Prezydent nie leci na szczyt

Prezydent nie leci do Brukseli
Prezydent nie leci do Brukseli
Źródło: TVN24/PAP
Koniec z problemem, kto zajmie tylko jedno krzesło przy stole w Brukseli, przeznaczone dla polskiej dyplomacji. Prezydent dogadał się premierem, dlatego nie poleci na nieformalny szczyt UE ws. kryzysu ekonomicznego.

Zmiana planów przez Lecha Kaczyńskiego to spore zaskoczenie, bo jeszcze w środę nic nie wskazywało na to, że nie poleci na szczyt UE.

Było już nawet ustalone, że najpierw rządowym samolotem uda się do Brukseli premier, a potem prezydent tak, by uniknąć sporów o korzystanie z maszyny.

Pozostał tylko problem miejsca przy stole w Brukseli - czeska prezydencja przewidziała bowiem dla każdej delegacji tylko jedno krzesło. Jednak prezydent i premier zgodnie zapewniali w środę po szczycie w Pałacu Prezydenckim, poświęconym kryzysowi, że wojny między nimi nie będzie.

Lech Kaczyński zażartował nawet w rozmowie z dziennikarzami: - Chcielibyście walki o krzesło, ale będziecie się nudzić.

Z kolei Donald Tusk podkreślał, że cały czas trwają rozmowy z czeską prezydencją ws. liczby miejsc dla naszej delegacji.

Dogadali się w Pałacu

Już wtedy - jak się okazało - obaj politycy przypuszczali, że Czesi raczej nie ustąpią. Prezydencki minister Michał Kamiński przyznał na antenie TVN24, że do ustaleń doszło w środę podczas rozmowy "w cztery oczy" w Pałacu Prezydenckim.

- Prezydent ustalił z premierem, że na ten szczyt uda się szef rządu. Ponieważ niedzielny szczyt UE ma charakter nieformalny, a jego wyłączną tematyką będą kwestie finansowe - powiedział Kamiński. I dodał: - Za finanse państwa odpowiada rząd, prezydent nigdy tego nie kwestionował.

Rzecznik rządu Paweł Graś stwierdził z kolei, że po otrzymaniu informacji, iż czeska prezydencja przeznaczyła dla każdej delegacji tylko jedno krzesło, zapadła decyzja, że leci tylko premier.

Koniec z konfliktami wokół szczytu?

Niedzielny nieformalny szczyt UE jest pierwszym, w sprawie którego prezydent dogadał się premierem. Wcześniej między oboma politykami dochodziło na tym tle do ostrych konfliktów. W październiku ubiegłego roku na posiedzeniu Rady Europejskiej był i Donald Tusk, i Lech Kaczyński. Wtedy kancelaria premiera odmówiła prezydentowi rządowego samolotu i dlatego udał się do Brukseli czarterem.

Na początku listopada w nieformalnym szczycie UE ws. kryzysu finansowego uczestniczył tylko prezydent. Wtedy otoczenie Lecha Kaczyńskiego nie podnosiło argumentu - jak teraz minister Kamiński - iż za finanse odpowiada rząd.

Prezydent otrzymał wtedy od ministra finansów instrukcje, które wcześniej przyjął rząd. Nie udało się przy tym uniknąć spekulacji, czy Lech Kaczyński - ze względu na różnice zdań z rządem - w ogóle je przedstawi.

W grudniowym szczycie uczestniczyli zarówno prezydent, jak i premier. Wtedy również nie udało się uniknąć zamieszania z samolotem. Rejsowa maszyna, którą szef rządu miał przylecieć do Brukseli, uległa awarii. Prezydent, który w tym czasie podróżował rządowym TU-154 do Poznania, odesłał samolot, by zabrał premiera z Warszawy. Z Poznania do Brukseli Tusk i Kaczyński polecieli razem.

Źródło: tvn24.pl, TVN24

Czytaj także: