- Każdy kto oglądał start promu kosmicznego Challanger wie, że możliwa jest eksplozja rakiety tuż po starcie - tłumaczy "Rzeczpospolitej" Tomasz Hypki, ekspert w sprawach obronności. - Tyle, że tam odbywało się to nad Pacyfikiem, a tu miałoby to miejsce w Redzikowie, w okolicach Słupska. To wiąże się z ryzykiem dla mieszkańców miasta - dodaje.
Zaledwie kilka minut
Były wiceminister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski zauważa jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Jego zdaniem, istnieje ryzyko omyłkowego zestrzelenia samolotu pasażerskiego. Stałoby się tak, gdyby np. obsługa radaru w Czechach pomyliła się w odczytach.
- Może się też zdarzyć, że Rosjanie wystrzelą obiekt kosmiczny, a Amerykanie potraktują to jako atak i odpalą rakiety - dodaje Hypki. Jego zdaniem, instalacja systemu w Polsce nie pozostawia żadnego marginesu na konsultacje dotyczące charakteru obiektu. - Rakieta leci z Rosji do USA ok. pół godziny. Do Polski zaledwie kilka minut. - tłumaczy Hypki.
USA może?
Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski zapewnia, że strona polska otrzymała od Amerykanów satysfakcjonujące gwarancje pomocy w razie ewentualnych nieszczęść. - Po stronie Ameryki jest wola polityczna przyjęcia na siebie odpowiedzialności, gdyby doszło do nieszczęśliwego zdarzenia - tłumaczy Paszkowski.
Dodaje również, że Amerykanie zobowiązali się w podobnych sytuacjach do udzielania pomocy prawnej i "życzliwego rozpatrzenia" wniosku o pokrycie strat wywołanych przez awarię systemu.
Źródło: Rzeczpospolita