|

Wtedy pyta dzieci: "jak myślisz, co mną kieruje, że ci tego odmawiam?"

Magdalena Bigaj, prezeska Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa
Magdalena Bigaj, prezeska Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa
Źródło: Pat Mic
Podczas wizyt w szkołach rodzice, którzy przychodzą na spotkania o higienie cyfrowej, mówią nam, że największym problemem są inni rodzice z klasy. Ci, którzy nie chcą słuchać o tym, jak można dbać o siebie i najbliższych w sieci - mówi Magdalena Bigaj, prezeska Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa. Efekt? Na komunikatorach, na których w ogóle nie powinno być dzieci poniżej 13. roku życia, na niebezpieczeństwo wystawiamy nawet kilkulatki.Artykuł dostępny w subskrypcji
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Dlaczego komunikatory internetowe to nie są "zwykłe SMS-y" i jak realnie zagrażają dzieciom - nawet kilkuletnim.
  • Dlaczego rodzice boją się stawiać granice i jak presja innych dorosłych sabotuje higienę cyfrową.
  • Ekspertka tłumaczy też, że bez jasnych zasad, edukacji i zmiany prawa uwzględniającej odpowiedzialność firm technologicznych dzieci zostają w internecie bez pasów bezpieczeństwa.

Justyna Suchecka: Wyglądają podobnie. Ale czy porównywanie wiadomości w komunikatorach internetowych do starych dobrych SMS-ów jest właściwe?

Magdalena Bigaj: To zdecydowanie nie są "zwykłe" SMS-y i jest kilka powodów, by uznać, że takie porównanie tych wiadomości jest problematyczne. Po pierwsze i najważniejsze: WhatsApp oraz inne podobne komunikatory są dziś punktem docelowym dla przestępców, szczególnie seksualnych. To właśnie tam starają się sprowadzić dzieci i młodzież, by wejść z nimi w kontakt bezpośredni. Według Interpolu to bardzo częsty model działania sprawców.

Co dokładnie masz na myśli?

Przestępcy łowią dzieci w grach oraz mediach społecznościowych, by następnie przenieść kontakt do szyfrowanego komunikatora. Służby mają przez to olbrzymie trudności, by namierzyć sprawców popełnianych tam przestępstw.

W krajach rozwijających się występuje też proceder sutenerstwa internetowego. Rodziny "wystawiają" dzieci przestępcom do kontaktu właśnie na szyfrowanych komunikatorach.

Rodzicom i dziadkom w Polsce chyba trudno uznać, że to realne zagrożenie dla ich dzieci?

Oczywiście. Gdy słyszymy o tym, co dzieje się "gdzieś w internecie", mamy tendencje do myślenia podobnego do tego, gdy wsiadamy za kierownicę samochodu. Chociaż wiemy, że tysiące ludzi codziennie ginie na drogach, to wsiadając do auta, jesteśmy głęboko przekonani, że nas to akurat nie spotka.

Zapinamy pasy, bo tego wymagają od nas przepisy. Ale gdy jedziemy do pracy, to raczej nie myślimy, że na drodze wydarzy się coś złego.

I podobnie jest z internetem: nie zakładamy, że nasze dziecko spotka coś strasznego.

To chyba zdrowo.

Ja to oczywiście rozumiem, ale to skłania do przymykania oczu na zagrożenia. A one od tego nie znikają. I w efekcie wiele dzieci nie otrzymuje nawet skromnego cyfrowego odpowiednika tych zapiętych pasów bezpieczeństwa.

A potem dorośli się dziwią...

Dziwią się, bo dla nich zaskoczeniem jest nawet fakt, że komunikatory, takie jak WhatsApp, Messenger czy Discord, to nie są tylko narzędzia do wymiany prywatnych czy grupowych wiadomości, tak jak my zwykle z nich korzystamy.

Czytaj także: