"Premier prowadził własne śledztwo"

TVN24

Aktualizacja:

18 sierpnia, 4 dni po spotkaniu premiera z szefem CBA, minister sportu spotkał się z Donaldem Tuskiem. Mirosław Drzewiecki miał otrzymać wtedy polecenie przygotowania informacji na temat toku prac w resorcie sportu nad projektem nowelizacji tzw. ustawy hazardowej, wynika z zeznań polityka przed czwartkową komisją śledczą. - To świadczy o tym, że tak naprawdę pan premier po spotkaniu z panem ministrem Kamińskim rozpoczął swoje własne śledztwo w tej sprawie - podkreślił wiceszef komisji Bartosz Arłukowicz (Lewica).

Przygotowane dla premiera informacje, ówczesny minister sportu przedstawił szefowi rządu następnego dnia 19 sierpnia.

Pojawiły się dzisiaj nowe dokumenty, nowe zeznania. Okazało się, że 18 sierpnia już pan minister został zapytany przez pana premiera na temat dopłat. To świadczy o tym, że tak naprawdę pan premier po spotkaniu z panem ministrem Kamińskim rozpoczął swoje własne śledztwo w tej sprawie i zaczął dopytywać, co się dzieje z tą ustawą. Bartosz Arłukowicz, Lewica

Na tym jednak nie koniec nowych danych, które ujawnił w czwartek Drzewiecki. Członkowie hazardowej komisji śledczej, zarówno ci z PO, jak i z opozycji są bowiem zaskoczeni przedstawieniem w czwartek przez Drzewieckiego nowych dokumentów w sprawie afery.

Chodzi o pisma urzędników MF - dyrektora departamentu prawno-kontrolnego Rafała Wosika i dyrektor generalnej Moniki Rolnik - do szefa Kancelarii Premiera Tomasza Arabskiego z 6 października 2009 roku.

- Liczyłem, że mamy już wszystkie dokumenty, a tutaj kolejny świadek pokazuje, że są jeszcze kolejne. Ponieważ do dokumentów przywiązuję bardzo dużą wagę, to cieszę się, że one są, ale nie podoba mi się, że nie dostaliśmy ich wcześniej z Ministerstwa Sportu czy Kancelarii Premiera. To stwarza wrażenie, że być może są jeszcze jakieś kolejne dokumenty, których dotychczasowa kwerenda nie wyłapała - powiedział przewodniczący komisji śledczej Mirosław Sekuła (PO).

Ktoś tu kłamie?

Sekuła zwrócił również uwagę, że zeznanie Drzewieckiego to już drugie - obok przesłuchania Zbigniewa Chlebowskiego - które całkowicie odmiennie interpretuje zdarzenia, niż zrobił to były szef CBA Mariusz Kamiński.

- Są to tak sprzeczne interpretacje, że któraś z nich musi być kłamstwem, a któraś prawdą - ocenił Sekuła.

Liczyłem, że mamy już wszystkie dokumenty, a tutaj kolejny świadek pokazuje, że są jeszcze kolejne. (...) nie podoba mi się, że nie dostaliśmy ich wcześniej z Ministerstwa Sportu czy Kancelarii Premiera. To stwarza wrażenie, że być może są jeszcze jakieś kolejne dokumenty, których dotychczasowa kwerenda nie wyłapała. Mirosław Sekuła, PO

Jak zaznaczył, wersje Chlebowskiego i Drzewieckiego dotyczą wprawdzie nieco odmiennych obszarów, ale są spójne i "tłumaczą ciąg zdarzeń w miarę naturalnymi zachowaniami". - Błędami? Tak. Chlebowski tłumaczył, że błędem z jego strony było obiecywanie komuś, że coś załatwi. Podobnie Drzewiecki przyznał, że jego błędem było podpisanie przygotowywanych mu dokumentów bez wgłębiania się w ich meritum - powiedział Sekuła, nawiązując do pisma Drzewieckiego z 30 czerwca 2009 r. do wiceministra finansów Jacka Kapicy w sprawie rezygnacji z dopłat.

Drzewiecki tłumaczył, że jego intencją było jedynie poinformowanie MF o tym, że należy zmienić uzasadnienie do rozszerzenia katalogu gier objętych dopłatami w projekcie nowelizacji ustawy hazardowej, ponieważ zapisany w nim cel dopłat - tzn. finansowanie drugiego etapu budowy Narodowego Centrum Sportu - nie będzie realizowany. Jak mówił, przygotowujący dokument dyrektor departamentu prawno-kontrolnego Rafał Wosik błędnie zrozumiał jego zamiar i sporządził pismo informujące o potrzebie wykreślenia dopłat.

"Trochę złości"

Sekuła, pytany, jak ocenia przygotowanie Drzewieckiego do przesłuchania, zaznaczył, że nie jest w tej sprawie obiektywny, ponieważ ma "trochę złości" do byłego ministra za to, że jego przesłuchanie - pierwotnie planowane na miniony piątek - trzeba było odwoływać w ostatniej chwili.

Sekuła uważa jednak, że swobodna wypowiedź Drzewieckiego "miała sens i kształt i była dobra". Jednocześnie zaznaczył, że przy pytaniach do byłego ministra śledczy napotykali na "mury niepamięci".

- Ale to tak jest. Przypuszczam, że to jest problem każdego śledczego, prokuratora, sędziego czy kogokolwiek, kto próbuje dojść do prawdy - dodał.

Kempa zadowolona

Z czwartkowego przesłuchania zadowolona jest też Beata Kempa (PiS). - Wniosło bardzo dużo do sprawy: dowiedzieliśmy się mianowicie, że 18 sierpnia miało miejsce jeszcze jedno spotkanie - na boku, w cztery oczy, z panem premierem Tuskiem, a wszak wiemy, na dzień dzisiejszy, że było to pierwsze spotkanie po dniu 14 sierpnia, kiedy pan Mariusz Kamiński prosił o szczególną ostrożność, prosił, aby zachować w tajemnicy wszelkie kwestie - podkreśliła Kempa.

- W tej sytuacji myślę, że nakładając na to wszelkie inne dokumenty, a także przede wszystkim materiał dowodowy, który mamy, składa się w jedną logiczną całość - uważa posłanka PiS.

Jak dodała, ważne w tej sprawie będą jeszcze jednak zeznania m.in.: premiera Donalda Tuska, szefa klubu PO Grzegorza Schetyny, Rafała Wosika, Moniki Rolnik.

Franciszek Stefaniuk (PSL) podkreślił, że jest za wcześnie na deklarację, czy Drzewiecki wypadł przed komisją lepiej niż były szef klubu PO Zbigniew Chlebowski i czy wersja, którą przedstawił, jest wiarygodna. - Nie są znane wszystkie fakty. Dopiero porównanie i zestawienie zeznań wszystkich świadków pozwoli na rzetelną ocenę - powiedział.

sm//mat

Źródło: PAP, tvn24.pl