Polska

"Pracuję w grupie trzylatków i to jest nauka życia". Przesłuchania kandydatów na ławników SN

Polska

Senacka komisja wysłuchała kandydatów na ławników
Senacka komisja wysłuchała kandydatów na ławnikówRadomir Wit | tvn24
wideo 2/7

Topnieje liczba kandydatów na ławników Sądu Najwyższego. Zgłosiło się 19 osób, wstępną ocenę formalną pomyślnie przeszło 15. 13 zostało po przesłuchaniach senackiej komisji. Ławników w Sądzie Najwyższym powinno jednak być 36. Będą współorzekać w sprawach dyscyplinarnych sędziów oraz w sprawach skarg nadzwyczajnych podważających prawomocne wyroki sądów z ostatnich 20 lat. Odpowiadając we wtorek na pytania senatorów, kandydaci składali jednak czasami zaskakujące deklaracje.

Spośród 15 kandydatów zaproszonych na obradującą we wtorek senacką komisję 14 ma wyższe wykształcenie. Przesłuchanie kandydatów na ławników przed senacką Komisją Praw Człowieka, Praworządności i Petycji pokazało, że część osób ubiegających się o te funkcje miało jednak kłopoty z zaprezentowaniem wiedzy na temat prawa.

"To nie będą sprawy pospolite"

- Niektóre pytania, nie tylko moje, wskazywały, że osoby te nie mają świadomości, jakimi sprawami będą się zajmować. To nie będą sprawy pospolite. Będą w końcu dotyczyć naruszeń dyscypliny przez samych sędziów Sądu Najwyższego - podkreślał po posiedzeniu komisji senator PO Jan Rulewski.

Wybrany na sprawozdawcę komisji senator Łukasz Mikołajczyk wyrażał jednak nadzieję, że odpowiednią wiedzę kandydaci postarają się dopiero posiąść.

- Samo przesłuchiwanie w jakiś tam sposób powoduje to, że niekiedy te odpowiedzi udzielane przez kandydatów są takie, jakie chcieliby wypowiedzieć. Wystąpienie przed senatorami i przed mediami powoduje jakiś stres. Stąd być może te odpowiedzi były takie. Jestem przekonany, że te rekomendowane osoby zrobią wszystko, aby w pewnych kwestiach posiąść odpowiednią wiedzę. Uczymy się przez całe życie - podsumował senator sprawozdawca.

Nowa ustawa o Sądzie Najwyższym, zaprojektowana przez prezydenta RP, a uchwalona przez parlament, nie wymaga jednak od ławników wiedzy prawniczej. Wymaga natomiast wyłącznie polskiego obywatelstwa, korzystania z pełni praw cywilnych i publicznych, nieskazitelnego charakteru, wieku między 40 a 60 lat, odpowiedniego stanu zdrowia i co najmniej średniego wykształcenia.

14 spośród 15 kandydatów, którzy stawili się na wtorkowe przesłuchanie przed senacką komisją odpowiadało na pytania senatorów między innymi o uzasadnienie chęci bycia ławnikiem, o to, czym jest dla nich sprawiedliwość, o stosunek do obecnego ustroju sądownictwa w Polsce, wprowadzonego przez Prawo i Sprawiedliwość oraz niekiedy o proste zagadnienia prawne.

Chcą w Sądzie Najwyższym zdobywać doświadczenie

Kandydaci przedstawiali różne motywacje. Na ogół deklarowali, że chcą działać społecznie i na rzecz dobra wspólnego. Pojawiały się deklaracje o "wkładzie w funkcję" i "działalności na niwie". Niektórzy kandydaci nie ukrywali jednak, że chcą realizować własne aspiracje.

- Bycie ławnikiem Sądu Najwyższego byłoby kolejnym etapem w karierze bycia ławnikiem - uzasadniał kandydat Marek Sławomir Molczyk, wcześniej ławnik Sądu Rejonowego w Tarnowie.

- Przekonała mnie chęć zdobycia doświadczenia w Sądzie Najwyższym - tłumaczyła z kolei Anna Kuć, wcześniej ławnik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga.

- Bycie ławnikiem sądowym również może mi pomóc w mojej pracy zawodowej, ponieważ także ucząc wiedzy o społeczeństwie, są zagadnienia prawa. Młodzież często też interesuje się, pyta o pracę ławnika, więc może dlatego - uzasadniała swoją kandydaturę Małgorzata Kuśmierczyk-Balcerek.

