Tłumy pod pałacem Prezydenckim zbierają się od kilku tygodni. Poza obrońcami krzyża, który tam stoi, coraz częściej pojawiają się zwolennicy jego przeniesienia. Obecność jednych i drugich coraz bardziej daje się we znaki mieszkańcom.
Życie w cieniu awantury
- Zaczyna to być uciążliwe, zbieranie się tłumu, happeningowców, turystów - mówi Gabriela Sobiech, mieszkanka Krakowskiego Przedmieścia. I choć przyznaje, że miasto stara się dbać o porządek i czystość w okolicy, "to nikomu nie życzy, żeby mu śpiewano pod oknem".
- W poniedziałek, kiedy swoją akcję zorganizowali zwolennicy usunięcia krzyża było w miarę spokojnie. To bardziej przypominało Sylwestra - wspomina pani Gabriela.
Żali się jednak, że tłumy utrudniają codzienne życie. - Ciągła uwaga, żeby nie potrącić nikogo samochodem, żeby na kogoś nie wpaść. Ciężko się umówić ze znajomymi pod własnym domem, bo trudno się znaleźć nawzajem przez te tłumy - wylicza.
I dodaje: - Z punktu widzenia mieszkańca mam nadzieję, że sprawa zostanie szybko załatwiona.
Źródło: TVN24, PAP
Źródło zdjęcia głównego: TVN24