BOR-u.
O próbie sprawdzenia lotniska przez funkcjonariuszy BOR i polskich dyplomatów pisaliśmy jako pierwsi na początku tego roku. Nasza delegacja udała się na Siewiernyj dzień przed wizytą premiera, ale w drodze jej przedstawicieli poinformowano poprzez polską ambasadę w Moskwie, że "możliwości obejrzenia lotniska nie ma". Grupa wróciła więc do Katynia.
BOR: nic do zarzucenia
Biuro Ochrony Rządu w kwestii przygotowania wizyt 7 i 10 kwietnia od początku prezentuje stanowisko, że w tej sprawie "nie ma sobie nic do zarzucenia". W połowie czerwca mówił o tym szef BOR, gen. Marian Janicki. - Nawet gdybyśmy mieli takie zdania i musieli sprawdzać lotnisko, nawet gdyby tam było 100, 200 naszych funkcjonariuszy, to czy zapobiegłoby to katastrofie? Przecież samolot rozbił się przed lotniskiem - pytał wtedy generał.
10 kwietnia 2010, w katastrofie samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem, śmierć poniosło 96 osób. Zginął prezydent RP Lech Kaczyński, jego żona Maria oraz towarzysząca im delegacja wielu wybitnych postaci życia politycznego. Lecieli na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy Zbrodni Katyńskiej.
Wcześniej, 7 kwietnia, na obchody uroczystości katyńskich tym samym samolotem leciał premier Donald Tusk z delegacją.
Łukasz Orłowski//mat
W czasie obecności grupy przygotowawczej w Smoleńsku, która zgodnie z ustaleniami podjętymi w dniach 24-26.03.2010 r. miała nadzorować bezpośrednio przygotowania do wizyty, w dniu 6.04.2010 r. podjęta była próba rekonesansu na lotnisku SMOLEŃSK PÓŁNOCNY przez funkcjonariuszy BOR. Ambasada RP w Moskwie nie została powiadomiona o zamiarze wizytowania lotniska, nie mogła więc wystąpić do strony rosyjskiej o zgodę na wejście na teren lotniska, tym samym funkcjonariusze BOR nie zostali wpuszczeni przez ochronę na teren lotniska. Ze strony 81 "raportu Millera"
Źródło: tvn24.pl