- Chciałabym być ławnikiem, żeby zobaczyć z drugiej strony, jak to jest na sali rozpraw i pewnie zdobyć większe doświadczenie życiowe - tak motywowała swój wybór kandydatka Joanna Witkowska.

- Ławnik w Sądzie Najwyższym musi już mieć to doświadczenie, żeby oceniać sprawy, przy których jest obecny - zareagował na to przewodniczący komisji senator Robert Mamątow (PiS).

Wcześniej motywację kandydatki Anny Kuć podobnie ocenił senator Jan Rulewski z PO.

- Zdobywanie doświadczenia w momencie, gdy trzeba już być doświadczonym, nie było odpowiedzią na moje pytanie - mówił, ale zastrzegł, że deklaracją, iż "potrzeba czynnika społecznego również w Sądzie Najwyższym", kandydatka go przekonała.

Czy kandydowanie jest ryzykowne?

Rulewski próbował dociekać stosunku kandydatów do zmian w sądownictwie wprowadzonych w Polsce w ostatnich dwóch latach. Pytał też, czy kandydowanie na ławnika Sądu Najwyższego nie jest ryzykowną decyzją, skoro w Unii Europejskiej toczy się procedura ochrony praworządności w Polsce. Na tego rodzaju pytania kandydaci unikali odpowiedzi lub odpowiadali oględnie. Choć zdarzały się wypowiedzi zdecydowane i jednoznaczne.

- Nie uważam, że jest to [kandydowanie na ławnika SN - przyp. red.] ryzykowna decyzja - oświadczyła kandydatka Joanna Witkowska.

Kandydat Mirosław Zbigniew Lasota wyraził zdecydowany pogląd w sprawie toczącego się obecnie sporu o legalność zmian wprowadzonych w polskim sądownictwie. Stwierdził, że "tu [w Polsce - przyp. red.] nie jest państwo demokratyczne". Dowodził też, że w sądach jest "coś z despotyzmu", a w parlamencie "coś z monarchii".

O kontrowersje wokół ławników Sądu Najwyższego pytał jedną z kandydatek również senator Michał Seweryński. - Czy wie pani, jakie były zastrzeżenia co do wyboru ławników Sądu Najwyższego i jakie były to zastrzeżenia? - zwrócił się do kandydatki Elizy Anny Szepeluk. Nie usłyszał jednak odpowiedzi.

- Nie chciałam, jakby się wgłębiać i wchodzić. Ja chciałam stać gdzieś z boku, żeby się też w to nie angażować. I tak naprawdę myślę, że wszystko się okaże, jak ci ławnicy zostaną już powołani i jak zacznie funkcjonować, ta - że tak powiem - funkcja. I wtedy będzie można poddać to ocenie - oświadczyła kandydatka.

"Pracuję w grupie trzylatków i to jest nauka życia"

Odpowiadając na pytania senatorów w innych kwestiach, kandydaci składali czasami zaskakujące deklaracje.

- Opiniuję w sprawach dzieci. Są to sprawy mniejszego kalibru - odpowiedziała kandydatka Eliza Anna Szepeluk, psycholog z zawodu, odpowiadając na pytanie o przypadki naruszania etyki zawodowej wśród psychologów. Tłumaczyła, że nie zetknęła się z nimi osobiście.

Na dzieci powoływała się inna kandydatka, która wprawdzie powątpiewała, czy ma wiedzę i kwalifikacje na ławnika, ale zapewniła, że uczy się od trzylatków.

- Mam czas i chęci. Nie wiem, czy mam kwalifikacje. Jeśli chodzi o prawo, to mogę doczytać. Ale wiem, co jest dobre, a co złe. Mnie nauczyły tego dzieci - deklarowała kandydatka Bogusława Rutkowska. - Pracuję obecnie w grupie trzylatków i to jest dopiero nauka życia, co jest dobre, co jest złe. Takie proste, bez zakłamania - dodawała.

- Ale życie nie jest takie proste - zareagował na tę deklarację przewodniczący Mamątow.

Inny kandydat - Roman Adam Markiewicz - konsekwentnie nazywał Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego "wydziałem spraw nadzwyczajnych". Tłumaczył, że w Sądzie Najwyższym jest wiele izb i wiele wydziałów, ale w Izbie Dyscyplinarnej czy "wydziale spraw nadzwyczajnych mógłby się odnaleźć".

