Opłata reprograficzna istnieje w polskim prawie od 1994 roku. W założeniu to "rekompensata finansowa" dla twórców, wykonawców i wydawców filmów, muzyki czy literatury za możliwość kopiowania dzieła przez nabywcę w ramach "dozwolonego użytku osobistego". Na przykład za to, że utwór zgramy i udostępnimy pliki żonie czy koledze.
Podpis przed majówką
Na dotychczasowej liście urządzeń objętych opłatą były magnetofony i magnetowidy, kasety, kserokopiarki, także papier. W 2003 roku dodano odtwarzacze oraz płyty CD i DVD, a w 2011 - odtwarzacze plików MP3 i zewnętrzne dyski twarde.
W aktualizacji przygotowanej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego (MKiDN) - pierwszej od 15 lat - znalazły się smartfony, tablety, laptopy i komputery. Opłata reprograficzna za większość urządzeń to 1 procent wartości. Część środowisk zwraca uwagę, że w najnowszej wersji zabrakło czytników książek elektronicznych. Przepisy nie uwzględniają też kwestii usług chmurowych, czyli przechowywania utworów online, a nie na nośniku.
Opłaty przekazywane są przez producentów i importerów sprzętu organizacjom zbiorowego zarządzania, takim jak Stowarzyszenie Filmowców Polskich (SFP) czy Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych (ZAiKS). To one rozdysponowują pieniądze między twórców.
"Podział środków pomiędzy poszczególne grupy uprawnionych powinien odpowiadać opartemu na rzetelnych badaniach modelowi korzystania z urządzeń w ramach dozwolonego użytku prywatnego - mamy nadzieję, że MKiDN takie badania niezwłocznie przeprowadzi" - wyjaśnia TVN24+ ZAiKS.
Ministra Marta Cienkowska podpisała zmiany w rozporządzeniu 30 kwietnia, tuż przed majówką. Nowelizacja zacznie obowiązywać sześć miesięcy po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw. Regulacja już została okrzyknięta "podatkiem od smartfonów".