Jacek Sasin o wyborze Radosława Piesiewicza na prezesa PKOl: widzieli widocznie jakieś pozytywy
- Radosław Piesiewicz 27 sierpnia usłyszał dwa zarzuty. Zatrzymanie prezesa PKOl to skutek przełomu w śledztwie dotyczącym upadłej giełdy kryptowalut, który pojawił się po publikacjach "Superwizjera" TVN24 i Wirtualnej Polski.
- Zondacrypto od października 2025 roku była sponsorem generalnym PKOl. Michał Fuja z TVN24 i Szymon Jadczak z WP dotarli do pełnego tekstu umowy, na podstawie której Zondacrypto została w październiku 2025 roku sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
- Więcej o kryptoaferze przeczytasz w specjalnym serwisie tvn24.pl >>
Radosław Piesiewicz został zatrzymany w ubiegły czwartek. Tego samego dnia w śląskim wydziale Prokuratury Krajowej usłyszał zarzuty dotyczące płatnej protekcji oraz zaspokojenia grupy wierzycieli Zondacrypto z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością. Nie przyznaje się do winy.
W środę Jacek Sasin - były minister aktywów państwowych, a obecnie poseł PiS - był pytany przez reportera TVN24 Radomira Wita na sejmowym korytarzu, czy podczas jego spotkań z Piesiewiczem poruszona była kwestia sponsorowania PKOl przez Zondacrypto.
- Mnie to naprawdę nie interesowało. Kwestia sponsoringu komitetu olimpijskiego to naprawdę kwestia, która nie była moim zainteresowaniem, w związku z czym trudno, żebym go o to wypytywał, bo też po co? - odparł.
Na uwagę, że sprawa była szeroko komentowana, poseł odpowiedział, że "nie zajmował się szczególnie sprawami kryptowalut i firmą Zondacrypto". - Nie był to mój obszar zainteresowania. W związku z tym jakoś szczególnie o to nie wypytałem - zapewniał.
Pytany czy lobbował za prezydenturą Piesiewicza jako szefa PKOl, odparł, że nie. - Nie spotkałem się też (...) nigdy z żadnym szefem związku sportowego i nie rozmawiałem w tej kwestii - zapewnił.
Na pytanie, czy prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego konsultował z nim plany dotyczące zostania szefem organizacji, Sasin odpowiedział, że "prawdopodobnie o tym mówił". - Nie ukrywał tego, mówił to wielu osobom przecież. Chyba to nic dziwnego, że to mówił, jak kandydował, wszyscy o tym wiedzieli - ocenił.
Sasin o wyborze Piesiewicza na prezesa PKOl
Sasin przekonywał dalej, że "nikomu w tej sprawie nie doradzał". - Nie jestem niczyim doradcą, naprawdę. Próba kreowania jakiegoś obrazu, że to ktokolwiek inny niż walne zgromadzenie PKOl wybrało Radosława Piesiewicza na szefa jest totalnie kuriozalna, bo zakłada, że ci ludzie, którzy go wybierali, byli marionetkami sterowanymi przez kogoś - powiedział.
Dodał, że "chociaż nie zna tego środowiska", to uważa, że "nie są to ludzie, którymi można po prostu sterować". Na uwagę Wita, że politycy Rozwoju Plus zarzucają, że stoi on za karierą Piesiewicza, Sasin odparł, że "politycy Rozwoju Plus nie mają powodu, żeby go lubić". - W związku z czym rozsiewają pewnie na mój temat różnego rodzaju fałszywe informacje - skwitował.
Dopytywany przez innego dziennikarza, czy piastowana przez niego w przeszłości funkcja ministra aktywów państwowych mogła być argumentem za kandydaturą szefa PKOl, poseł PiS odpowiedział, że nie wie "co pan Piesiewicz komu mówił".
- Gdyby tak było, jak pan mówi, to by oznaczało, że szefowie związków sportowych, którzy wybrali go szefem PKOl, są ludźmi totalnie sprzedajnymi, prawda? Którzy podejmują swoje decyzje przy tego typu argumentach, o jakich pan w tej chwili przytoczył - powiedział.
Poseł PiS ponownie zapewniał, że "z nikim z tych ludzi się nie spotykał i nie potwierdzał tego typu informacji".
- Żaden (...) z szefów związków sportowych nie próbował u mnie tego potwierdzać i też nigdy nie mówił o tym, że tego typu argumenty padały. W związku z tym jednak zakładam, że to był świadomy wybór ludzi, którzy kształtują władzę PKOl. Widzieli widocznie jakieś pozytywy w tym, żeby taką kandydaturę zaakceptować - ocenił.