Ławnik w mniejszości, ale z głosem równym sędziom

Obowiązująca nowa ustawa o Sądzie Najwyższym nie przewiduje, że ławnicy będą zasiadać w składach orzekających w każdej z wielu izb. Udział ławników jest przewidziany w Izbie Dyscyplinarnej (w drugiej instancji procesów dyscyplinarnych sędziów sądów powszechnych i w pierwszej instancji w procesach dyscyplinarnych sędziów Sądu Najwyższego) oraz w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych (tylko przy rozpatrywaniu skarg nadzwyczajnych).

W trzyosobowych składach orzekających ma zasiadać po jednym ławniku. Zatem w sprawach dyscyplinarnych i skarg nadzwyczajnych ławnicy nie będą mogli przegłosować sędziów. Natomiast jeżeli dwaj sędziowie nie będą zgadzać się w ocenie jakiejś sprawy, głos ławnika będzie rozstrzygający.

Ławnicy w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych będą współoceniać każdy wniosek o rewizję prawomocnego wyroku, jaki trafi do Sądu Najwyższego. W sprawach skarg nadzwyczajnych nie ma bowiem tak zwanego przedsądu - czyli sprawdzania skarg pod względem formalnym. Zakłada się, że skoro kierują je Prokurator Generalny lub Rzecznik Praw Obywatelskich, wnioski są z zasady poprawne.

Władza uznała, że ławnik nie musi znać się na prawie

Instytucja ławnika Sądu Najwyższego była krytykowana, odkąd tylko prezydent Andrzej Duda zgłosił swój projekt ustawy o Sądzie Najwyższym.

"Tego rodzaju regulacja urzeczywistnia kontrolę społeczną, zwiększa transparentność postępowań dyscyplinarnych i wpływa na zwiększenie zaufania obywateli do sędziów Sądu Najwyższego przy jednoczesnym zachowaniu profesjonalnego charakteru składu sędziowskiego. Udział obywateli w orzekaniu w sprawach dyscyplinarnych sędziów był również jednym ze zobowiązań wyborczych Prezydenta RP" - argumentował Duda.

Krytyka tego rozwiązania pojawiła się w opiniach do projektu zgłoszonych przez Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego i Naczelną Radę Adwokacką.

"W sprawach ze skargi nadzwyczajnej ławnik, jako pełnoprawny członek składu orzekającego, stanie niejednokrotnie przed potrzebą dokonywania wykładni przepisów Konstytucji RP dotyczących zasad lub wolności konstytucyjnych oraz praw człowieka i obywatela. Jest to niezwykle skomplikowany proces, wymagający rozległej wiedzy prawniczej" - napisano w opinii Sądu Najwyższego.

Naczelna Rada Adwokacka co do instytucji ławników Sądu Najwyższego formułowała "poważne zastrzeżenia przede wszystkim z uwagi na brak wymogu posiadania wiedzy prawniczej przez ławnika". "(...) Sąd Najwyższy ma bowiem w założeniu rozstrzygać w przedmiocie zagadnień, które wzbudzają wątpliwości w procesie orzekania przez sądy powszechne. Trudno zatem uznać za uzasadnione włączenie w proces orzekania Sądu Najwyższego ławników nieposiadających nawet podstawowej wiedzy prawniczej" - oceniała NRA.

Te uwagi nie zostały uwzględnione przez parlament. Obowiązująca ustawa wymaga od ławników posiadania co najmniej matury. Nie wymaga wiedzy prawniczej.

- Nie zawsze wykształcenie prawnicze pomaga w rozstrzygnięciu jakiegoś problemu. Często doświadczenie życiowe jest nie mniej ważne - komentował w czasie wtorkowych obrad senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji jej przewodniczący, senator Mamątow.

"Ławnik powinien znać prawo. Szczególnie w Sądzie Najwyższym"

Patryk Wachowiec, prawnik, który z ramienia fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju obserwuje obecne zmiany w sądownictwie i obserwował wtorkowe posiedzenie komisji, powątpiewa, czy ławnicy w Sądzie Najwyższym będą zdolni do rozpatrzenia skomplikowanych spraw, na przykład gospodarczych, zaskarżonych w trybie skargi nadzwyczajnej.

- Ławnik powinien znać prawo. Szczególnie w Sądzie Najwyższym, gdzie nie jest tak, jak w Sądzie Rejonowym, który rozpatruje przysłowiowe spory o miedzę i wrażliwość społeczna ławników powinna być przykładana w większym stopniu niż w przypadku skarg nadzwyczajnych - wskazywał Wachowiec. - W ramach skargi nadzwyczajnej mogą znaleźć się na przykład sprawy obrotu paliwami, sprawy międzybankowe, rozpatrzone wcześniej przez sądy gospodarcze. Tak więc ławnicy Sądu Najwyższego powinni jednak wykazywać się większą wiedzą niż ławnicy sądów rejonowych - dodał.

Analityk FOR uważa, że dopuszczenie do kandydowania na ławników Sądu Najwyższego osób, które nie znają się na prawie, jest poważnym błędem w systemie.

- Oświadczenie kandydata, że doczyta sobie coś w prawie, czy stwierdzenie, że na prawie się nie zna, ale będzie rozpatrywał sprawy w kategoriach etyki, to jest jednak trochę za mało. Obowiązujący katalog wymogów dla kandydatów na ławników jest moim zdaniem wielkim zaniechaniem ustawodawcy - podkreślił Wachowiec.

Dwoje kandydatów bez rekomendacji

Jedyną osobą wśród przesłuchanych we wtorek kandydatów na ławników, która stosuje prawo w praktyce i studiuje prawo, była Joanna Witkowska. Senacka komisja nie udzieliła jej jednak rekomendacji.

W trakcie obrad okazało się, że kandydatka ta jest pracownicą Najwyższej Izby Kontroli. Choć na urlopie bezpłatnym, ale zadeklarowała, że wiąże swoją przyszłość zawodową z NIK. Tymczasem ustawa zakazuje kandydowania na ławników osobom "pracującym w urzędach obsługujących centralne organy państwa".

Rekomendacji komisji nie otrzymał również kandydat Mirosław Zbigniew Lasota. W jego przypadku komisja nie uzasadniła negatywnej decyzji. W czasie przesłuchania został zapytany przez senatorów, w jakim celu był poszukiwany przez policję. Odpowiedział na to, że nie ma pojęcia, też chciałby to wiedzieć. - Mój adres jest znany. Każdy policjant go ma - zapewnił kandydat.

Dyskusja komisji nad jego kandydaturą została utajniona na wniosek legislator Beaty Mandylis. Jej zdaniem rozmowa zmierzała w kierunku ujawnienia danych wrażliwych o kandydatach, a to jest sprzeczne z unijnym prawem o ochronie danych osobowych RODO.

Trzynaścioro z poparciem komisji

Głosowanie nad rekomendacjami dla kandydatów było już jawne. Komisja rekomenduje Senatowi następujących kandydatów na ławników Sądu Najwyższego:

- Mariusza Konrada Kolankowskiego (wykształcenie wyższe w dziedzinie nauk politycznych);

- Józefa Kowalskiego (wykształcenie wyższe w dziedzinie geodezji i kartografii);

- Annę Kuć (doktor nauk ekonomicznych);

- Małgorzatę Kuśmierczyk-Balcerek (doktor nauk humanistycznych);

- Jacka Karola Leśniewskiego (wykształcenie wyższe pedagogiczne);

- Romana Adama Markiewicza (wykształcenie wyższe medyczne);

- Marka Sławomira Molczyka (wykształcenie wyższe ekonomiczne);

- Agatę Pawlak (wykształcenie wyższe w dziedzinie biologii);

- Aleksandra Stefana Popończyka (wykształcenie wyższe w dziedzinie filozofii, etyki i zarządzania);

- Bogusławę Rutkowską (wykształcenie wyższe w dziedzinie historii);

- Wojciecha Szczepkę (wykształcenie wyższe w dziedzinie elektroniki);

- Elizę Annę Szepeluk (wykształcenie wyższe w dziedzinie psychologii);

- Agnieszkę Ingę Zielonkę (wykształcenie średnie ogólnokształcące), kandydatkę komisja rekomendowała bez przesłuchania.

Kandydatów jest za mało

Ostateczną decyzję w sprawie wszystkich kandydatów - zarówno tych, którzy dostali, jak i tych, którzy nie dostali rekomendacji komisji - podejmie Senat. Bo to Senat powołuje ławników Sądu Najwyższego.

Niezależnie od tego, jaka będzie decyzja Senatu, faktem pozostaje, że kandydatów jest za mało w stosunku do liczby 36 ławników określonej w zarządzeniu Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Ustawa dopuszcza tymczasowe zasiadanie w Sądzie Najwyższym ławników dwóch sądów warszawskich. Najprawdopodobniej również wkrótce zostanie ogłoszona kolejna procedura naboru na ławników Sądu Najwyższego przez Senat.

Autor: jp//now//kwoj / Źródło: tvn24.pl

Pozostałe wiadomości